Moi Drodzy Miesozercy:-)

Patrzac na komentarze pod poprzednia notka robi mi sie niezwykle milo na mysl, ze tym razem moja krytyka nie zostala oceniona krytycznie:-)

Wielokrotnie zarzucano mi zbyt wysoki krytycyzm, surowosc w ocenie, pesymizm itp. Poniewaz nie lubie byc krytykowana (kto lubi?) postanowilam troche stepic moj ostry jezyk (mysli) i zamiast kwasic to osladzac moje wypowiedzi.

Ale przeciez falszywym tez byc nie wolno. Jesli mam o cos do kogos pretensje, jesli cos mi sie nie podoba, jesli cos zasluguje na moja negatywna ocene, to czemu mam sie zawsze i wszedzie powstrzymywac?

Temat wegetarian przyszedl mi do glowy niezwykle spontanicznie, znienacka wrecz, pomyslalam, ze podziele sie z Wami co w mojej glowie w tym temacie sie zrodzilo i ryzykujac, ze nielada mi sie za to oberwie zamiescilam ten post.
I oto okazuje sie, ze nie jestem samotna w mych antypatiach:-)
Dziekuje za Wasze komentarze!

Uklon w strone tych co miesa nie jedza: dzisiaj na obiad pasta pomodoro, bez grama miesa – ZAPRASZAM!
:-)))

Wegetarianie

Denerwują mnie wegetarianie.
Rozumiem oczywiście, że można z jakiegoś powodu odmawiać sobie jedzenia mięsa. A bo szkodzi, bo brzucho boli, bo lekarz sugeruje, bo się pości, bo nie smakuje.
Jeśli ktos trafi pod mój dach i nie zje np. kotleta, nie będzie to dla mnie problemem.
Mój nerw tkwi jednak w tych wszystkich wegetarianach, którzy tworzą sobie filozofię, że nie jedząc mięsa ratują Matkę Ziemię a tak naprawdę są nikim innym jak tylko egoistami.
Bo tacy wegetarianie niestety nie zadowolą się plackami ziemniaczanymi, leczem, zapiekanką warzywną.
O nie!
Dla nich trzeba przygotować oddzielne dania typu te wszystkie wegetariańskie lazanie, zupy z tofu, kotlety sojowe i tym podobne…
Tak, oni każdą, najlepszą nawet, gospodynię będą wprowadzać w poczucie winy za zaproszenie na obiad, na którym serwuje się ugotowane, usmażone, upieczone lub surowe (np. tatar) części zwierząt.

Amerykanie, naród niezwykle grzeczny, zawsze uwzględniają fakt, że ktoś może nie jeść mięsa.
Wszędzie jest opcja wegetariańska posiłku.
Wszędzie, ale nie u mnie.

Nie znaczy to jednak, że w naszym domu jemy tylko i wyłącznie mięso.
Śmiało przyznam, że mięsa w porównaniu z przeciętną Amerykańską rodziną jemy bardzo mało.
Czasem kurczak, czasem stek, czasami kotlet, czasami pieczeń, ale więcej w naszej diecie dań bezmięsnych niż mięsnych.
Zatem ograniczamy spożycie mięsa z własnego wyboru, ale w życiu nie zażądałabym od osoby, która mnie gości (zaprasza na obiad), przygotowania mi oddzielnego (specjalnego!) posiłku, bo mięsnego nie zjem i zapewne będę głodna.

Upomnienie

Nie ma to jak dobre motywujące upomnienie się o nowe notki wiernej czytelniczki.

Ups, zasiadłam przed laptopem bo miałam odrabiać lekcje, ale zamiast kliknąć w ikonkę worda i rozpocząć pisanie eseju, kliknęłam w panel administracyjny mojego bloga i piszę co piszę:-)

Jeszcze bardzo cieplo a juz swiatecznie

Na dworze zar z nieba, temperatura w tym tygodniu osiaga przeszlo 30 stopni. Czemu tak cieplo nie bylo w maju gdy byla tu moja rodzina, czemu tak cieplo nie bylo w lipcu i sierpniu gdy mialam przeszlo miesiac wakacji? Teraz gdy calymi dniami siedze w szkolnym bardzo klimatyziowanym budynku, bo albo pracuje, albo sie ucze, na niebie slonce gorace, wspaniala atmosfera by poleniuchowac opalajac sie przy basenie.

Nie wazne jaka pogoda, w sklepach juz totalna jesien, a nawet zima.
Wrzesien rozpoczyna czas dyn i halloweenowych strachow.

Mimo ze trick-or-treat dopiero 31 pazdziernika to juz dzisiaj sklepowe polki uginaja sie pod iloscia slodyczy, jakie Amerykanie kupuia by wspomnianego dnia rozdac (i zjesc!).

Choinke tez juz widzialam i inne akcesoria swiateczne, zwoje kolorowych wstazek i papierow do pakowania prezentow.

Czas tak pedzi. Jeszcze zaledwie trzy miesiace i przyjedzie nam powitac Nowy Rok.

Pięć lat temu

Pięć lat temu przeczytal wpis o hasle, ktore zamierzalam wprowadzic i napisal maila z prosba o nie.
Od tego wlasnie maila wszystko sie zaczelo.
Pisanie, rozmowy, spotkania, podroze, nasze malzenstwo.

Dzien Dobry Filipinko,

Od paru miesiecy odwiedzam Twoj blog, znaleziony przypadkiem, traktowany jako okienko takie malutkie na te Polske troche zapomniana i te Warszawe, tez prawie zapomniana ale zawsze kochana choc z tak daleka. A tu nagle trach! Chcesz odplynac z szerokiego oceanu internetu na prywatne malutkie jeziorko odgrodzone zapora haselka. Rozumiem to bardzo dobrze bo tez bardzo cenie swoja prywatnosc. Ale Twoje pisanki za bardzo polubilem aby dac Ci tak odejsc bez slowa protestu, wiec prosze pieknie o to haselko! W zamian, pare slow o mnie: na chrzcie dali mi Grzegorz, z urodzenia jestem Warszawiakiem, z zamilowania podroznikiem, z wyksztalcenia fizykiem, z wyboru informatykiem, z przypakdu emigrantem. Zupelnym przypadkiem, i to dosc nieprawdopodobnym, jest takze to, ze ktoregos dnia wpadlem na Twoj blog.

Tyle.
-g