Nudziłam się ostatnio okrutnie na matmie, z tych nudów myślałam o tematach notek na bloga.
Wgapiona bezmyślnie w białe tablice zapisane rozwiązanymi zadaniami (koloowe liczby, od kolorowych pisaków) popłynełam myślami w czasy mojego nie-uczenia się w liceum.
W liceum niewiele czasu poświęcałam na faktyczną naukę, za to godziny upływały mi na przebywaniu w budynku szkoły. Miałam swój osobisty klucz do klasy, przychodziłam ponad pół godziny wcześniej, szkoła w pewnym sensie była moim pierwszym, nie-drugim domem.

Po zielonych tablicach pisało się kredą i ścierało wszystko mokrą-śmierdzącą lub suchą-kurzącą gąbką.
Uwielbiałam pisać na tablicy, uwielbiałam ją ścierać.
W jakieś tam dni, na lekcji matematyki odkryłam, że kolega ze starszej klasy przesiaduje na parapecie korytarza, bo nie chodzi na religię. Więc tablica na matmie błyszczała, bo ja co chwilę wychodziłam do łazienki namoczyć gąbkę, a te wychodzenia oczywiście przeznaczałam na flirtowanie z owym przystojniakiem.
Ach to były czasy…

A jakie teraz są tablice w Polskich szkołach?
Tradycyjne, po których pisze się kredą, czy białe, po których pisze się specjalnymi pisakami?


Comments

Szkolne wspomnienia — No Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *