Nie pamietam bym byla diagnozowana w tym temacie.
Bledy robilam, slabo czytalam, ulamkow nie ogarnialam, ale tlumaczono to nieuczeniem sie a nie zaburzeniem pracy mozgu.
I wcale nie czuje sie z tego powodu zle, bo osobiscie uwazam, ze w obecnych czasach wszelkiego rodzaju zaburzenia i uposledzenia w nauce staja sie wymowka od nauki jako takiej.

Amerykanie przoduja w udowadnianiu swiatu jak to kazdy czlowiek ma prawo miec dysleksje, dysgrafie, dyskalkulie oraz wszystkie tutejsze anxiety. I oto z pokolenia na pokolenie zamiast ksztalcic uczniow, szkoly obrastaja w dodatkowe departamenty zatrudniajace specjalistow wszelkiego rodzaju. Specjalistow nie do walki ze wspomnianymi uposledzeniami ale do otwartego wspierania powiedzmy sobie szczerze: tlumokow – ludzi, ktorym wydluza sie czas pisania egzaminu, ktorzy test moga pisac w domu (zeby sie przypadkiem w klasie nie musieli denerwowac), ktorym nieustannie wybacza sie wszelakie niedociagniecia.
Spoleczenstwo takie absolutnie niezahartowane w boju o byt, a rozleniwione do granic mozliwosci jakimkolwiek wysilkiem umyslowym nie wrozy najlepszej przyszlosci tego kraju. System edukacji zniewolony przez zwiazki zawodowe, ktore dbaja tylko o wygode nauczyciela i o te wszystkie etaty waznych specjalistow do spraw wspierania glupoty powoduja ogolnonarodowy niedorozwoj.

I oto inne kraje podazaja za wzorem Ameryki, doskonalac kadry ekspertow, ktore maja bronic dzieci przed trudnym (a jakze!) procesem nauki. Oj dziecko robi tyle bledow, oj ma trudnosci z liczeniem, oj nie odroznia ksztaltow – tak, to pewnie spowodowane jest zaburzeniem pracy mozgu, (bron Boze nie lenistwem rodzicow, badz nieudacznymi pedagogami) wiec umiescimy je w specjalnej klasie, zapiszemy na specjalne terapie, wystawmy zaswiadczenie dla przyszlych nauczycieli tego dziecka i rzeszy fachowcow, ktore beda z nim pracowac, robiac wszystko by dziecko nadal pozostawalo w swojej ulomnosci, ale by przypadkiem nie zaczelo sie rzetelnie uczyc.

Co to wlasciwie jest dysleksja?
Co to wlasciwie znaczy, ze ktos ma klopoty z liczeniem, pisaniem, czytaniem?

Czy jesli ktos ma klopoty z muzyka, z odroznianiem dzwiekow, z brakiem sluchu lub glosu do czystego spiewu – mowimy o nim dyslektyk? Nie. Swiat zaakceptowal, ze tacy ludzie nie musza miec etykietki. Tacy ludzie po prostu nie rwa sie do muzyki.
Czy jesli ktos w zyciu calym nie napisal wiersza, malo tego, tych, ktore dane (nakazane) mu bylo przeczytac kompletnie nie zrozumial – mowimy o nim dyslektyk poezji? Nie. Swiat zaakceptowal, ze tacy ludzie nie musza miec etykietki. Tacy ludzie nie rwa sie do poezji.

Zatem dlaczego jesli dziecko ma klopoty z matmy, trzeba od razu wyszukiwac przyczyny, etykietkowac, poddawac terapiii. Moze to dziecko poprostu jest slabe z matmy, moze nie ma dobrego nauczyciela, a moze za malo sie jej uczy?
Jesli dziecko ma kolopoty z czytaniem, dlaczego szukac dziury w jego mozgu? Dlaczego nie poswiecic mu wiecej czasu na nauke czytania, moze to dziecko musi spedzic wiecej godzin tygodniowo na cwiczeniach czytania, na pisaniu literek niz inne, nic w tym zlego.

Moj maz jak sam mawia jest dowodem na nieistnienie dysleksji. Warszawska podstawowka, w ktorej odbieral nauki wyslala go na testy potwierdzajace przypuszczenia jego nayczycieli. Wrocil z zaswiadczeniem stwierdzajacym dyslekcje podpisanym przez szanowna komisje psychologow. Zaswiadczenie to wyladowalo w najglebszej szufladzie jego domu i o wynikach testow grono pedagogiczne nie mialo pojecia. Maz ukonczyl szkole podstawowa, liceum imienia Krolowej Jadwigi, nastepnie wydzial fizyki Uniwersytetu Warszawskiego z tytulem magistra i otrzymal stypendium od prywatnego uniwersytetu w Stanach Zjednoczonych. Kto wie jak jego losy potoczylyby sie gdyby zaswiadczenie o dyslekcji trafilo do nauczycieli, w jakiej ‘specjalnej’ klasie by wyladowal, jakie ‘specjalne’ lekcje bylyby dla niego tworzone itp.

Mozg ludzki ma niesamowite mozliwosci. Od dziecka do poznej starosci powinien byc cwiczony a nie wspierany w nicnierobieniu! Promocja niewysilania umyslu nie prowadzi do niczego dobrego.

Moje zaburzenie pracy mozgu objawia sie w momecie wskazywania kierunkow. Niby takie banalne powiedziec: skrec w prawo, ja musze najpierw spojrzec na dlon, pomyslec, jesli to ta, ktora pisze, to prawa:-)
Ale czy nalezy sie tym martwic, czy powinnam poddac sie specjalnym testom, zbadac przyczyne?

Gdy czytelnicy zauwazaja bledy w moim pisaniu, nie zaslaniam sie dysleksja. Robie bledy z lenistwa. Za malo czytam, notki pisze na kompie, czesto nie uzywam polskich znakow, zasady interpunkcji zapomnialam, w dodatku angielska jest inna i juz mi sie myla. Solidny warsztat i z pewnoscia bledy zniknelyby z mojego pisania.
Na maturze probnej nie zrobilam zadnego bledu ortograficznego, za to mialam przeszlo 20 bledow interpunkcyjnych. Polonistka ostro zwrocila mi uwage, ze musze nad tym popracowac, nastepnie wyjasnila na przykladzie kilku zdan z mojego wypracowania dlaczego powinny byc przecinki tam gdzie je na czerwono napisala. Ta polonistka nauczyla mnie gdzie stawiac przecinek, a nie wyslala do poradni psychologicznej na testy.

Jesli dziecko urodzilo sie z jakakolwiek niepelnosprawnoscia, ktora wplywa na prawidlowa prace mozgu – to zupelnie inna historia, tutaj niezbedni sa specjalisci, ktorzy odpowiednio uloza plan nauki, ktorzy wyposazeni w odpowiednia wiedze i narzedzia beda mogli nauczyc dziecko czytac i pisac i nie wazne, ze dziecko to bedzie robic bledy, czy bedzie wolniej czytac, wazne gdy osiagnie najmniejszy nawet sukces w procesie nauczania.
Moja powyzsza wypowiedz dotyczy dzieci, ktore owych uposledzen nie maja, urodzily sie zdrowe, ale na etapie szkolnym leniwi nauczyciele i rodzice wola przyczepic wychowankowi etykietke niz nauczyc je jak sie uczyc.
Czytelnikow dyslektykow jesli czuja sie urazeni z gory przepraszam, nie taka jest intencja tej notki.

Z Onet.pl – Matura czas trwania 90 min (dyslektycy 120 min.)


Comments

Dysleksja i tym podobne… — 1 Comment

  1. Marysiu jest i dyskalkulia czy jakoś tak ;P ( odnośnie matmy )

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *