Nie kopie się leżącego.

A wałaściwie dlaczego nie?
Czasami miałabym ochotę takiego leżącego kopnąć z całej siły. Nie po to by mu sprawić fizyczny bół, czy by go jeszcze mocniej przygnieść do podłoża na którym leży, ale właśnie po to by sie od niego odbił. By pod wpływem tego silnego kopa wystartował niczym z katapulty, by z impetem oderwał się od tego wszystkiego co go przytrzymuje w pozycji leżącej, by natychmiastowo zaprzestał leżenia i tych wszystkich dotychczasowych zachowań, które go do tego upadku doprowadziły.

Ale co gdy zanim zadecydujesz się wymierzyć tego kopa, leżący poprosi cię o pomoc?
Wyciągnie dłoń i zapyta o poradę.
Nie sposób wtedy kopnąć, prawda?
Chociaż nadal się chce, chociaż nadal uważa się, że ten właśnie kop byłby najlepszą przysługą, najcenniejszym podarunkiem.
Ale już za późno, humanitarnie-srarnie decydujemy się pogamać. Łagodnie, nieszczerze, ostrożnie, tak by jednak nie kopać, nie dotykać otwartych ran. Pomagamy i pomagamy, do następnego upadku, kiedy znowu pomyślimy, że silny kop byłby jedynym skutecznym rozwiązaniem sprawy.

Kop jest tu oczywiście symbolem: szczerej rozmowy, może nawet awantury, groźbą zerwania znajomości, rozstania, itp.
Leżącym jest każdy uwikłany w mniejsze lub większe problemy, niepotrafiący sobie z nimi poradzić, tkwiący w starych schematach działania, nieświadomy tego czy owego, upadający częściej niż mu się wydaje.

Szukamy przyjaciół pośród ludzi, którzy mówią nam to co sami chcemy usłyszeć.
Jeśli ktoś powie inaczej, nie jest przyjacielem, jest wrogiem – mówi przeciwko nam, krytykuje nas, obwinia nas, wytyka nasze błędy, itd. Po co nam taki niedobry przyjaciel?

A przecież mówi się: “Dobra rada przyjaciela jest jak lekarstwo, tym lepsza im bardziej gorzka.”
Zatem czemu tak trudno jest być przyjacielem z dobrymi, gorzkimi radami?
Dlaczego tak trudno tych gorzkich rad wysłuchać gdy się już upadło, gdy się leży?

Czy ktoś mnie kiedyś kopnął?
Tak.
Na terapii psycholodzy potrafią kopać bardzo silnie.
Ale zanim tam trafiłam, kopnęła mnie najbiższa mi osoba. Kopnęła tak mocno, że do dzisiaj tego kopa pamiętam.
Rozmowa telefoniczna, w której ja płaczę i opowiadam co mi się po raz kolejny przytrafiło, dokładnie ta sama śpiewka, to samo rozgoryczenie, ten sam powód do ogromnych łez i nieustannego lęku o swoje życie. Ona zareagowała ostro: “Maryśka, ja już tego nie mogę więcej słuchać! Nie chcę tego słyszeć! Ile jeszcze razy będzisz mi te sytuacje opowiadać?! Jak długo to będzie trwać?! Ile już razy mówiłam Ci co powinnaś zrobić?! Nie chcę już więcej takich telefonów…”

Leżałam na dnie rozpaczy. A ona mi jeszcze dokopała.
Ale ten kop był niezwykle ważny w moim życiu.
Od niego wszystko się zaczęło.
Na nowo zaczęłam żyć.
I niezmiernie jestem jej wdzięczna.


Comments

Metafora — No Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *