Ostatnia wieczerza

Pożegnaliśmy dzisiaj księdza, który przed 6ciu laty przyleciał do Stanów z Kenii. Czas tak szybko płynie.
Czuję się jakbym niedawno przyleciała do Kaliforni, czuję jakby Father Nzomo też niedawno tu się pojawił. A jednak w obu przypadkach mija własnie sześć lat.
Ja zostaję. On wraz z księdzem Dominikiem wraca jutro do Nairobi.
Będzie nam go bardzo brakowało.
Będziemy planować spotkanie w jego ojczyźnie, w jego rodzinnych stronach.
Będziemy kontynuować koordynowanie sponsorowania edukacji dzieci w Machakos.
Będziemy za nim bardzo tęsknić.

Nie było komu namalować tej ostatniej wieczerzy. Da Vinci ze sztalugami nie dotarł, ale dobrze , że mieliśmy aparat fotograficzny:-)

1DSC_0283DSC_0290DSC_0287photo (14)

Wiedziałam!

Wiedziałam, że tak będzie.
Latem gdy miałam mnóstwo wolnego czasu, to mi się nie chciało pisać na blogu.
Teraz gdy wróciłam do pracy i czasu nie mam wcale, to oczywiście, że w głowie pełno tematów na notki.

Może w weekend nadrobię zaległości blogowe.
Korespondencję mailową też.

Zatem pozostaje mi przeprosić wiernych czytelników i tych wszystkich którzy czekają abym odpisała na ich listy.
Po angielsku: I am sorry!

:-)

Za Onetem

Tym razem na super śmiesznie, bo oto rewelacyjny typowo polski komentarz pod reportażem podsumowującym akcję ratunkową w Hiszpanii. Mowa była o tym jak to owa akcja przeprowadzona została nieprawidłowo i oto miejscowi taksówkarzeprzynieśli więcej pożytku niż partacze ze sztabu ratunkowego.

A tak byłoby w Polsce według komentującego:

kom1

Word of the Day

Wczoraj wróćiłam do pracy po długich wakacjach.

Dzisiaj już jako oficjalny pracownik biura w głównym kampusie przedzieram się przez stertę dokumentów gromadzonych przez lato w moim analogowym inboksie. Szefowa podczas mojej nieobecności musiała przejąć część moich obowiązków.

Oto co przeczytałam w jednym z listów do pracowników:

photo (12)

Codziennie się czegoś uczę.
Dzisiaj nowe słowo: Meticulous

meticulous

A tak wyglądają nasze in-box albo mail-box jak kto woli…

photo (13)

Za Onetem

IMG_0975IMG_0976

Czy zatem wielkie Indie mają swój własny konsulat na terenach wschodnich swojego własnego kraju?
Czy może Dżalalabad na wschodzie Afganistanu to część wschodnia Indii?
Tak jak Polska ma swoją Amerykę http://pl.wikipedia.org/wiki/Ameryka_(wojew%C3%B3dztwo_lubelskie), czy Bagdad http://pl.wikipedia.org/wiki/Bagdad_(wojew%C3%B3dztwo_wielkopolskie) tak i Indie mogą mieć swój Afganistan prawda?

Oj Onecie, Onecie…

Za Onetem

onet1

 

Czyli najpierw w tytule dużą bukwą piszemy całe nazwisko, a potem w treści artykułu już je ukrywamy, dla dobra sprawy, tak?
Nie rozumiem…

W Stanach od początku do końca podaje się nazwisko złoczyńcy/sprawcy. Natomiast nazwiska ofiary ukrywane są tylko w przypadku, gdy rodzina nie jest jeszcze poinformowana o zdarzeniu. Najpierw rodzina, potem media mogą poinformować resztę. Absolutnie nie może dojść do takiej sytuacji by rodzina dowiedziała się o wypadku/śmierci ofiary np. z telewizora.