Są miejsca na tej planecie gdzie w jesiennym chłodzie czasem deszczu lub śniegu ludzie chodzą w tych dniach na cmentarze by zapalić znicze na grobach bliskich im zmarłych. Dni wypełnione refleksją, wspomnieniami, dla niektórych głębokim smutkiem, żałobą.

Są miejsca na tej planecie gdzie w jesiennym ciepłym słońcu ludzie chodzą w tych dniach na dyniowe farmy by wybrać tą specjalną na wycinanie, tą odpowiednią do gotowania, tych kilka kolorowych na ozdoby. Na pumpkinowych farmach zawsze jest dużo atrakcji dla dzieci. Mogą się na świeżym powietrzu dowoli wyszaleć, mogą pomóc rodzicom wybrać odpowiednią dynię, mogą zagubić i odnaleźć drogę w kukurydzianym labiryncie, mogą wleźć na stary traktor, zobaczyć z bliska krowę, owcę, kozę.

Jest coś specjalnego w zaduszkach i myślę sobie, że mi tej tradycji troszkę tutaj brak.
Ale jest coś niezwykłego w dyniowych farmach i gdy pomyślę sobie, że jako dziecko ciągali mnie dorośli po tych zimnych cmentarzach to… gdybym wtedy mogła wybrać, oczywistym jest, że wolałabym szalństwa między pomarańczowymi dyniami.
W kraju, w którym się urodziłam kult cmentarzy jest ogromny.
W kraju, w którym mieszkam kult cmentarzy jest żaden.
I tu i tam jest nie tak jak (moim zdaniem) być powinno.
A jak (moim zdaniem) być powinno?
Złoty środek jest potrzebny.
Mogliby się niektórzy Amerykanie nauczyć od Polaków, że na cmentarze można chodzić.
Mogliby się niektórzy Polacy nauczyć do Amerykanów, że na cmentarze nie trzeba chodzić.

Odwiedzasz kilka razy w miesiącu grób zmarłego, ale zapominasz o żyjących, którzy Ciebie potrzebują.
Wydajesz pieniądze na grobowce, pomniki, a coś czego Ty potrzebujesz nie kupisz bo wydaje Ci się za drogie.
Sprzeczasz się z rodziną na temat tego gdzie i jak pochować, a potem jaki pomnik postawić – nie można machnąć na to ręką? czemu? bo się zmarły na nas pogniewa, obrazi, będzie nas w nocy straszyć zza światów?
Właściwie co to zmienia (w naszym życiu, w wiecznym odpoczynku zmarłego) czy zapalamy świeczkę na grobie raz w roku, czy raz w tygodniu?

Chyba już kiedyś o tym pisałam, mnie naprawdę wszystko jedno gdzie i jak zostanę pochowana.
Myślę sobie, że ważniejsza jest dla mnie obecność w pamięci tych co przeżyją, niż to czy będą oni (być może w poczuciu obowiązku) stawiać świeczki na moim grobie. A już absolutnie niewyobrażam sobie, że ktoś ma zupełnie niepotrzebnie wydawać pieniądze by moje zwłoki znalazły się w wygodnej trumnie, grobowcu, pomniku.

Typowy amerykański cmentarz

Pumpkin Farm

I mam tylko nadzieję, że nie zostanę źlę zrozumiana. Nie jestem za wyższością dyniowych pól nad cmentarzami:-) nie, nie, nie! Tak mi się te dwa tematy razem ułożyły w notkę.
Mimo braku tej tradycji tutaj pójdziemy z mężem pierwszego listopada na cmentarz pomodlić się przy prochach jego taty. Będę również modlić się i wspomnać innych zmarłych z mojej rodziny. Ale już na przykład, nie będę w pocie czoła szorować ich pomników…


Comments

Cmentarze vs Dyniowe Farmy — 1 Comment

  1. No i elegancko, estetycznie. A na polskich grobach, ile osób by się nie zgromadziło, tyle słychac uwag:
    – Ten duży się będzie najdłużej palił, daj go na środek
    – Przesuń może te dwa czerwone
    – Oooo, wujek Heniu kupił takie piękne kwiaty
    – I co, że kupił, drogie bardzo, a przy Mickiewicza to po sześć widziałam
    – To może tamte co się słabo palą dać tutaj, a kwiatek obok tego żółtego.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *