Książka numer 27 zatytułowana Z klasą, na luzie prowokowała nas do bardzo ciekawych rozmów.
Lekka, łatwa i przyjemmna, chwilami może zbyt lekka i łatwa przez co nieprzyjemna:-)
To taka lektura z serii deep insight into the obvious czyli po polsku: głęboki wgląd w oczywistość.
Chciało nam się ową książkę nabyć i przeczytwać, bo życie na emigracji powoduje, że oddalamy się od naszych rodzimych zwyczajów, zwłaszcza tych, które dopiero nastają, które się tworzą, których nie było gdy żyliśmy w Polsce. To przede wszystkim te rozdziały o akrualnych bontonach w pracy czy choć by o mediach społecznościowych.
Bardzo podobał mi się ton autora. Takiego właśnie tonu, z pouczającego, wyjaśniającego, czy może chwilami z lekka nakazującego brakuje mi czasem w Stanach. Tutaj naprawdę wszystko wolno! A nawet jak czegoś nie wolno to i tak nikt o tym nie powie, bo nie wypada. Ameryka to taki świat bez konstruktywnego feedbacku, bo od informacji zwrotnej i tego co może przynieść (np. zmienić czyjeś postępowanie) sto razy ważniejsze są uczucia. Nie zwrócę komuś delikatnie uwagi, bo nie chcę tej osoby urazić. Ale to już nie tylko kręgi obcych, współpracowników, przyjaciół. Tutaj już nawet w rodzinie nikt nikomu nic nie powie, bo co jeśli ta uwaga urazi moje dziecko.
Dlatego właśnie ta książka jest dla mnie niejako odswieżająca, dobrze jest się czegoś nowego dowiedzieć, nauczyć, dobrze się dokształcac, być na bieżąco.

Podzielę się jeszcze jedną nietypową może refleksją.
Pracuję na wyższej uczelni gdzie na codzień stykam się z tematem LGBTQ. Wspominałam już kiedyś, że szef mój jest gejem. Tutaj to wszystko jest już takie normalne, takie codzienne, takie zwykłe, że się człowiek nad tym nie zastanawia. Zatem nagle gdy czytam rozdział o randkach pt. kto płaci, jakoś dziwnie odbieram ten silny podział na tylko jeden Słuszny scenariusz “kobieta + mężczyzna”. Od razu pomyślałam sobie o potencjalnej sytułacji gdy kobieta zaprasza kobietę, albo mężczyzna mężczyznę, albo i dalej, o dwóch osobach, które nie identyfikują się z żadną z wymienionych płci?
Język polski jest o tyle wyrozumiały, że pozwala użyć słowa “osoba” w każdym takim nieokreślonym wypadku. Np. płaci osoba, która zaprasza – tutaj nie musimy się martwić o płeć.
Ktoś pewnie pomyśli, że już mam mózg przeprany tą amerykańską gejowską propagandą i dlatego się czepiam. Ja za to mogę odwdzięczyć się myślą o homofobii. Coś za coś:-)


Comments

Z klasą, na luzie — No Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *