Często łapię się na tym, że nie wiem o czym pisać. A nawet jak już wiem o czym, to mi się nie chce, albo myślę sobie, że nie warto się na tym czy innym rozwodzić.

Pytanie zadała Agnieszka w komentarzu pod ostatnią notką i od razu w głowie mojej pojawił się temat do blogowej notki.

“Mam pytanie Marysiu, czemu jesteś tak ciepło ubrana, marzniesz w samolocie?”

Prosta odpowiedź brzmiałaby: “tak, marznę w samolocie”, ale że nie zwykłam udzielać prostych i krótkich odpowiedzi, oto wersja “rozpasana”:

Od lat już szcześciu gdy przychodzi nam przemieścić się za wielką wodę podróżujemy samolotem, o podróży statkiem narazie tylko marzymy. W temacie ubioru zawsze stawiałam na wygodę, z którą niestety w większości przypadków elegancja nie szła w parze. Zatem gdy inne kobiety potrafią na podróż wyglądać ślicznie, ja raczej prezentuje się jako ta szara gęś. Czekając na lotniskach na odprawę do samolotu z zazdrością obserwuję kobietki na wysokich obcasach, z modnymi torebusiami, świeżym makijażem, bluzeczkami zalotnie odkrywającymi ramiona, apaszkami swobodnie a jednak ze smakiem wywiązanymi na szyi czy torebce. Dla kontrastu ja, obowiązkowo w butach wygodnych, sportowych, najlepiej takich, bez sznurówek, bo wygodniej przy kontroli; obowiązkowo w spodniach od dresu, bo wygodniej się kokosić na malutkim siedzeniu samolotu; obowiązkowo w ciepłej bluzie, swetrze, a najlepiej golfie, bo to mój ulubiony styl – zapakować się pod samą szyję, żeby tylko nie było mi zimno, obowiązkowo plecak, albo jakaś duża torba w której pomieszczę moje gażdzety na długą podróż; obowiązkowo te wielkie słuchawki, w których wyglądam jak klałn, ale za to jak dobrze filtrują ogromny hałas silników. Przykładów mojego wygodnego, ale dalekiego od elegancji stylu podróżowania mogłabym wymieniać wiele.

Mnie jest wiecznie zimno. Nawet jak jest ciepło to mi jest zimno. Coś mam nie tak ze skórą, że ta nieprzykryta ubraniem błyskawicznie marźnie. Ileż to razy przymierzałam bluzeczki, sukieneczki, swetereczki z serii fru-fru, czyli takie nic, taka szmatka narzucona na ciało i kurcze niby ładnie się w tym prezentowałam, ale już w przymierzalni wiedziałam, że poza tym pomieszczeniem nigdy wiecej owego ciuszka nie założę, z prostej przyczyny – będzie mi w tym zimno. Zatem półki mojej szafy uginają się pod ciężarem golfów i wełnianych swetrów lub kamizelek. Tiszertki zakładam owszem, ale często traktuję je jako podkoszulki, coś długorękawowego muszę jeszcze na sobie mieć:-)

Nasza ostatnia podróż za ocean była niejako moim bojkotem wygody nad elegancją. Elegancja to w tym szeczgólnym przypadku zbyt duże słowo bowiem absolutnie nie byłam i nie czułam się elegancka, jednak zdecydowanie prezentowałam się inaczej niż zwykle, prezentowałam się ładnie. Zatem zamiast rozklapanych butów – wiązane szkórzane pantofelki, zamiast spodni dresowych – dżinsy, zamiast długiego, grubego swetra, lub bluzy z kapturem – krótka marynarka, zamiast torbyborby – moja obecnie ulubiona torebusia. Udało się! Przeżyłam! W obie strony!:-)

Spora kolejka podróżnych czekająca na Lotnisku SFO do odbprawy biletowej w klasie ekonomicznej. Na przeciwko puste “okienka” do odprawy w pierwszej i biznesowej klasie a w nich znudzeni pracownicy Lufthansy. Wyszłam ja z naszej kolejki, podbiegłąm do jednego ze stanowisk dla vipów, uśmiechnęłam się do pana, na jego pytanie czy mam pierwszą klasę pokiwałam głową na nie, a on na to, że i tak może mnie tu odprawić, bo nie ma nic innego do roboty. Zatem zamachałam do męża by wyszedł z długiego “ekonomicznego” ogonka i tak oto odprawiliśmy się błyskawicznie w seksji dla bogatszych tego świata.
Siła prezencji? Nie wiem… być może… Może jak się lepiej wygląda to się więcej może:-) Może na pewno:-)

Spodnie od dresu miałam przez całą podróż w bagażu podręcznym na wypadek gdyby dżinsy dały mi się we znaki. Ale nie było tak źle. Buty sznurowane też nie stanowiły wielkiego problemu. Golf jednak pozostał elementem obowiązkowym, bo czy lato czy zima, marznę w samolocie. W końcu tam w górze temperatura za oknem waha się od -40C do -60C, brrrr :P

Agnieszcze dziękuję za pytanie, czytelników proszę o kolejne. Może te pytania będą mnie mobilizować do pisania następnych notek…


Comments

Dobre pytanie — No Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *