Parafia, w której pomagam przy szkółce religii (prawie 300 dzieci) zarządzeniem Diecezji wymaga od wszystkich pracujących/pomagających, udostępnienia w specjalnej bazie linii papilarnych (odcisków palców) oraz przejścia treningu on-line.
Odciski palców już zrobione, trening niby dla mnie łatwy, nie należał do przyjemnych.
Z jakiego powdu?
Trwająca niespełna godzinę prezentacja, przeplatana pytaniami testowymi, scenariuszami sytuacji, w których jako nauczyciel maluchów mogłabym się znaleźć, rozpoczęła sie od pytania, na które udzieliłam błędnej odpowiedzi. Udzieliłam jej bowiem według kryteriów polskich. Według tego wszystkiego czego doświadczyłam jako ofiara przemocy mieszkająca nie na zabitej dechami wsi, ale w Trójmieście!

Pytanie dotyczyło mojej jako postronnego świadka odpowiedzialności prawnej wzgędem posiadanej wiedzy na temat potencjalnej ofiary przemocy. Inaczej mówiąc: jeśli wiem, że dziecko jest przez swoich rodziców/opiekunów czy kogokolwiek innego zaniedbywane, bite, molestowane, niszczone psychocznie, to czy ta wiedza, nieprzekazana odpowiednim władzom stawia mnie w obliczu prawa jako osobę winną. Otóż proszę szanownych czytelników TAK! Jeśli wiem, a nikomu nie pomwiem, a potem urząd prawa dowie się, że wiedziałam a nie powiedziałam, grozi mi kara do 5 tysięcy dolarów i rok pozbawienia wolności.

Gdyby takowe prawo istniało w kraju nad Wisłą, do więzienia tylko w jednej zaledwie sprawie trafiłoby co najmniej 20 osób.
I czasem sobie myślę, że szkoda, że takiego prawa nie mamy (chociaż słyszałam, że już jest, ale każdy ma je w dupie łącznie z naszą policją), bo być może:

– wychowawczyni mojego brata, która gdy mój tatuś pobił Michała na jej i całej klasy oczach, ta po prostu się rozpłakała; może gdyby wiedziała, że grozi jej kara w postaci więzienia, zamiast łez zaczęłaby fachowo DZIAŁAĆ;

– pedagodzy ze szkół podstawowych do których chodziliśmy w Gdyni i Gdańsku stawialiby się jako świadkowie w sądzie i szczerze informowali o tym co wiedzą;

– sąsiedzi zareagowaliby odpowiednio, nie bojąc się reakcji sprawcy przemocy, ale bojąc się (I SŁUSZNIE!) przedstawicieli prawa;

– dwójka dzieci-ofiar okrutnej przemocy ze strony swojego ojca otrzymałaby fachową pomoc wiele, wiele lat wcześniej i może jedno z tych dzieci nie stoczyłoby się na kompletne dno…

Tyle to już lat temu, tyle okrutnych wydarzeń wyblakło na zawsze w mojej pamięci, a jednak prosty trening dotyczący wiedzy z zakresu przemocy, który pokazuje, jak TRZEBA działać, który uczy, że jest się przez prawo zobligowanym by pomóc… jakiś dziecięcy smutek na chwilę powraca…

info


Comments

Co kraj to obyczaj… — No Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *