Zenon Jaskółka

Oto proszę Państwa nasz zaprzyjaźniony dzięcioł Zenon Jaskółka. Ładnie go ochrzciłam, prawda?:P
Przylatuje do nas każdego dnia i zjada naprawdę dużo ziarenek.
Piękny to ptaszek.

zenon11

zenon10

zenon9

zenon8

zenon7

zenon6

zenon5

zenon4

zenon3

zenon2

zenon1

O pudrze i nie tylko

Ludzi biednych nie stać na rzeczy tanie – dawno temu usłyszałam to zdanie i trudno mi się było z nim zgodzić. Nobo jak niby tu fundować luksusy skoro ledwo pozwalam sobie na chleb powszedni?

Zaczęłam pracować, zaczęłam zarabiać, zaczęłam dostrzegać wartość pieniądza, zaczęło mnie smucić, że na tak niewiele mnie stać. Wbrew przepowiedniom tatusia “obierów nie wpieprzałam” co oznacza, że głodna nigdy nie byłam. Poza pożyczką 400 złotych od rodziców mojego kumpla (on nie miał, oni chętnie natomiast mi pomogli) na zakup biletów (kolejowych!) do Salzburga nigdy kasy nie pożyczałam. Tamten dług spłaciłam zaraz po powrocie z Austrii dodając do spłaconej kwoty butelkę wina i czekoladki z wyrazami wdzięczność za pomoc.

Ogólnie finansowo bywało ciężko, ale raczej radziłam sobie niezwykle dobrze.
Pracy się nie bałam, pracowałam bardzo dużo.
Zarobione pieniądze wydawałam na bieżąco, z uciułanej tu i tam sumki nie dałoby się oszczędzać. Pieniądze głównie przejadałam, a resztę od czasu do czasu wydając na mniej lub bardziej potrzebne rzeczy.

Ale notka ta nie miała być o mnie i moich wydatkach, ale o biednych (czyli również tamtej mnie) i o wydawaniu pieniędzy z głową i nie wydawaniu ich na taniochę i tandetę.

Całkiem niedawno skończył mi się mój ulubiony puder brązujący.
Kosmetyki, które używam do mejkapu można policzyć na palcach jedej zaledwie dłoni, nie mam do tego zajęcia (mejkapu) absolutnie najmniejszego zamiłowania zatem i nie mam czym się specjalnie chwalić.
Jako że bladą mam cerę jak trup a tych wszystkich mazideł, podkładów, fluidów, nie darzę zaufaniem, za poradą znajomej zaczęłam stosować puder brązujący. Były jakieś Miss Sporty, były inne wynalazki lepsze i gorsze, na nieszczęście te lepsze znikały z rynku, nie były więcej produkowane, tylko kłopot i kłopot…
Znajoma poleciła mi tzw. ziemię egipską, doskonały puder brązujący w cenie o Boże!
Ludzi biednych nie stać na rzeczy tanie pomyślałam. Kupując dobry (niestety też drogi) kosmetyk zaoszczędzę nie wydając na pięć tańszych (pewnie o łącznej sumie tego drogiego) o gorszej jakości lub mniejszej objętości.

Kupiłam.
Używając pudru średnio 250 razy w roku, kosmetyk ten wystarczył mi na 4 lata! Pod koniec ubiegłego roku rozpoczęłam nowy.

Nie zawsze dobra jakość idzie w parze z wysoką ceną produktu. Ale jeśli idzie i jeśli jednak mamy taką kwotę to warto inwestować.
Przykładów jak powyższy mogę przytoczyć więcej, ale podam tylko jeden by nie zanudzać oczywistościami.
Przed wyemigrowaniem do Stanów nabyłam w Paryżu czarny wełniany sweter z aligatorkiem. Sweter nie dość, że wspaniałej jakości, nic mu po tylu latach noszenia nie dolega to w dodatku klasyk, który nigdy nie wyjdzie z mody!

Łazienki nasze wypełnione po brzegi ogromną ilością produktów za 5, 10, 20 złotych, bo nie stać nas podobno na coś za złotych 70 czy 100. Ale gdyby tak dodać do siebie ceny tych tanich różności to zapewne na niejeden Chanel czy Dior by się uzbierało:-)

20130213-150954.jpg

20130218-163227.jpg

Straciłam głos

Mowę mi odebrało. Nie żebym jakoś specjalnie potrzebowała strun głosowych, ale kurcze, dziwne to uczucie. Takiej chrypy i takiego zaniku głosu to chyba nigdy nie miałam.
Zaczęło się w piątkową noc. Wybudziłąm się ze snu, było mi zimno (w sumie to mi jest wiecznie zimno) i jakoś tak choro. Rozpuszczony w szklance ciepłej wody Theraflu ukoił mnie do snu. Rano pobódka z temperaturą. Cały dzień przeleżałam w łożku z termometrem. W sobotę poczułam się znacznie lepiej ale wciąż to nie 100% zdrowia. Niedziela podbna do soboty. Dzisiaj poniedziałek i w Stanach wielkie święto. Dzwonię do lekarza by umówić się na wizytę, ale nie przyjmują z racji tego święta. Rozmawiam z pielęgniarką. Bla, bla, bla mam odpoczywać. Nosz kurcze a co niby robię od piątku?! No dobrze, odpoczywam dalej. Poniedziałkowe słońce zaszło za horyzont, ja czuję się całkiem dobrze ino poranna chrypa zablokowała mi całkowicie głos. Skrzypię strasznie.

Może to nawet był atak tej okrutnej grypy, ale szczepionka pomogła i atak ten ograniczył się do zaledwie jednego dnia.

Dobrze, że te święta tak się tutaj ułożyły, że miałam sporo wolnego od pracy i mogłam spędzić ten czas w łóżku.

Chorować nie lubię, ale jak już choruję to w przeciwieństwie do tego co słyszę w około, ja uwielbiam leżeć w łożku. No co niby w tym niefajnego: mąż przynosi posiłki, opiekuje się, dba, to się gapię na Przyjaciół, to czytam, to śpię. Ja lubię chorować w łóżku, mnie tam się nie nudzi, mnie nie nosi:-)

Zeźliłam się trochę na Amerykę bo wstrzymała produkcję Theraflu, a ja nie wiedząc o tym wydarzeniu nie poczyniłam zapasów. Bo niby coś tam w składzie zmieniają i musieli wycofać ze sklepów. Grrrr. A ja zawsze lubiłam w chwilach częstrzego kichania, kataru, czy lekkiego przeziębienia wspierać się tym specyfikiem. Nosz! Za 3 tygodnie będę w Europie to sobie uzupełnie zapasy.

Na deser dialog z Friends – Ja dokładnie jak Monika, nie cierpię gdy się o mnie mówi, że jestem chora:-)

Chandler: Hey, what are you doing here? Shouldn’t you be at work?
Monica: (congested) Ugh, they sent me home. They said I can’t work if I’m sick.
All: Ohh!
Chandler: I’m so sorry you’re sick.
Monica: I’m not sick!! I don’t get sick! Getting sick is for weaklings and for pansies!
Rachel: Honey, no one thinks you’re a pansy, but we do think you need a tissue. (She notices something hanging from Monica’s nose, as does Joey.)
Monica: (wiping her nose) I have not been sick in over three years! (Sneezes.)
Chandler: I think you’re sick because that (points to the ground) used to be in your nose. I’m gonna grab you some tissue.
Monica: I don’t need a tissue! I’m fine-d!
Ross: When you put a ‘D’ at the end of ‘Fine’ you’re not fine.
Monica: I’m fine-d. I’m fine-d! Y’know, it’s a really hard word to say.

Dzisiaj

Rano email z takim zdjeciem:

20130214-172710.jpg

To od Ulinki z Warszawy, ktora sie opiekowalam jak miala niespelna roczek. Wyslalam jej kiedys walentynkowe foremki do ciastek.
Milo, ze wciaz pamieta – mama pomaga:-)

Na sniadanie rozowe nalesniki z twarogiem.

20130214-173130.jpg

20130214-173137.jpg

Bukiecik od szefowej i jej meza. Maz jej wdzieczny za to ze asystuje jego zonie, ze jej tak bardzo pomagam w sluzbowych obowiazkach.

20130214-173417.jpg

Przed sklepem, w ktorym kupilam marcowy Living, Marthcie Stewart cos sie pomylilo w rachunkach i przestala wysylac mi swoj miesiecznik. Ale blad juz naprawiono, od kwietnia listonosz bedzie przynosil magazyn.

20130214-173638.jpg

Ash Wednesday

Ach ta amerykanska Środa Popielcowa… Zasmarują czoło popiołową papą i chodż tak przez cały dzień.
Nie! Na to się nie zgadzam:-)

Kiedyś

20130213-150502.jpg

Dzisiaj

20130213-150536.jpg

20130213-150543.jpg