Wszystko zaczęło się jakieś trzy lata temu. Albo nie. Wszystko zaczeło się wiele tysięcy lat temu kiedy to Bóg stworzył ten świat… Tak, to typowe dla mnie opowiedzieć o jednej sytuacji ‘z wczoraj’ niejako przywołując Boga i stworzenie świata. I wszystko, albo prawie wszystko od tamtej pory, z detalami.
Tak już mam.

Ale serio, dzisiaj jestem przeziębiona, a nie musiałabym taka być gdyby nie to, że pod koniec roku 2011 zdecydowałam się starać o pracę w administracji naszej uczelni. Moja dotychczasowa pozycja została otworzna do rekrutacji. Po trwającym kilka miesiący procesie zatrudnienia nowego pracownika na moje miejsce, pracę otrzymała niejaka nazwijmy ją Zdzisia. Popracowała na tym stanowisku może z pół roku i w związku z problemami zdrowotnymi zaczęła redukować swój cały etat. Coraz jej było mniej, ja troszkę pomagałam, ale w końcu jej nieobecności zaczeły mocno dokuczać departamentowi i jego pracownikom.
Po jakiś tam długich negocjacjach kadrowo-pracownikowo-lekarskich ustalono, że Zdzisia przechodzi w stan tymczasowego zawieszenia (nie jest oficjalnie zwolniona, ma prawo powrotu do pracy przez okres 36 miesięcy, no i nie otrzymuje wypłaty i ubezpieczenia) a na jej miejsce uczelnia ma prawo zatrudnić nowego pracownika.
Poraz kolejny zasiadłam w komisji rekrutacyjnej na moje byłe stanowisko.
Dni rozmów kwalifikacyjnych wyznaczone na ubiegły wtorek i środę, zaplanowane już były kilka miesięcy temu. Ta nasza uczelnia jest jedną z najbardziej zbiurokratyzowanych organizacji pod słońcem stąd wszystko tu trwa wieki. Wieki trwa proces rekrutacji, chociaż jest tych procesów ze sto jednocześnie i z doświadczenia wiem, że dobiegają one końca – tak, w końcu mnie też zatrudniono na obecnym stanowisku. Też przez to przechodziłam.

Nastał wtorek i owa czteroosobowa komisja spotkała się w sali konferencyjnej by przesłuchiwać kandydatów. W skład tej komisji wchodziła dziekan naszej uczelni, koordynator departamentu a tym samym nauczyciel matmy i przyszły szef owego nowej osoby, była adminka (ta przezde mną) i ja.
I w ten właśnie wtorek, na który to czekaliśmy już od tylu miesięcy, niejaki koordynator pojawił się totalnie zaziębiony. Kichał, prychał, smarkał, kaszlał. Biedny chłopina, bo zostać w domu powinien, ale wiecie jak to jest. Trzebaby było wszystko odwoływać. I nas, i tych ośmiu kandydatów, i ta cała praca kadr musiałaby się rozpocząc od nowa… kolejne miesiące bez nowego pracownika.
Zatem przyjście owego członka komisji rekrutacyjnej pozwoliło nam przeprowadzić rozmowy kawalifikacyjne, ale jednoczeńsnie zaraziło naszą trójkę. Oto mój organizm, który całkiem dobrze jeszcze się trzymał w środę i czwartek, w piątek po południu się poddał. Noc z bolącym gardłem rozpoczęła weekend spę dzony w łóżku.

Takie tam drobne przeziębienie, ból gardła, zapchany nos i na końcu tradycyjnie już beznadziejny suchy kaszel. Tak, o ten kaszel zawsze się najbardziej boję, bo potrafi mi dokuczać jeszcze miesiąc po chorobie.

Tak wygląda moja weekendowa apteczka:

– Witamina C
– Suplement zyrteku
– Stodal, syrop na kaszel, z Polski sobie przywiozłam na czarną godzinę, która właśnie nadeszła
– Aspiryna
– Rutinoscorbin
– Syrop na kaszel z kodeiną, taki na czarną godzinę, gdyby kaszel się powiększył i za nic nie chciał ustąpić. Syrop ten uratował mi kiedyś życie, wiele lat temu gdy kaszel dokuczał mi tak mocno, że zaczęłam się dusić i myślałąm, że to już koniec.
– Tymianek i Podbiał do ssania
– Termometr polski bo tym amerykańskim nie ufam
– Termoment amerykański, bo ten polski nie ma farenhajtów, a tu nikt nie kuma celsjuszy:-) nawet lekarze o zgrozo!!!

Jest jeszcze jeden magiczny medykament, który pomógł mi błyskawicznie pozbyć się bólu gardła, a nie ma go na zdjęciu: Halitomin dla osób z nieświeżym oddechem:-) Środek ten do ssania zawiera cudowny cynk, który pomaga zwalczyć bóle gardła sto razy szybciej, niż wszelkie chlorchinaldiny, gardłoloksy, podbiały, tymianki, cholinexy i cała reszta. Cudowny środek, który pomógł mi extra szybko.

No i co? Czy nie musiałam napisać tego wszystkiego co napisałam, by było wiadomo co kryje się pod notką zatytułowaną Przeziębienie?
:-)


Comments

Przeziębienie — No Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *