No i znowu ucichłam w pisaniu, a przecież tyle różności w koło mnie o których bardzo chcę pisać. Pisać, żeby nie zapomnieć, pisać, żeby mieć te notatki na przyszłość, pisać ku przestrodze, pisać ku pokrzepieniu serc, pisać by się komunikować z czytelnikami, pisać, żeby coś jednak tworzyć.

Zatem dzisiaj 6 grudnia czyli Mikołajki, których w Stanach się nie obchodzi z powodu braku takiej tradycji. W ubiegłym roku tak fajnie mi się udało przygotować malutkie (jednakowe) prezenciki dla wszystkich z biura i wręczyć je akurat 6tego. Do świątecznej płyt DC Pink Martini dołączyłam karteczki z Mikołajem i tekstem wyjaśniającym tą naszą tradycję.

Jak się na coś nakręcę to tak mocno tego chce, że nic się nie liczy.

Chciałam w podobny sposób obdarować drobnymi podarkami moich ‘co-workerów’ w tym roku. Pisałam już o tym tutaj w listopadzie. Godziny spędzone na amazonie i etsy w poszukiwaniu tego jedynie słusznego mikołajkowego prezentu… Po podjętych decyzjach i ich odwołaniach stanęło na prezencie książkowym.
Tylko teraz jaką lekturę dla tych moich szefów wybrać?

Odkąd zerwałam znajomość z fejsbookiem i czas, który marnowałam na media społecznościowe przeznaczyłam na czytanie, na mojej liście książek przeczytanych znalazły się w tym roku wspaniałe lektury.
Debatowowałam na dwiema szczególnymi, jedna autora japońskiego, druga rosyjskiego. Już niby pewna byłam, że kupuje 7 sztuk “Guest Cat” Kot który spadł z nieba, ale zachciało mi się zapoznać z opiniami. No i się zaczęły dywagacje… jedne opisy gloryfikujące książkę a drugie, że aż przykro czytać, bo takie niemiłe. A mnie się przecież ta nowelka tak bardzo podobała. Ale co jeśli się nie będzie innym podobać? Ale przecież to tylko symboliczny podarunek i może nawet nikt tych książek nie przeczyta? Ale co jeśli przeczyta i pomyśli, że to tylko zmarnowany czas? I tak dalej i tak dalej, kotłowały się w mojej głowie myśli i dywagacje.

W międzyczasie oczywiście wpadłam w szał poszukiwań brudnopisu karteczki z zeszłego roku. Trzymam całe pudła różności (czytaj szpargałów) i byłam pewna, że gdzieś mam tekst, który napisałam w roku ubiegłym wyjaśniający mikołajkową tradycję. Oh well, nie znalazłam. Często też robię zdjęcia tego co piszę na karteczkach świątecznych, urodzinowych, walentynkowych itp, tak by mieć na następny raz, albo by nie napisać tego samego następnym razem. Że też akurat zdjęcia zeszłoroczne, które na szybko zrobiłam nie zawierają owego tekstu. Mój szefunio przez naprawdę długi czas trzymał świąteczne i urodzinowe karteczki w swoim biurze. Przeszukałam i owo miejsce i nic nie znalazłam więc pewnie słusznie się ich w końcu pozbył.
Mysałam nawet czy istnieje już może taka technologia, która moglaby z ponizszego zdjecia odszyfrowac zawartos drugiej strony kartki, tej ktorej nie widac:-)

Na marginesie, ja zbieram wszystkie karteczki, pocztówki, widokówki, listy, zdjęcia. Każdą jedną “thank you note”, każdą jedną “congratulations” czy “happy birthday” kartkę trzymam.

Zastanawiałam się czy pośród osób obdarowanych w ubiegłym roku jest ktoś kto ową mikołajową kartkę jeszcze ma:-) Oczywiście nigdy nie śmiałbym zapytać:-)

No nic, Mikołajki są dzisiaj, a moje podarki jeszcze w domu, pewnie rozdam je w przyszłym tygodniu.


Comments

Notka Mikołajkowa — 1 Comment

  1. A prezencik był? Byłaś grzeczna? Patrząc na pisanie na blogu to nie bardzo z tą grzecznością i ode mnie prezenciku brak.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *