To był listopad 2009 roku gdy jako student employee zaczęłam pracować w szkolnej administracji.
Otrzymywałam wtedy 8 dolarów na godzinę. Po 200 przepracowanych godzinach superwajzor przeprowadziła ze mną ewaluację. Oceniła poszczególne obszary moich obowiązków i podpisała dokumencik decydujący o (moim) przejściu ze ‘stepu A’ do ‘stepu B’ i co z tym związane – o podwyżce. Od tamtej pory otrzymywałam za każdą przepracowaną godzinę 8 dolarów i 40 centów. Gdy przekroczyłam 600 godzin wezwano mnie na kolejną ewaluację mojej pracy, znowu zostałam poddana ocenie (pozytywnej) i superwajzor podpisała nowy dokument z decyzją o przejściu ze ‘stepu B’ do ‘stepu C’ – kolejna podwyżka – $ 8.70
Tak właśnie wygląda ścieżka kariery studenta, który pracuje w naszej szkole.
Wszystko bardzo klarowne, konkretne, udokumentowane. Jeśli przepracowałeś 200 godzin i Twój szef jest z Ciebie zadowolony to automatycznie przechodzisz do następnego etapu. To samo po 600 godzinach, dobra ocena z ewaluacji i znowu hop – piętro wyżej w drabinie kariery; step c to ostatni etap, wyżej się nie da, kolejnych podwyżek nie przewidziano.
Nie ma żadnych okresów próbnych, premii uznaniowych, nadgodzin, niepewności, stresów czy przedłużą mi umowę, czy nie.
Oczywiście powyższe odnosi się do mojego stanowiska w tej konkretnej instytucji.
Ścieżka kariery w prywatnej firmie może wyglądać zupełnie inaczej.

Dwa tygdnie temu vice prezydent szkoły przekazała mi informację, że moje nazwisko padło w rozmowie między nią a koordynatorką tutorialu*. Zaproponowano mnie na stanowisko asystentki wspomnianej koordynatorki.
Na stanowisku, które miałabym objąć, nie byłabym już student employee. Tu już mowa o poważniejszej relacji i co za tym idzie wyższym wynagrodzeniu.

Dzisiaj Cheryl (moja nauczycielka od matmy) oficjalnie zaproponowała mi ową pracę. Ofertę przyjęłam.

Zatem nadal będę student employee w dziekanacie – 16 godzin tygodniowo, a od przyszłego poniedziałku również administrative assistant w tutorialu – 10 godzin tygodniowo.
Ponadto wciąż jestem regularnym pełnoczasowym studentem.

* * *
Tutorial – długo zastanawiałam się nad polskim odpowiednikiem. Trudno jest tutaj podać jedno konkretne słowo. Jeśli tutor to nauczyciel, korepetytor, pomagacz a tutoring to nauczanie, korepetycje, zajęcia wyrównawcze, douczanie, to tutorial stanowi pomieszczenie, w którym powyższe nauczanie/pomaganie/ ma miejsce.
Taki tutorial jest w naszej szkole, korzystałam z niego bardzo często gdy uczyłam się hiszpańskiego. Grupa uczniów chcących powtórzyć materiał do testu, odrobić pracą domową, wyjaśnić zawiłość gramatyczne spotykała się z tutorem bezpłatnie (!) w ramach dodatkowych nieobowiązkowych zajęć.
Tutorial pełen jest korepetytorów (nauczycieli lub/i studentów), którzy pomagają innym zrozumieć matmę, chemię, angielski, hiszpański i kilka innych przedmiotów.
Cała ta instytucja jest moim zdaniem świetnie skoordynowana, nastawiona na absolutną pomoc studentom w odniesieniu sukcesów w kursach, które biorą. Jeśli nie zrozumiesz tematu na lekcji, a nauczyciel z jakiegoś powodu nie może poświęcić Ci czasu na wyjaśnienia, zawsze zrobi to tutor.

Tutaj więcej info dla ciekawych:
http://online.santarosa.edu/presentation/page/?21591


Comments

Drobny awansik — No Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *