Różni się znacznie prenumerata czasopism w Stanach od tej naszej polskiej.

Dobrze pamiętam z dzieciństwa czas teczek w kioskach Ruchu. Jak się przyjaźniło z panią kioskarką to teczka co tydzień wypełniała się gazetami i czytelnik nie musiał się martwić, że coś mu umknie, że ktoś inny wykupi. Brak przyjaźni z wyżej wymienioną oznaczał walkę, bieganinę po kioskach, usilne starania, by tą czy ową popularną ale niskonakładową gazetę zdobyć. Zawsze pozostawała opcją prenumeraty pocztowej, ale wiadomo to kosztowało więcej, gdyż zamawiający pokrywał koszty przesyłki.
Babcia moja zawsze prenumerowała Przyjaciółkę. Bywały lata gdy zamawiała również inne magazyny poświęcone kobietom, życiu na wsi, czy kościołowi. Ja prenumerowałam między innymi Świat Młodych, Płomyk, Filipinkę.

W Stanach przeciętny kolorowy tygodnik lub miesięcznik dla pani domu kosztuje od 3 do 7 dolarów. Niedługo po mojej przeprowadzce do Kalifornii w ramach nauki języka kupiłam sobie dwa bardzo popularne miesięczniki: Martha Stewart Living Magazine i REAL SIMPLE. W każdym z nich znalazłam oferty na prenumeratę – kartki wielkości pocztówki, z opłaconymi kosztami przesyłki i zamówieniem danego czasopisma na najbliższe 12 miesięcy – wypełniasz, odsyłasz i czekasz aż listonosz przyniesie pierwszy z nich. Zapłacić można od razu, przesyłając czek lub poczekać gdy wraz z pierwszym zaprenumerowanym czasopismem przysłana zostanie ichniejsza faktura i opłacić ją wtedy.

Zapragnęłam zaprenumerować te dwa miesięczniki. Okazało się, że cena gazety, która kupiona w kiosku kosztuje 6 dolarów, w prenumeracie wynosi zaledwie 1 dolara. I nie ma żadnych kosztów przesyłki, żadnych podatków. Roczna prenumerata większości amerykańskich miesięczników to zaledwie 12 dolarów.
Jak to działa? Jak te wydawnictwa zarabiają?
Jak wychodzą na swoje?
Otóż czytelnik nie jest głównym źródłem dochodu takiego czy innego magazynu. Czytelnik jest niezwykle ważny ale nie jego rolą jest utrzymanie gazety. Ta bowiem utrzymuje się z wpływów reklamodawców. Ci natomiast inwestują w dany magazyn (wykupują powierzchnie reklamowe) tylko gdy wydawca potrafi wykazać się odpowiednim nakładem i co ważniejsze liczbą sprzedanych sztuk. I w tym wypadku rzesza prenumeratorów stanowi zawsze najpotężniejszy argument w walce o reklamodawce.

Zatem jeśli mam zapłacić 5 dolarów za jeden interesujący mnie miesięcznik zdecydowanie wolę go zaprenumerować. Wygodniej i taniej!

W ubiegłym roku zaprenumerowałam kilka innych magazynów i siłą marketingu najprawdopodobniej zostałam upragnionym celem tych wszystkich gazet, których jeszcze dotąd nie kupowałam. Po tych kilku kolorowych miesięcznikach jakie przynosi mi listonosz najprawdopodobniej określono mój profil (młoda gospodyni, zainteresowania: gotowanie, moda, wnętrza, ogrody) i teraz w skrzynce znajduję całą górę gazet, których absolutnie nie prenumeruję, za które nie zapłaciłam ani centa!
To nieistotne. Istotne jest, że jestem ich odbiorcą i można się mną (kolejną czytelniczą sztuką) pochwalić przed reklamodawcą. To on bowiem zapłaci za to, że ja otrzymam gazetę, z reklamą jego produktu na okładce.
Tak to tutaj działa.

Amerykańskie wydanie miesięcznika Vogue w Empiku można kupić za jeśli się nie mylę około 70-100zł, tutaj kupując w kiosku zapłacę 6 dolarów, w rocznej prenumeracie będzie kosztować dolara. Mimo świetnej ceny nie prenumeruję z osobistych przekonań.


Comments

Prenumerata — No Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *