Wyobrazmy sobie jakis miernik.
O chocby taki pierwszy lepszy, ktory znalazlam w googlowych zdjeciach:

Na skali powyzszego urzadzenia widac podzialke od 0 do 10.

Załóżmy, ze taki miernik po odpowiednim podlaczeniu do czlowieka wskazuje jego poczucie leku. W moim przypadku juz bez powyzszego badania znam jego rezultat. Wskazowka od razu znalazlaby sie przy 10tce, i wielce prawdopodbne, ze zwykly miernik nie wyrzymalby tego pomiaru, moje natezenie leku mogloby go najzwyczajniej popsuc.

Moje poczucie leku przewyzsza wszelkie normy.
Ja sie chronicznie-notorycznie boje.
Boje sie rzeczy czy sytuacji, ktore dla znakomitej wiekszosci ludzi sa dniem powszednim.
Czasami mysle o sobie, ze jestem tak bardzo bojacym sie czlowiekiem, ze nic i nikt nie jest/nie bedzie w stanie tych moich lekow zlikwidowac, albo przynajmniej zminimalizowac.

Czemu ja nie mam prawda jazdy?
Bo sie boje jedzic autem. Ja sie boje jedzic nawet jako pasazer. Nie widze w jezdzie samochodem zadnej przyjemnosc, widze natomiast ogromny stres. Tu trzeba odpowiedniego refleksu, umiejetnosci oszacowywania odleglosci, zaufania do innych kierowcow (ze ich glownym celem nie jest kolizja ze mna), wiedzy o samochodzie i tych wszystkich rzeczach typu jak parkowac, jak tankowac, jak gdzies dojechac, jak dbac, jak odliczac od podatku, tip…
Boje sie tej wiedzy, boje sie, ze to wszystko nie wejdzie mi do glowy.
Boje sie, ze bede koszmarnym kierowca, ze nie bede mogla ruszyc z miejsca bo taka bede przestraszona tym wszystkim.

Czemu nie uprawiam sportu?
Bo sie boje.
Czuje dokladnie taki sam lek jak do jazdy samochodem.
Ktos mi niedawno powiedzial: “Nie boj sie, jazda samochodem to tak jak jazda na rowerze!” Tak, ten ktos nie wiedzial, ze ja sie tez boje jezdzic na rowerze. Boje sie upadku, boje sie, ze ktos mnie potraci gdy jade ulica, boje sie, ze na kogos wjade, gdy jade sciezka rowerowa. Nie ma we mnie luzu i radosci gdy siedze na rowerze. Nawet nie potrafie sluchac muzyki jadac bo tak strasznie sie boje, ze mnie ta muzyka rozproszy. Gdy jade rowerem rzadzi mna tylko i wylacznie ogromny lek.
Dlatego tak rzadko roweruje.
A rower mam przeciez taki piekny… i tak tutaj bezpiecznie…

Narty.
Najpierw balam sie tak mocno, ze nie bylam w stanie nawet sprobowac. Potem troszke sie odwazylam, ale przezywanie rownoczesnie z probami tego wielkiego stresu zniechecilo mnie. W ubieglym roku znowu walczylam z moim strachem, ale kurcze, on jest tak wielki, ze za nic nie potrafie go pokonac. Za nic.
Widze rozesmianych ludzi na wyciagach – na wyciagu ja sie potrafie tylko martwic o to by sie krzeselko nie oderwalo, albo bym nie spadla.
Widze rezesmianych ludzi zjezdzajacych ze stokow, w tak roznym wieku – ja zsowam sie z oslej laczki jak ostatnia pokraka i mysle tylko o zdjeciu nart.

Basen.
Piekny mamy basen przy domu.
Za gleboki dla Marysi.
Boje sie w nim plywac. Doplywam do polowy i wracam do brzegu, bo druga polowa jest juz dla mnie za gleboka.

Boje sie byc mama.
Boje sie studiowac.
Boje sie podrozy samolotem.
Boje sie przechodzic przez ulice.
Boje sie jezdzic winda.
Boje sie hustawek.
Boje sie…

Jakies niepomierzalne zloza leku we mnie siedza i czasami chcialabym spytac moich rodzicow czemu tak mam, czemu oni nie zaszczepili we mnie odwagi do tych wszystkich podstawowych zyciowych sytuacji, ktore mnie przerazaja, ktorych ja sie boje…


Comments

Bo ja sie boje… — 5 Comments

  1. Poprawione!
    Ja i moje nieszczęsne ortografy. Wstyd!!!
    Pełno ich zwłaszcza w notkach bez polskich znaków czyli tych, które dodaje z pracowego komputera.

  2. Rzeczywiście strasznie strachliwa jesteś Marysiu, powodzenia w zwalczaniu strachu, ja też boję się wielu rzeczy, ale wolę o tym nie myśleć, bo będę bała się więcej.

  3. Patrząc pozytywnie ;) Latać samolotem się boisz, ale całkiem sprawnie dajesz sobie rade z tym strachem ;) Najlepiej w walce ze strachem jest chwycić byka za rogi. Inaczej się nie da. Pamietam do dziś mój okrutny lęk wysokości… pojechałam w góry, jeszcze jako dziecko, chcoaz mogłam nad morze. Pamiętam tylko czarne plamy przed oczyma, starte kolana z pierszego zejścia z najbardziej stromej i wysokiej góry w świecie – gubałówki. Weszłam drugi raz i drugi raz już więcej widziałam ;) Strach może Ci dać bardzo dużo siły i determinacji ;) A już w macierzyśntwie strachy wedrują głęboko w pięty ;) Wtedy Ty dajesz przykład największej w swiecie odwagi, chociaż bać się bedziesz ;) Pozdrowienia serdeczne z końca geografii Polski;)

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *