Miała lat 9 gdy chodziła do trzeciej klasy szkoły podstawowej. To był pierwszy dzień wiosny i jej klasa wraz z wychowawczynią i dwiema mamami do dodatkowej opieki wyruszyła na spacer do pobliskiego lasu. W lesie tym, jak wiadomo mieszkańcom Gdyni, płynie sobie Kacza Rzeczka. Szyły dzieci tamtego dnia nad Kaczą zatopić Marzannę.
Mała dziewczynka nie czuła się tego dnia najlepiej. Spacer nie należał do przyjemnych, zostawała na końcu grupy, bolał ją brzuch, słabła, chowając się za drzewami kucała i wymiotowała. Zwróciło jej zachowanie uwagę nauczycielki, która zadecydowała o powrocie klasy do szkoły. Mała dziewczynka znalazła się w taksówce z jedną z mam, pojechały do szpitala w Redłowie. Tam zdiagnozowano wyrostek, ale po okrutnej lewatywie, wszystko wróciło do normy i dziewczynka wróciła tego samego dnia do domu.
Dokładnie trzy lata później, mała dziewczynka już trochę większa, już jako uczennica szóstej klasy innej szkoły podstawowej czuła się nie najlepiej a objawy bardzo przypominały te poprzednio opisane. To był również pierwszy dzień wiosny, nie było szkoły a na lekcje religii chodziło się do salki katechetycznej przy kościele. Dziewczynka poszła na religię, ale ledwo z niej wróciła. Ból brzucha był ogromny, znowu wymiotowała. Zawieziono ją wieczorem do Redłowskiego szpitala, gdzie nad ranem miała operację wyrostka.
Leżała na oddziale dziecięcym, na parterze, do innych dzieci jakoś rodzice mogli przychodzić, opiekować się, karmić, jej rodzic jakoś nie dotarł. Przynosił jej owoce co drugi dzień i podawał przez okno. O bliższym kontakcie mowy nie było.
Dziewczynka spędziła w szpitalu 7 dni i gdy pewnego poranka zobaczyła, że pani doktor na obchodzie zabrała jej kartę z uchwytu przy łóżku, wpadła w rozpacz. Wiedziała bowiem co oznacza zabrana przez personel szpitala karta. Wiedziała, że dzisiaj wychodzi do domu. Do domu do którego wcale jej się nie spieszy bo przecież w tym szpitalu jest dużo fajniej. Tutaj wszyscy się troszczą, opiekują, pytają o jej samopoczucie. Tutaj są pyszne posiłki i nikt nie krzyczy, że trzeba szybko i wszystko zjeść.
Dziewczynka pobiegła do gabinetu pani doktor. Ta właśnie pisała na maszynie wypis ze szpitala z zaleceniami na następne dwa tygodnie. Dziewczynka wyprosiła panią doktor o dodatkowy dzień pobytu w szpitalu. Powiedziała, że jej rodzina nie wie, że ma dzisiaj ją odebrać, że nikt pewnie po nią nie przyjedzie, więc lepiej żeby została do jutra. Pani doktor w obecności pielęgniarek powiedziała, że to pierwszy taki przypadek w jej karierze, żeby dziecku nie zależało na szybkim powrocie do domu po operacji, żeby nie chciało mu się wracać do rodziców.
Następnego dnia na obchodzie dwunastoletnia dziewczynka, zapytała się pana doktora o przepuklinę, powiedziała, że ma takie dwie i zapytała czy można to zoperować. Jakaż wielka była jej radość gdy doktor przyniósł kalendarz i umówił się z nią na zabieg w czerwcu po zakończeniu roku szkolnego.
Zaraz po odebraniu świadectwa promocji do klasy siódmej, dziewczynka udała się na odział chirurgii dziecięcej szpitala w Redłowie. Szczęśliwa, że spędzi kilka następnych dni w tak wspaniałym miejscu, gdzie wszyscy będą się o nią troszczyć.


Comments

Z pamięci pewnej małej dziewczynki… — 2 Comments

  1. O rany, nie wiem co na to odpisać, współczuję może tylko tyle i ciesz się tym że teraz masz cudowne życie i kochającego męża, a co było a nie jest nie pisze się w rejestr.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *