Przypadła mi rola adwokata diabła. Od czasu do czasu, w różnych notkach, między wierszami lub otwarcie, bronię zawzięcie kraju, w którym mieszkam. Obrona moja nie ma źródła w totalnym zaślepionym zauroczeniu Stanami! Moje obserwacje, przeżycia, odczucia, mają nasunąć pewne wnioski. Ameryka nie jest rajem, o tym była już kiedyś notka i o tym mogą się przekonać uważni czytelnicy w tych wszystkich zapiskach, w których porównuję niedociągnięcia Amerykanów z dociągnięciami Polaków czy Europejczyków ogólnie. W wielu obszarach Europa prześciga Amerykę, ale w wielu wciąż nieudacznie kuleje…
Zamierzam stanowczo stawiać opór nieuzasadnionej, nielogicznej, propagandowej krytyce Stanów!

W życiu codziennym spotykam się z sytuacjami, które doprowadzają mnie do głębokich westchnień i zadumy nad faktem, że w jednym miejscu cywilizacja osiągnęła wyznaczony cel, w innym niestety wciąż panuje ciemnogród.

Nie chcę gloryfikować, nie chcę generalizować.
Mam świadomość, że coś co mnie spotyka w małym (małym na warunki amerykańskie – niespełna 60 tys mieszkańców) miasteczku może nie mieć miejsca w Chicago czy Nowym Jorku. Ale te wszyskie drobne doświadczenia pragnę tutaj opisywać niejako ku przestrodze hipokrytom, którzy z góry zakładają, że kraj ten to jedna wielka wylęgarnia kretynów.

Kretyni owszem są tutaj tak jak w każdym innym miejscu na ziemi. A że Ameryka to kraj wielki więc ich liczba zapewne też przewyższa tą choćby w Polsce.
Dobry Bóg pozwolił mi zamieszkać w miejscu pięknym i otoczył bynajmniej nie idiotami.
Sąsiedzi – rewelacja!
Znajomi z pracy – rewelacja!
Przyjaciele z kościoła – rewelacja!
Przez ostatnie 5 lat poznałam masę fantastycznych ludzi.

* * *
Taka prosta sytuacja miała miejsce dzisiaj, zapewne żaden z obywateli tego kraju nie zwróciłby na to uwagi, ja owszem, nie przywykłam do takich standartów więc mnie one zawsze mile zaskakują.
Wracałam piechotą z pracy. Chodnik, którym szłam wzdłuż jednej z głównych ulic naszego miasta skończył się nagle gdyż zablokowały go ciężkie maszyny. Ulica przechodzi remont kapitalny więc spora jej część wyłączona jest z ruchu. Wszystko doskonale oznakowane. Dochodząc do blokady chodnika przy skrzyżowaniu przeczytałam znak, że ta część jest zamknięta i że trzeba przejść na drugą stronę ulicy. Niechętnie skierowałam swój wzrok na przejście dla pieszych; niechętnie, bo zależało mi by zostać po tej stronie, którą szłam, gdyż po tej stronie jest nasz kościół, do którego własnie zmierzałam. Podszedł do mnie pracownik budowy (że tak brzydko by to ktoś w Polsce powiedział: robol) pytając czy chcę przejść na drugą stronę i jednocześnie stwierdzając, że stoją tu niebezpieczne maszyny, oznajmił, że będzie mnie niejako asekurował w tym (dosłownie to tylko kilka kroków) przejściu.
Kochani! Tam stała jedna koparka, nawet nie w ruchu, niewielka ciężarówka, trochę chodnika i asfaltowej nawierzchni było rozkopane. Rany! Niektóre place zabaw dla dzieci w Polsce wyglądają bardziej niebezpiecznie niż ta cała budowa!
Ale oto każdy pracownik tutaj jest odpowiednio przeszkolony by w sytuacji jak powyższa wiedział co ma robić.
Napomknę jeszcze o obowiązkowym tutaj uprzejmym small talku i have a great day. Czy kiedyś jakiś pracownik budowy, którą mijaliście zadbał o to byście bezpiecznie obok przeszli i życzył Wam miłego dnia?!?!?!
Zaledwie kilka tygodni temu mąż przeczytał na onecie wiadomość o tragicznym wypadku spowodowanym właśnie brakiem prawidłowego oznakowania miejsca budowy. Taaa…

Proszę samemu wyciągnąć wnioski,
Adwokat Diabła


Comments

Z życia (w Ameryce) wzięte… — 2 Comments

  1. hmmm, czytając tą notakę przypomniała mi się Japonia – tu przy każdej, jakiejkowliek budowie stał co 2 metry strażnik, ktory pilnował aby nie podejśc nawet na centymetr do strefy budowy ;)

  2. Nie wiem jak jest w Kalifornii, ale w północnych stanach (New Hampshire, Massatchusets, Vermont itd) przy każdej,nawet najdrobniejszej pracy na drodze,prócz wszystkich możliwych oznakowań… stoi wóz policyjny. W KArolinie Północnej tego nie ma, ale w Bostonie przy drobnym poprawianiu malowań na krawężniku też porządku pilnował policjant w radiowozie.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *