Z amarylisem historia jest taka:
Przed wielu laty, pracując w Salzburgu, jednym z moich obowiązków było opiekowanie się kwiatami domowymi i ogrodowymi. Wtedy to właśnie poznałam piękno kwitnących hibiskusów i amarylisów. Pierwsze notki w tym temacie pojawiają się wiosną 2005.
Oba te kwiaty zagościły w moim codziennym życiu już poza Salzburgiem.
Po powrocie do Polski w moich mieszkaniowych zawirowaniach towarzyszył mi amarylis kupiony w hipermarkecie.
Niespodziewanie zakwitł na biało i o tym też doniosłam na blogu. Ozdabiał niezbyt przytulną kuchnię, mieszkania które wynajmowałam na Nowym Mieście.
W sposób, którego nauczyłam się w Salzburgu, opiekowałam się cebulą amarylisa a ona każdego roku odwdzięczała się wielkim białym kwiatem. To było w moim mieszkaniu na Grochowie, które przed czterema laty opuściłam wyjeżdżając za miłością do Stanów.
Cebula amarylisa została przemycona w walizce. Nie mogę powiedzieć bym narażała życie, przywożąc ją tutaj, ale wiadomym jest, że ten proceder do legalnych nie należy, bowiem do Stanów Zjednoczonych nie wolno (pod karą konfiskaty, lub może i nawet więzienia) wwozić roślin, warzyw, owoców, wędlin, serów, itp. Bagaże, wraz z tą cebulą, zostały skierowane do specjanego prześwietlenia, a ja przed wyjazdem opakowawszy cebule amarylisa w torbę po holenderskich tulipanach, drżałam i powtarzałam w głowie jak się będę z tej kontrabanty tłumaczyć gdy mnie złapią: “och najmocniej przepraszam, to cebula z Amsterdamu, kupiłam, nie wiedziałam, że nie można itp…”
Troszkę mnie ten przemyt zestresował, ale wszystko wskazuje na to, że ową cebulę cała ta podróż i powyżej opisane okoliczności zestresowały postokroć bardziej, gdyż od lat czterech ani razu nie odwdzięczyła się kwiatem. Obraziła się, albo co? Postępuję z nią dokłądnie tak samo jak w Polsce, warunki klimatyczne w Kalifornii ma wręcz wspaniałe, a jednak oprócz kilku zielonych liści nic z niej nie wyrasta. I proszę i błagam i przepraszam za tą nagłą zmianę kontynentu – nic nie pomaga.
Nabyłam cebulę amarylisa w pobliskim sklepie niejako dla towarzystwa dla tej z Polski. Cebula pierwszego roku zakwitła slicznie, bez niespodzianki, bo zapewne naładowana odpowiednimi odżywkami, nie mogła inaczej. Myślałam, że ten piękny kwiat zawstydzi i zmobilizuje cebulę z Polski do kwitnięcia. Nic.
W ubiegłym roku amerykański amarylis zaraził się chyba od tego polskiego, bo oba zaowocowały tylko liściami, zero kwiatów.
Mamy wiosnę roku bieżącego, przeczytałam wszystkie możliwe publikacje na temat tych kwiatów, odpowiednie doniczki, ziemia, podlewanie i inne ceregiele, no i proszę: czerwony amarylis przebudził się do życia, biały śpi kolejny rok. Czy ja go muszę zabrać do Polski by tam na nowo zakwitł?:-)





Comments

Amarylis(y) — 1 Comment

  1. Amarylisy to dziwne florostworzenia. Mój aktulanie wyrasta tylko łodyga z kwaitem zupełnie bez liści ;) Czekał nas nas kwaituszek ja miezkaliśmuy poza PL i po przyjeżdzie na swięta z jedne jcebuli powitały nas 2 piękne kwiaty, które kwitły przez cały okres naszego pobytu. Mój liście wypuścił w sytczniu jak trochę wiecej słońca sie pojawiło, a jak nadezły kolejne mrozy to liscie odpadły. Dziwna jak dla mnie to roślina, ale urok ma niebywały ;) Taką trochę kocią ma nature :D

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *