Dzisiaj będzie o goleniu. Goleniu się. Kobiet.
Przede wszystkim o sprzęcie, który ułatwia tą czynność.

Jakiś czas temu odkryłam absolutnie wspaniałe golarki Gillette.
Nic im nie brakowało.
Niby jednorazowe, ale jednak ostrza pozwalały na wieloktorne korzystanie.
Niby jednorazowe, ale gdy już zdecydowałam, że chcę nową, wystarczyło zmienić tylko nasadkę.
Nie zacinały, nie podrażniały skóry, a co najważniejsze nie wymagały dodatkowych produktów tj. żelu, pianki, mydła itp. Wygodne pod tym względem zwłaszcza na podróż.


Aż tu proszę Państwa, wyczerpawszy domowe zapasy powyższego produktu, udałam się na zakupy.
Moje ulubione golarki, do których używania tak bardzo się przyzwyczaiłam, zostały wypchnięte przez nową generację. Nabyłam te nowe wynalazki ze swoistą niechęcią (bo po co mi coś nowego, jeśli stare było dobre!) i już po pierwszym użyciu przekonałam się, że padłam ofiarą okrutnego marketingu.
Jak już wspomniałam poprzednie golarki, miały przy ostrzach żel, który pod wpływem kontaktu z wodą, rozpuszczał się i tworzył odpowiednią substancję ułatwiającą golenie. Nowa golarka takiego żelu już nie posiada, więc rozumie się samo przez się, że ten żel, piankę, mydło należy nabyć oddzielnie. I zapłacić! I oto chodzi! Ondotowano zapewne znaczny spadek sprzedaży tych gażdzetów, więc oto należało przerobić doskonały produkt, tak by był niedoskonały, tak by kobiety wraz z zakupem golarki, musiały także nabyć pianki, żele lub odpowiednie mydła.


Ech…


Comments

Z serii: Marketing sreting — No Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *