Ostatni dzień stycznia

A jednak! Udało się! Jak sobie postanowiłam, że będę blogować codziennie w styczniu, to postanowienia tego dotrzymałam. Teraz podobną obietnicę muszę złożyć sobie i czytelnikom na luty.

Do tego jeszcze tylko muszę dodać, że będę wiecej pisać. Tak ogólnie, tak co u mnie, co sobie myślę, obserwuję, nie lubię… Niechaj to moje pisanie nabierze z lekka kreatywności, a nie tylko zdjęcia albo obrazki z internetu.

No nic, idzie luty, dwudziestodziewięcio dniowy. Szkoda, że zamiast 5 sobót czy niedziel, będzie 5 poniedziałków.

Piątek – weekendu początek

Kiedyś piątki miałam wolne i był to naprawdę wspaniały czas.

Prawie każdego dnia zastanawiam się kto wynalazł 40 godzinny, 5 dniowy tydzień pracy. Kto? I dlaczego? Ja rozmuem, że z różnych powodów ludzie powinni pracować, ale dlaczego akurat przez 5 dni, a nie na przykład 4, albo na przykład nie co drugi dzień?

Czy żyłoby się nam gorzej gdybyśmy mniej pracowali? W sensie globalnym; podatki, gospodarka, emerytura itp, czy dałoby się to wszystko utrzymać po staremu na nowych zasadach? Zasadach zredukowanego tygodnia pracy?

Może to moje wrodzone lenistwo, a może jakieś wypalenie zawodowe, mnie sie po prostu nie chce spędzać najpięknieszych godzin mojego życia w robocie, nawet jeśli ta robota wcale nie jest taka zła.

Ciesze się na wolny weekend. Napiszę kilka elektronicznych listów, poprzekładam szpargały (moje absolutnie ulubione zajęcia), pooglądam stare seriale, pójdziemy na spacer albo i dwa i tak oto weekend minie. I znowu trzeba będzie rano wstać i na 8 godzin przepaść w fabryce.

 

Significant other

photo (9)

 

Uff, jak to dobrze, że według męża i Lini Lotniczych UNITED nadal posiadam status “significant other”. Znaczy to tyle, że na kolejny rok (tak, tylko rok, a nie dożywotnio) mogę podróżować po płycie lotniska i po szerokim niebie jako Premier Gold.

Grzegorz owy przywilej uzyskał na zawsze, ja jednak traktowana jestem jako doczepka, której co roku można, ale nie trzeba odnawiać złotego członkostwa.

http://blogfilipinki.com/2015/03/15/milion/

Z serii: Dlaczego nie lubię Facebook’a

http://www.independent.co.uk/life-style/gadgets-and-tech/news/facebook-friends-are-almost-entirely-fake-study-finds-a6826721.html

Most of your Facebook friends don’t care about you and probably wouldn’t even sympathise with your problems, according to a new study.

Many people have hundreds of Facebook friends. But people can only really depend on four of them, on average, according to new research.

Robin Dunbar, a professor of evolutionary psychology at Oxford University, undertook a study to find out the connection between whether people have lots of Facebook friends and real friends. He found that there was very little correlation between having friends on social networks and actually being able to depend on them, or even talking to them regularly. The average person studied had around 150 Facebook friends. But only about 14 of them would express sympathy in the event of anything going wrong. The average person said that only about 27 per cent of their Facebook friends were genuine. Those numbers are mostly similar to how friendships work in real life, the research said. But the huge number of supposed friends on a friend list means that people can be tricked into thinking that they might have more close friends.

“There is a cognitive constraint on the size of social networks that even the communication advantages of online media are unable to overcome,” Professor Dunbar wrote wrote. “In practical terms, it may reflect the fact that real (as opposed to casual) relationships require at least occasional face-to-face interaction to maintain them.” Facebook friends tend to organise in different layers, the research claims. About five people will be in the first and closest one, then 15, 50 and 150 different friends will be in each of the groups as they move further out.

 

But I, Filipinka, care about you, my dear readers!!!

;-)

Jeszcze raz urodzinowo

24 stycznia urodziny ma Oskar. Oskar, mój przyjaciel z liceum, z którym ostatni raz kontaktowałam się w roku 2008. Ranyjulek to już 8 lat temu!

Nasza przyjaźń zaczęła się od anonimowego pisania listów. Anonimowość jednostronna, ja wiedziałam, że piszę do niego, wiedziałm kim on jest, ale on nie wiedział kim jestem ja, znał wtedy tylko moje imię. Trwało to pisanie jakiś czas, kilkadzieścia listów, pozostawianych w umówionej klasie, pod umówioną ławką (podklejonych pod blat) aż się jakoś pewnego dnia ujawniliśmy. Nie pamiętam dokładnie jak, ale pamiętam, że mimo oficjalnego poznania nadal pisaliśmy do siebie.

To były bardzo miłe czasy, zawsze wspominam je z ogromnym sentymentem. VIII Liceum Ogólnokszałcące w Gdyni. Najlepsi znajomi i przyjaciele! I Bogu dziękuję, że nie było wtedy fb:-)

 

Usprawiedliwienie

Uprzejmie proszę o usprawiedliwienie braku składania życzeń urodzinowych w roku ubiegłym. Zaniedbałam ten mój zwyczaj wysyłania kartek urodzinowych, zwłaszcza w drugiej połowie roku gółwnie przez stres wywołany pracą i tą nieszczęsną statystyką, której zmuszona byłam uczyć się w semetrze jesiennym.

W listopadzie trzy ważne kobiety mają urodziny (moja chrześnica z Lublina, moja przyjaciółka z Trójmiasta i najwierniejsza warszawska czytelniczka tego bloga) i żadna z nich nie doczekała się życzeń.

Zatem wszystkich razem i każdego z osobna przepraszam za to urodzinowe pominięcie.

Natomiat w tym roku jeśli na kartkę z życzeniami zabraknie czasu to obiecuję indiwidualne życzenia na blogu. W ten sposób zorganizuję sobie tutaj taki kalendarz urodzin, żeby na przyszłe lata już nie zapominać.

Mąż z sarkazmem* powiedział, że przecież fb zawsze o urodzinach przypomina:PPP

*Greg podobnie jak ja nie cierpi fb.