Obudziliśmy się w piątek rano, tak koło 8mej. Po 11stej autobus zabrał nas na lotnisko. Samolot do Paryża wystartował o 15:40. Lot trwał 10 godzin. Koło 22giej czasu sanfranciskowego zaczęłam zasypiać. Sen mój trwał tak ze 4 godziny.
W tym czasie samolot przemirzał kolejne strefy czasowe. Wylądowaliśmy w Paryżu w sobotę przed 11stą czasu lokalnego.
Śpiąca nie byłam, te cztery godziny spania w samolocie trochę mnie zregenerowały.
Kryzys nadszedł około godziny 15stej. Mąż niepozwolił się poddać, “przetrzymał” tak mnie bym nie odpadła na środku ulicy lub w kawiarni.
O 20stej się poddałam, zasnełam błyskawicznie.
Obudziłam się wyspana tak jakbym conajmniej tydzień spała. Mąż zresztą też.
Pytam: “Jaki to dzień, która to godzina?”
Mąż odpwiada: “Wciąż sobota, godzina 23cia!”
GRRRRRRRRRRRRRRRRRRRR!
Taki właśnie jest jetlag. Zwali Cię z nóg by po dwóch, trzech godzinach okrutnie wybudzić. Zostajesz bez najmniejszej ochoty na powrót do spania.

Nie dało się zasnąć.
Żadne bajki, żadne owce.
Tylko melatonina pomogła powrócić w objęcia Morfeusza.


Comments

Klasyczny przykład jetlagu — 1 Comment

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *