Maz powiedzial mi kiedys, ze jego kolega ze szkolnej lawy jest pilotem.
Pilot – zawod niezwykly wedlug mnie, boje sie latac samolotem, co dopiero miec odwage i umiejetnosci pilotarzu taka wielka maszyna.

Ten kolega odnowil kontakt z moim mezem poprzez LinkedIn. To bylo zaledwie dodatnie do listy znajomych, moze jakis krotki mail, moze jakis pomysl na spotkanie po latach.
Z biografi kolegi wynikalo, ze lata na LOTowskich boeingach, jest rowniez szybownikiem.

W czerwcu 2010 lecielismy z Warszawy do Chicago Polskimi Liniami Lotniczymi. Stewardessa przedstawiajac siebie i sklad zalogi wymienila nazwisko kapitana lotu. Zgadzalo sie. To on!

Maz moj (pod moim ogromnym naciskiem) zapytal stewardesse czy ta moglaby przekazac pilotowi informacje, ze jego kolega ze szkolnej lawy jest na pokladzie. Ta powrocila po pewnym czasie z zaproszeniem do kabiny pilota.
Maz moj (teraz juz bez zadnego nacisku) pobiegl do owej kabiny. Czekalam z niecierpliwoscia na jego powrot, na opowiesci. Wrocil ze slowami: to nie on, ale przynajmniej posiedzialem sobie podczas lotu w kokpicie boeinga 767!

Jak to nie on? Przeciez imie i nazwisko sie zgadza.
Zgadza sie, ale to nie ten.

W kabinie pilota bylo tak:
– Czesc, jestem Grzegorz, nie poznajesz?
– Nie.
– Chodzilismy do tej samej szkoly (w myslach: ja ciebie tez nie poznaje, zmieniles sie bardzo od tamtych czasow).
– Nie pamietam ciebie, do jakiej szkoly?
– W Warszawie.
– Ale ja nie jestesm z Warszawy. Jest inny pilot o tym samym imieniu i nazwisku z Warszawy, pewnie jego znasz.

Smieszna sytuacja, o ktorej koniecznie trzeba bedzie napisac do wlasciwego kolegi pilota.
Moze podczas nastepnego lotu z lub do Polski dane nam bedzie zajrzec do boeingowego kokpitu gdzie za sterami siedziec bedzie kolega kapitan.

Dni wypelnione roznymi obowiazkami, czas lecial, mail z powyzsza historia nie zostal napisany.

Po roku znowu jestemy w Polsce. Jest niedzielny czerwcowy poranek, siedzimy w klubie na Okeciu, czekamy na bardzo opozniony samolot do Paryza.
Wiadomosci na ekranie telewizora donosza o tragedi giganta przestworzy na V Plockim Pikniku Lotniczym. Tym razem wiemy, ze to ten pilot. To kolega ze szkolnej lawy mojego meza – kapitan Marek Szufa – nie zyje.

Przeszlo 3 miesiace, dokladnie 109 dni minelo od tamtego poranka gdy dowiedzielismy sie o tragicznej smierci kolegi ze szkolnej lawy.
Tyle czasu historia owa czekala na jej opisanie.
Ale jestem powoooolnaaa…

http://pl.wikipedia.org/wiki/Marek_Szufa

http://www.marekszufa.com/


Comments

Z serii: Koledzy ze szkolnej lawy – Pilot — 1 Comment

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *