Czasami czuję się jak papież Jan Paweł II, o którym jedna z anegdot mówi, że nie nosił przy sobie pieniędzy.
W tym właśnie temacie jestem do niego podobna.

Wydawać się pewnie może feministkom i nie tylko, że to straszne, żeby tak totalnie polegać finansowo na partnerze, ale mnie to wcale nie przeraża i ani trochę nie przeszkadza, wręcz odwrotnie, ułatwia mi to życie.

Finansowy luz to coś wspaniałego!

Portfel oczywiście posiadam, a w nim książeczka czekowa i kilka kart kredytowych, np. platynowy amex, który dostałam na urodziny. Comiesięczna wypłata pobierana w postaci czeków, które przekazuję do banku, sprawia, że mogę śmiało poczuć niewielką, ale jednak, niezależność w temacie kaski. Mogę, ale nie muszę, gdyż nie mam w sobie tego feministycznego genu udowadniania światu, że mogę/chcę/muszę zarabiać więcej niż faceci.
Moje staroświeckie podejście do życia głosi, że kobieta nie musi świetnie zarabiać, ważne by umiała na przykład ładnie nakryć do stołu i ugotować smaczną zupę – choćby dla tego, który dobrze zarabia w jej gospodarstwie:-)

Wszelkie dotąd zarobione przeze mnie dolary leżą w banku i czekają sobie na tak zwaną czarną godzinę, która mam nadzieję nigdy nie nadejdzie…

Bez pieniędzy w portfelu, bez telefonu przy sobie, nie ogarnia mnie panika.
Czuję się OK.
I nie wiem jak długo taki stan się utrzyma, ale na ten moment cieszy mnie taki układ rzeczy.

Papież nie miał przy sobie pieniędzy, trzymał je dla niego w razie nagłej potrzeby biskup Dziwisz.
Gdy nie mam przy sobie pieniędzy, ma je dla mnie w razie nagłej potrzeby mój dobry mąż.


Comments

Czasami czuję się jak papież — No Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *