O Rany Julek, jak ten czas szybko leci.
Ani się obejrzę a będę miała sto lat. Jeśli mnie wcześniej oczywiście śmierć nie zabierze z tego padołu.
Żyję, pracuję, leniuchuję, czyli po staremu.

Wyglądam naszych dwóch podróży za ocean, niestety (a może właśnie stety) znowu nie dotrzemy do Polski.
Podróżować poraz pierwszy będę na amerykańskim paszporcie.

W ciągu dnia bywam niesamowicie śpiąca, w ciągu nocy wyjątkowo źle sypiam.
W Arizonie nabyliśmy śliczny łapacz snów (Dream Catcher) na te moje okrutne koszmary. Jak na razie dobrze działa, wyłapuje niedobre sny, albo troszkę zmniejsza ch intensywność, tak bym się do reszy nie wybudzała.

W przeszłości tej dalekiej, tej kiedy to wiodłam bujne życie nastolatki i 20stoparolatki sypiałam malutko i nie było to dla mnie niczym uciążliwym. We śnie regenerowałm się dość szybko, około 4-5 godzin snu potrzebowałam, żeby na nowo wybudzić się do życia. Takowej potrzeby/konieczności w moim życiu aktualnie nie mam, mogę spać do woli, ale…
Ale oto nawet jeśli odpadam około godziny 20-21szej i zasypiam snem kamiennym to się potem wybudzam mega wypoczęta, wyspana i gotowa do umysłowej pracy około godziny 2-3tej w nocy. Absolutnie nie ma mowy o tym bym na nowo zasnęła.
Zatem to właśnie może być główna przyczyna moich nieprzespanych nocy… zbyt wcześnie zasypiam, zbyt szybko się wysypiam i ot tutaj mój problem.
Rozpoczełam okres walki z wieczorną sennością i za wszelką cenę unikam mojej piżamy przed 22gą. Pomógł ten rygor w ostatnich dniach (nocach) bo udawało mi się przespać bez wybudzenia do 6stej.

To tyle na dzisiaj, uciekam od kompa a Wam życzę już wiosny!


Comments

Styczeń się kończy… — 1 Comment

  1. Zupełnie jak K.J-4 godz snu i wystarczy!
    Mozna daleko zjść majac takie małe potrzeby” spaniowe”- tylko trzeba mieć plan na nie przespane godziny.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *