Wiosna u nas pelna para, jeszcze wczoraj troche padalo, ale podobno to juz ostatni deszcz, nastepny pewnie w pazdzierniku.
Zabiegana jestem troszke, bo szkoly i pracy duzo, za 4 tygodnie egzaminy, a w miedzyczasie sporo roznych prac zaliczeniowych.

Dokladnie za tydzien przylatuje do mnie mama chrzestna z mezem swoim. Juz tylko tym zyje (no szkola tez zyje) i doczekac sie nie moge tego wtorkowego wieczora kiedy ich umeczonych kilkunastogodzinna podroza powitam na lotnisku w San Franciscu.

Swieta minely w nieplanowanym, niezwyklym wrecz spokoju. Mieli dolaczyc do nas znajomi, ale choroba odmienila wczesniejsze plany.
W sobote uczestniczylismy w slicznej wigilii paschalnej, jednoczesnie swiadkujac Karen i Michaelowi w ich bierzmowaniu. W niedziele zasiedlismy do swiatecznego sniadania, ktore rozpoczelo leniwy, pelen slonca dzien.

Mazurek jak zwykle nie wyszedl, ale za to rzezucha dala rade zazielenic sie na niedziele!:-)


Comments

Przesilenie — 1 Comment

  1. Och zazdroszczę twojej rodzinie, też bym chciała zobaczyć Amerykę słynną.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *