Wyrosłam chyba z podkreślania książek.
Kiedyś czytałam wszystko z ołówkiem w ręku i podkreślałam co ciekawsze moim zdaniem fragmenty, zdania, cytaty.
Nie miałam szczęśliwego życia więc żyłam niejako słowami pisarzy, których czytałam, wypowiedziami bohaterów lektur, które sobie wynajdywałam.

Wyrasta się z książek i autorów. Zdałam sobie z tego sprawę zabierając w ostatnią podróż książkę Paula Coelho i nudząc się tą lekturą okrutnie. Gdyby mi kiedyś ktoś powiedział, że ten wspaniały pisarz, jakże ważny w moim wtedy życiu, przeminie, nie uwierzyłabym w te słowa. A dzisiaj sama się o tym przekonuję. Jakieś magie, czary, hokusy-pokusy, spirytualne przeżycia, new age, wszystko to wydaje mi się takie śmieszne i niedojrzałe.

Dawno temu odkryłam, że się do pewnych książek jeszcze nie dorosło, że są zbyt trudne, zbyt poważne, nie na temat. Trzeba na nie poczekać, trzeba do nich dojrzeć. Pamiętam pierwsze publikacje W. Eichelbergera, których nie rozumiałam, a zaledwie kilka lat później książki jego były lekturami numer 1 w moim życiu. Tak, inny etap, inne doświadczenia, inne potrzeby i po inne książki się sięga.

Po Coelho i innych byłych moich ulubionych pisarzy sięgnę zapewne nie raz, ale już z pewnością nie będę tak tych tekstów przeżywać jak kiedyś. Albo się oni biedni wypisali i ich twórczość to komputerowe powielanie dawnych sukcesów, albo ja wyrosłam z opisywanych przez nich klimatów…

Wyrastanie z książek nie smuci mnie tak jak wyrastanie z przyjaciół. Doświadczam i tego w swoim życiu. Kiedyś ważne i bliskie mi osoby – teraz ich życiowe ścieżki niejako oddalają się od tej mojej. I przykro mi z tego powodu bardzo, ale nie ma chyba na to żadnej rady – niektórzy przyjaciele w naszym życiu to kolejne “coś co musimy utracić”.

Wracając do tematu tej notki, czytając najnowszą książkę Zafona “Więzień nieba”* natknęłam się na owo zdnie:
“Odnieść w życiu sukces, kiedy rodzina wspiera i pomaga, to żaden powód do dumy.”
– dedykuję te słowa sobie i tym wszystkim, którzy nie dziedziczą w spadkach rodzinnych milionów, posiadłości, dóbr, którzy są tam gdzie są, dzięki temu jacy są, a nie jakich mają/mieli rodziców.

“Więzień nieba” – dużo lepszy niż poprzednia “Gra Anioła”, ale niestety to nie dzieło typu “Cień wiatru”.
I nie sądzę, żebym wyrosła z Zafona, bardziej prawdopodobne, że to on się już ‘wypisał’. Zwę go ‘pisarzem jednej książki’ – fenomenalnej książki, wszystkie inne to niestety nieudolne próby powtórzenia sukcesu.


Comments

Jedno zdanie — 1 Comment

  1. A ja ze wszystkich ksiazek Coehlo lubie tylko 3…pozostale sa wlasnie “nudne.” Hmm wlasnie znalazlam sobie cos nastepnego do czytania…”Cien wiatru” dzieki :)

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *