Smaki za którymi tęsknie

Monte i Milchschnitte mogłabym jeść codziennie i nigdy by mnie te smaki nie znudziły.
Nie potrafię zrozumieć czemu te produkty nie dotarły do Ameryki.
Niby wszystko tu jest, a jednak…
Ach jak bardzo mi ich tu brak!

20120829-165048.jpg

Biszkopt

Oto przepis na najlepszy biszkopt ever!
Z niecierpliwością czekam na blaszki, w których będę piekła to ciasto.
To przepis na biszkopt do tortu, na biszkopt pod galaretkę, lub taki właśnie do zwykłego jedzenia choćby z dżemem lub nutellą.

Biszkopt podstawowy

5 jajek
1 szklanka cukru
1/2 szklanki mąki
1/2 szklanki mączki ziemniaczanej
2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia
szczypta soli

Żółtka wymieszać z proszkiem do pieczenia, w naczyniu ok. 1/2 litrowym bo będą rosły.
Białka ubić na “sztywno” ze szczyptą soli. Ubijając dodawać po trochu cukier.
Ostrożnie wymieszać z żółtkami.
Dodać przesianą mąkę i mączkę i delikatnie wymieszać.
Piec ok 25 min. w temp. ok 190-200 st.C

20120829-164136.jpg

20120829-164204.jpg

20120829-164248.jpg

20120829-164301.jpg

Nie jest to blog kulinarny ale uprzejmie proszę moje czytelniczki i czytelników o dzielenie się ze mną (oraz innymi czytelnikami) Waszymi przepisami-NAJ.
Amerykanie szaleją na punkcie mojej szarlotki, którą piekę według przepisu Agnieszki z Warszawy.
Tort według przepisu Mamy Porzeczkowej zjadany jest tutaj do ostatniego kawałka.
Kto chce zasłynąć w mojej kuchni i pracy tego proszę o łatwe przepisy na pyszne słodkości.
Z góry dziękuję!
:-)

Z życia (w Polsce) wzięte…

Dostałam smsa na moją polską komórkę (tak, wciąż ją mam) z informacją, że zalegam z zapłatą za energię elektryczną.
O rany! Zupełnie zapomniałam, że to już czas, że poprzednią fakturę opłaciłam w czerwcu.
Papierowe rachunki przychodzą do mieszkania w Warszawie, a jako że mnie tam nie ma, nie bardzo jestem z tymi kwotami na bieżąco. A jak już nadrabiam zaległości to opłacam wszystko z góry na pół roku, a potem zapominam o następnych terminach.

Chwytam za telefon, tutaj środek dnia, w Polsce środek nocy.
Dzwonię na stacjonarny numer infolnii.
Tadam! – Całodobowa!
Słyszę kilka “wciśnij jeden gdy to, wciśnij dwa gdy tamto” podążam za instrukcjami i oto słyszę w słuchawce uprzejmy kobiecy głos.
Zwracam się z prośbą o podanie mi Numeru Partnera Handlowego, który potrzebuję by uruchomić opcję otrzymywania e-faktur (rewelacja, zamiast tych papierów do których i tak nie mam dostępu, będę otrzymywać faktury pocztą elektroniczną).
Pani weryfikuje moje dane poczym podaje mi owy numer. Pytam się jeszcze o tą zaległość i o kwotę październikowej faktury, tak by zrobić jeden przelew, pani udziela mi informacji na ten temat.

Szybko, miło, PROFESJONALNIE!
A jednak można.
A jednak i w Polsce są firmy, które potrafią przeszkolić swoich telefonicznych konsultantów, które potrafią zadbać o całodobową infolnię, które idąc z duchem czasu gwarantują e-faktury.
Tak trzymać rodacy!

No to jeszcze tylko papierki z gazowni mi pozostają, które przynosi listonosz, a nie serwer:-)

Naturalization – step 4

Linie papilarne po raz drugi (właściwie może i setny) odciśnięte na skanerach FBI.
Zatem oczekujemy na list zapraszający na decydującą rozmowę.
Mamy nadzieję, że nie zaproszą nas na tą rozmowę w czasie gdy będziemy na Hawajach:-)

Sentymentalne wypieki

Pewien etap mojego dzieciństwa spędziłam u boku mojej babci, która słyneła we wsi z doskonałych wypieków. Słyneła rownież z niedoścignionych umiejętności krawiekich i hafciarskich. Ale dzisiaj napiszę o jej wypiekach.
Pamiętam babcine bułeczki z jagodami, anemonki, ciasteczka francuskie i biszkopt.
Ciastka francuskie zawierające ogromne ilości masła (jak prawdziwe dobre ciasto francuskie) krojone radełkiem w romby i posypywane cukrem kryształem, taki prosty wypiek a jednak niebo w gębie. Może właśnie od babci niejako nieświadomie bo przecież byłam wtedy małym dzieckiem, przejęłam uwielbienie do ciasta francuskiego. Niestety brak mi tylko cierpliwości i chyba ochoty na cięzką pracę wwałkowywania kolejnych porcji masła w ciasto. Wolę kupić gotowe mrożone blaty w pobliskich sklepach. To oczywiśnie nie to samo co domowej roboty, no ale ja jestem nowoczesną gospodynią.

Babcia moja piekła wspaniałe biszkopty. Teraz sam w sobie biszkopt nie jest chyba ciastem popularnym. Wypieka się biszkopt jeśli się ma w planach przygotowanie tortu, ale tak żeby sobie jeść do mleka, kawy, czy z dżemem… chyba to nie te czasy…
Ale ja bardzo biszkopt lubię.
Odkąd porzeczkowa mama przesłała mi jej biszkoptowo-tortowe przepisy piekę je przy byle okazji – przepisy rewelacyjne, biszkopt jak marzenie!
Pamiętam jak moja babcia zawsze ubijała białko na sztywną pienę trzepaczką. O wyposażeniu kuchni w mikser mowy przecież nie było… tyle siły miała… i czasu, którego nie traciła jak ja na przesiadywanie przed kompem;-)

Babcia piekła biszkopt w podłużnych, zaokrąglonych blaszkach. Szukałam ich przez wiele lat. Gdzie się tylko dało i gdy tylko to wspomnienie powracało w mojej głowie.

Wczoraj owe poszukiwania zakończyły się sukcesem. Blaszkę znalazłam na allegro.pl i już jest kupiona. Za jakiś czas przyleci do Kalifornii a ja upiekę w niej biszkopt, który będzie miał kształt ciasta mojego dzieciństwa z czasów gdy mieszkałam u babci na wsi.

Zrodlo foty: gdzies na allegro

Zawekowane podróże sentymentalne

To jeszcze nie listopad ale myślałam ostatnio o zmarłych z mojej rodziny.
O moich przodkach.
O babciach i dziadkach, o ich rodzicach, o ciotkach i wujkach, dalekiej rodzinie, której nigdy nie poznałam, bo odeszła z tego świata na długo zanim ja sie tu pojawiłam.

Obserwuję świat dookoła i widzę jak na różne sposoby ludzie pielęgnują pamięć o zmarłych, próbują ich wskrzeszać, szukają kontaktu, odwołują się do nich, modlą się za nich, poszukują ich w energii, karmie, reinkarnacji i za pomocą zupełnie nieznanych mi technik…

Szorowanie grobów, spacery po cmentarzach z kwiatami i zniczami to jedna z najpopularniejszych w Polsce form owego ‘kontaktu’…
Rytuały zapożyczone od innych kultur, te indiańskie, hinduskie i jeszcze inne…
Wiara w wędrówkę dusz: zapewne nowonarodzony chłopiec ma w sobie cząstkę nieżyjącego pradziadka czy wujka…
Tak, ludzie szukają kontaktu z przodkami na różne bardziej lub mniej popularne sposoby.

Ja odnalazłam swój. Ten jedyny wyjątkowy czas gdy intensywnie myślę o tych wszystkich bliskich i dalekich członkach mojej rodziny, którzy odeszli z tej ziemi. Łączę się z nimi w owej czynności, bo pewna jestem, że oni też kiedyś w swoim życiu tym się zajmowali (i z pewnością częściej niż ja).
Gdy robię przetwory z owoców, gdy kiszę ogórki, gdy piekę ciasta, gdy kroję warzywa na świąteczną sałatkę, wtedy czuję, że jestem w odpowiednim nastroju by wspominać tych, którzy przed wieloma laty robili dokładnie to samo by przygotować sezonowe posiłki dla siebie, swoich bliskich i kolejnych pokoleń.

Zatem nie ma we mnie tego typowego dla innych ciśnienia by odwiedzać cmentarze z płynem do mycia grobów, nie ma we mnie ciekawości i potrzeby by zapłacić wróżce, czarownicy czy szamance by ta nawiązała kontakt z moją babcią, nie ma we mnie tej naiwnej wiary w to, że gdy poddam się specjalnym rytuałom to zapewne poznam moich odległych przodków.

Wystarczy mi duży garnek wydrylowanych wiśni czy śliwek, które gotują się na wolnym ogniu a ja od czasu do czasu muszę to mieszać by nie przywarło do dna. Ciepło, kolor, zapach przetworów. Potem ten moment przelewania gorącej owocowej mazi do słoików, zakręcanie ich i czekanie na to aż ostygną. Odkładanie ich do spiżarki.
Krojenie chrzanu i czosnku, zalewanie ogórków słoną wodą, czekanie aż będą małosolne, a potem kiszone.
Tak, każda minuta poświęcona takim czynnościom to taki mój czas łączenia się z przodkami, z tradycją, z bardzo odległymi czasami… Bardzo ważne są dla mnie te chwile.

20120819-133416.jpg