Zarobiona jestem…

… pracą w edukacji na dwa fronty: szkołą publiczną i szkołą religii.

Od pięciu lat przebywam na zasłużonej emeryturze, na której dane mi trochę pracować. Bardziej dla przyjemności niż z obowiązku. To zupełnie inna jakość pracy gdy się ją lubi, gdy się ją wykonuje z czystej przyjemności, gdy człowiek nie umiera ze strachu, że ją może w każdej chwili stracić.
Mimo że praca nie jest w moim życiu najważniejsza, to jednak wysoce ją szanuję i wykonuję z sumiennością.
W ubiegłym tygodniu otrzymałam biurko z komputerem w biurze naszego departamentu w głównym kampusie.
Dla naszej szkoły pracuję 22 godziny tygodniowo.

Ponadto od przeszło miesiąca zaangażowana jestem w pracę w szkole religii przy naszej parafii. Pracy (wolontaryjnej) miałam okrutnie dużo, ale to dopiero ogromna satysfakcja widzieć przeszło 250 dzieci, których informacje z dokumentów przygotowanych przez ich rodziców trafiły do komputera za tylko moją sprawą. Stworzyłam bazę danych, ponadto przygotowałam listy obecności dla 20 katechetów, wydrukowałam dla nich cetyfikaty, rozesłam informacje pocztą tradycyjną do wszystkich rodzin, których dzieci uczęszczają na lekcje religii, oraz utworzyłam mailowe listy dystrybucyjne. Przygotowuje materiały dla katechetów, udzielam informacji rodzicom.
Pracy w dość krótkim czasie miałam naprawdę mega dużo, ale z pomocą Ducha Świętego ze wszystkim się wyrobiłam.
Nasz proboszcz za każdym razem gdy mnie widzi wychwala mnie i nie ma końca jego wdzięczności, że się zajęłam tymi biurowymi obowiązkami.

Koordynatorki ERE (Elementary Religious Education) to dwie cudowne kobiety z wieloma wspaniałymi zdolnościami, jednak zdolność prowadzenia biura oraz wszelakich umiejętności komputerowych do tej drużyny wnoszę ja.
Lubię tę robotę:-)

… i ktoś by pomyślał, że pracuję jak wół za darmo.
Owszem, nie dostaję za to wynagrodzenia finansowego, ale czyż mając wolny czas i zaplecze finansowe, muszę zawsze pracować za kasę? Nie muszę. Zresztą pracuję na większą nagrodę niż dolary, nagrodę o której marzyć powinien każdy Chrześcijanin – Niebo.

Ponadto, Roberta – koordynatorka szkoły religii w naszej parafi jest jednocześnie dyrektorem przedszkola w naszym mieście. Już dzisiaj jestem pewna, że gdybym kiedyś w przyszłość poszukiwała pracy w przedszkolu (dyplom już mam) ona będzie moją najlepszą rekomendacją, kto wie, może nawet pracodawcą.

20120923-204010.jpg

20120923-204019.jpg

20120923-204029.jpg

Dary dzisiaj niosłam z Grzesiem do ołtarza.
Nasza parafia jest wspaniała! Mogłabym codziennie chodzić tutaj do kościoła… szkoda, że w Polsce tak niewiele takich wspaniałych świątyń i księży… Kiedyś się o tym więcej rozpiszę…

Troszkę Paryża…

w naszej kuchni…

20120923-195353.jpg

Ostatni raz w Paryżu byliśmy w listopadzie ubiegłego roku. W tym roku nie odwiedzimy Francji, choć tęskni nam się za naszymi ulubionymi miejscami w mieście świateł. Może w przyszłym roku dotrzemy do Europy na dłużej…

Na niebie słońce gorące…

… a w sklepach już jesień…

20120921-211426.jpg

20120921-211432.jpg

20120921-211439.jpg

20120921-211445.jpg

20120921-211451.jpg

Bardzo lubię czas halołinowo-fenksgiwingowy. Dynie, koty, szkielety, mnóstwo słodyczy i koloru pomarańczowego.
Do Halloween jeszcze przeszło miesiąc, do Świeta Dziękczynienia przeszło dwa, ale sklepy już promują te święta.
A w COSTCO są już choinki i bożonarodzeniowe dekoracje:-)

Z ostatniej chwili…

Oto jakich onet.pl zatrudnia pajaców – proszę uważnie przeczytać poniższą wiadomość:

Niby to Barcelona jest stolicą Hiszpanii?
A tak się śmiejemy z Amerykanów, że geografii nie znają.
Widać pracownik onetu też na lekcjach spał, albo nigy nie podróżował.

Tego typu błędów na onecie pełno, ten portal naprawdę gromadzi mega niedouków!:-)
No chyba, że to owy rzecznik lotniska tak powiedział i został przez onet.pl zacytowany…

Drabina kariery

W środę 19 listopada 2008 roku, czyli niespełna 4 lata temu napisałam na moim blogu takie oto słowa:

“A niby taki wielki kryzys na świecie… Kryzys, jak Obama, efekt cieplarniany i kilka innych bzdur, wykreowany został przez media i tylko od nas zależy czy będziemy w to wierzyć. Ja nie wierzę, ja dostałam ofertę pracy, w kraju, w którym według dziennikarzy cała gospodarka legła w gruzach.”

Ten cały kryzys już nie tylko w Stanach. Już do Europy dotarł, już Unia nie ma wielkich kieszeni, a lada moment skończy się kasa dla Polski i wtedy dopiero będzie w kaju nad Wisla niefajnie.

Trzy tygodnie temu rozpoczęłam pracę jako oficjalny pracownik szkoły. To praca zaledwie na kilka, czasem kilkanaście godzin w tygodniu. Nie pogardziłam. Cieszyłam się ogromnie. Przekraczałam czas pracy, za który otrzymywałam wynagrodzenie. Zostawałam dłużej w biurze, odpowiadałam na ważne maile z domu.
W ubiegły piątek otrzymałam propozycję pracy w głównym kampusie.
Zaproponowano mi dodatkowe godziny plus benefity.
Tak, przypominam czytelnikom, że mieszkam w Kalifornii gdzie podobno mega bezrobocie, stan zbankrutowany, cięcia budżetowe wszędzie.

Zatem na czym naprawdę polega bezrobocie?

Gdy jako szef zatrudniający pracownika A, który jest wspaniałym pracownikiem i pracownika B, który myśli tylko o tym co tu zrobić by się przypadkiem nie napracować, zwalniasz tego drugiego, czy przyczyniasz się do jego bezrobocia? Czy on sobie na to bezrobocie sam (o ironio!) nie zapracował?!

Wiem, że mam szczęscie do miejsc, w których pracowałam i pracuję, do ludzi, którzy są moimi szefami, do współpracowników. To wszystko jest bardzo ważne i przyczynia się do mojego zawodowego sukcesu. Ale! Ale wiem również, że jeśli człowiek się stara i rzetelnie pracuje to nawet jeśli z powodu ‘kryzysowej redukcji’ straci pracę, to straci ją zaledwie na chwilę. Nikt mądry bowiem, nie przejdzie obojętnie obok potencjalnego dobrego pracownika. Praca zawsze dla takich osób jakoś się znajduje. Banalny to sekret: trzeba tylko chcieć!