Przesilenie

Wiosna u nas pelna para, jeszcze wczoraj troche padalo, ale podobno to juz ostatni deszcz, nastepny pewnie w pazdzierniku.
Zabiegana jestem troszke, bo szkoly i pracy duzo, za 4 tygodnie egzaminy, a w miedzyczasie sporo roznych prac zaliczeniowych.

Dokladnie za tydzien przylatuje do mnie mama chrzestna z mezem swoim. Juz tylko tym zyje (no szkola tez zyje) i doczekac sie nie moge tego wtorkowego wieczora kiedy ich umeczonych kilkunastogodzinna podroza powitam na lotnisku w San Franciscu.

Swieta minely w nieplanowanym, niezwyklym wrecz spokoju. Mieli dolaczyc do nas znajomi, ale choroba odmienila wczesniejsze plany.
W sobote uczestniczylismy w slicznej wigilii paschalnej, jednoczesnie swiadkujac Karen i Michaelowi w ich bierzmowaniu. W niedziele zasiedlismy do swiatecznego sniadania, ktore rozpoczelo leniwy, pelen slonca dzien.

Mazurek jak zwykle nie wyszedl, ale za to rzezucha dala rade zazielenic sie na niedziele!:-)

Śpiewające dzieci

Siedzę w kawiarni i czekam na ciężko pracującego w biurze męża.
W kawiarni gwarno, czas popołudniowych międzyludzkich spotkań.
Obok przy stoliku cztery kobiety celebrują urodziny jednej z nich, podziwiają prezenty.
Przy innym mężczyzna pracuje na laptopie.
Dalej dziewczyna odrabia lekcje, wiem, bo przez telefon konsultowała część zadań.

Ja siedzę w samym rogu. Dobry mam widok na wszystkich.
Mogłabym tak siedzieć i obserwoać i podsłuchować rozmowy przez cały dzień.

Za barem znajoma, Niemka, malarka, pisarka, buddystka, poznałam ją na lekcjach angielskiego (kreatywnego pisania).

Chciałam znaleźć na youtubie piosenkę, którą czasami śpiewamy w kościele i od jednego klipu do drugiego, nagle trafiłam na śpiewające dzieci – Zecchino d’Oro – występy na włoskich festiwalach piosenki dziecięcej.

Bardzo się wciągnełam, prawie godzina upłynęła mi na słuchaniu radośnie śpiewających maluchów.

Moje ulubione kawałki:

http://www.youtube.com/watch?v=IgEcD1ebpCE&feature=related

http://www.youtube.com/watch?v=Eypv-s2k6z8&feature=related

http://www.youtube.com/watch?v=erxCwWHO01g&feature=relmfu

Z Serii: Wynalazki – krajaczka do awokado

Dzisiaj prezentuje kolejny kuchenny wynalazek.
Nie jest on rownie wspanialy jak obieraczka do czosnku, ale przydac sie moze. Okreslam go raczej jako pozyteczny ale nie niezbedny gadzet. Pewnie gdybym miala takie cos nabyc raczej bym sie nie zdecydowala, ale ten akurat przedmiot zastalam w jednej z kuchennych szuflad.
Gdy przed kilkoma laty zapytalam meza co to jest i do czego sluzy, odpowiedz byla krotka: do krojenia awokado.
Awokado w naszym domu nie jest najpopularniejsze, a przyrzad nie posiadal zadnego opisu jak go uzywac, stad lezal w szufladzie i czekal na TEN dzien.
TEN dzien nadszedl niedawno, kiedy to u znajomych spozywalismy lunch. Maja tuz przed podaniem posiku, na moich oczach, w absolutnie blyskawiczny sposob uporala sie z wkrojeniem do salaty awokado. Oczywiscie to zadanie ulatwil ponizszy sprzet.

Nazwa robocza wynalazku: krajaczka do awokado.

Awokado zagoscilo w naszej kuchni pod postacia guakamole. Jako, ze absolutnie nie cierpie smaku cilantro (kolendry) robimy je na nasz sposob, rozgniatajac awokado tluczkiem do ziemniakow, dodajac pokrojnone na drobno pomidory, troche soku z cytryny, czasami odrobine czosnku, soli i pieprzu. Takie guakamole jako przystawka do stekow rewelacyjnie zastepuje ziemniaki.

Fb bleee

Od przeszlo dwoch tygodni nie logowalam sie na Facebook’a i czuje sie z tego powodu wspaniale! Nie planuje likwidacji swojego profilu, bede pewnie nie raz kontaktowac sie ze znajomymi fejsbukowymi kanalami, ale to czytanie wszelakich smieci, ktore absolutnie nic nie wnosily do mojego zycia, a wrecz czesto draznily, naprawde musialo sie skonczyc.


Image from Gizmodo

Dwa miejsca w sieci, ktore odwiedzam notorycznie to moja skrzynka mailowa i ten oto blog.
Korzystam z google, youtuba, wikipedi (wiem, wiem, wikipedia nie jest wiarygodna, ale co tam, jest wygodna), amazona i allegro. Cala niepomierzalna w swej wielkosci, madrosci czy glupocie reszta sieci, moglaby dla mnie nie istniec:-)

Ankietka

Jednopytaniowa ankietka dla moich wiernych czytelnikow.

Na Bloga Filipinki zagladam:
A. Codziennie
B. Raz w tygodniu
C. Kilka razy w tygodniu
D. Kilka razy w miesiacu

Odpowiedz (wystarczy sama litera A, B, C lub D) prosze podac w komentarzu pod ta notka.

Serdecznie dziekuje!

Z serii: Wynalazki – obieraczka do czosnku

Napotykam w moim życiu na mniejsze lub większe rozwiązania, które mają zadanie ułatwiać ludziom życie.
Są to przedmioty codziennego lub nie-codzinnego użytku, rzeczy ułatwiające pracę w domu lub w biurze.
Utworzyłam w brudnopisie tego bloga listę, do której dodaję tego typu rzeczy i dzisiaj postanowiłam przedstawić rzecz pierwszą. Niewielką ale genialną.
Nie będę się upierała, że przedstawiane przez mnie tutaj wynalazki, mają pochodzenie amerykańskie. Być może każdy z Was już dawno o takim czy siakim czymś wiedział. Ja jednak wiele poznałam/nauczyłam się gdy przyszło mi żyć w Ameryce.
Czasami przedmiotem tej serii będzie zwykły ołówek, niby nic specjalnego dla nas Polaków, ale pojęcia mogą nie mieć niektórzy z moich czytelników, jak ważny ołówek jest dla Amerykanów, a co się z nim łączy – temperówka!

Zaczynam od kuchni.
Nazwa robocza wynalazku: obieraczka do czosnku.


Zielony przedmiot po prawej stronie, to właśnie ta niesamowita obieraczka do czosnku. Usprawnia nieprawddopodobnie proces obierania ząbków.


Ząbki wkładamy do środka ‘rurki’.


Naciskamy i rolujemy kilka razy.

Skórka samodzielnie oddziela się od czosnku i ząbki zachowują swój oryginalny kształt.
Gotowe do dalszego użycia.

Extra pożyteczny gadżet w naszej kuchni.

Szkolne wspomnienia

Nudziłam się ostatnio okrutnie na matmie, z tych nudów myślałam o tematach notek na bloga.
Wgapiona bezmyślnie w białe tablice zapisane rozwiązanymi zadaniami (koloowe liczby, od kolorowych pisaków) popłynełam myślami w czasy mojego nie-uczenia się w liceum.
W liceum niewiele czasu poświęcałam na faktyczną naukę, za to godziny upływały mi na przebywaniu w budynku szkoły. Miałam swój osobisty klucz do klasy, przychodziłam ponad pół godziny wcześniej, szkoła w pewnym sensie była moim pierwszym, nie-drugim domem.

Po zielonych tablicach pisało się kredą i ścierało wszystko mokrą-śmierdzącą lub suchą-kurzącą gąbką.
Uwielbiałam pisać na tablicy, uwielbiałam ją ścierać.
W jakieś tam dni, na lekcji matematyki odkryłam, że kolega ze starszej klasy przesiaduje na parapecie korytarza, bo nie chodzi na religię. Więc tablica na matmie błyszczała, bo ja co chwilę wychodziłam do łazienki namoczyć gąbkę, a te wychodzenia oczywiście przeznaczałam na flirtowanie z owym przystojniakiem.
Ach to były czasy…

A jakie teraz są tablice w Polskich szkołach?
Tradycyjne, po których pisze się kredą, czy białe, po których pisze się specjalnymi pisakami?

Wiosna

Mówi mi rodzina z Polski, że wiosna powoli idzie do kraju nad Wisłą, że przeniśniegi i krokusy nieśmiało kwitną, że trawa gdzieśtam się zieleni.
Tutaj wiosna przychodzi w styczniu i często na chwilę lato też zagląda, tak jak w ubiegłym tygodniu temperatura każdego dnia 26 stopni C. Dzisiaj dużo chłodniej, około 15 stopnii C, ale słońce na niebie wspaniałe.

Wiosna w naszym domu oficjalnie zaczyna się wtedy gdy kupuję pęczkami żonkile i robię mój coroczny projekt, wycinam ‘koszyczki’ z papierowej torby i układam w nich żółte kwiatki.




Druga strona torby

W styczniu zamiescilam zdjecie jednej strony torby, a niedawno zauwazylam, ze druga strona tez ma ciekawe wskazowki, zatem dziele sie nimi dzisiaj:

What is an ANDI Score?
Aggregate Nutrient Density Index

It is a number from 1 to 1000 that lets you know how nutritious your food is. The highest scoring food has the most nutrients per calorie. Fill your diet with healthy, beneficial foods by choosing high ANDI score items.

TOP 10 ANDI

1. COLLARD GREENS 1000
2. KALE 1000
3. WATERCRESS 1000
4. BOK CHOY 824
5. SPINACH 739
6. BROCCOLI RABE 715
7. CHNCESE/NAPA CABBAGE 704
8. BRUSSEL SPROUTS 672
9. SWISS CHARD 670
10. ARUGULA 559

Znalazłam pośród dzisiejszych maili…

Pewna para w średnim wieku z północnej części USA zatęskniła w środku mroźnej zimy do ciepła i zdecydowała się pojechać na dół, na Florydę, i zamieszkać w hotelu, w którym spędziła noc poślubną 20 lat wcześniej.

Mąż miał dłuższy urlop, pojechał więc o dzień wcześniej. Po zameldowaniu się w recepcji odkrył, że w pokoju jest komputer i postanowił wysłać maila do żony.

Niestety omylił się o jedną literę. Mail znalazł się w ten sposób w Houston u wdowy po pastorze, która wróciła właśnie do domu z pogrzebu męża i chciała sprawdzić, czy na poczcie elektronicznej są jakieś kondolencje od rodziny i przyjaciół. Jej syn znalazł ją zemdloną przed komputerem i przeczytał na ekranie:

Do: Moja ukochana żona
Temat: Jestem już na miejscu.
Wiem, że jesteś zdziwiona otrzymaniem wiadomości ode mnie. Teraz mają tu komputery i wolno wysyłać maile do najbliższych. Właśnie zameldowałem się. Wszystko jest przygotowane na twoje przybycie jutro. Cieszę się na spotkanie. Mam nadzieję, że twoja podróż będzie równie bezproblemowa, jak moja.
PS: Tu na dole jest naprawdę gorąco.