Mała dziewczynka był niejadkiem.
Być może nie lubiła jeść, a może jedzenie jej nie smakowało…
Pamięta te okrutne awantury przy stole, za każdym razem gdy nie mogła dokończyć posiłku. Pamięta pasek leżący obok talerza, którego zadaniem było wzbudzanie strachu: ‘nie zjesz obiadu – dostaniesz lanie’. Jakaż to wspaniała pedagogiczna metoda! W tym ogromnym stresie przed laniem żołądek dziewczynki jeszcze bardziej się kurczył i oczywiście, że niemożliwym było spokojne dokończenie kotleta.
Dziewczynka pamięta, jak jedzenie cofało się, wracało z przełyku i wypełniało jej buzię, ale ona nie mogła tego wypluć. Musiała znowu to połykać. Gdyby zwróciła, tato na pewno by ją zabił.
Straszne było dzieciństwo dziewczynki ‘od kuchni’.
Jedzenie nie było dla niej nauką o smakach, rozpoznawaniem ulubionych potraw, tęsknotą za smacznym posiłkiem w wykonaniu jej rodziców specjalnie dla niej. O nie. Nic takiego nie pamięta. Pamięta terror, wieczne upokorzenia, awantury pod tytułem ‘wszyscy już zjedli, już pozmywane, a ty wciąż siedzisz nad swoim talerzem’.

Kiedyś coś w dziewczynce pękło. Kiedyś pod wpływem tych posiłkowych wojen, które zawsze przegrywała, coś się wewnętrznie rozdarło, jakaś przestrzeń bez dna otworzyła się w jej brzuszku. Od tamtej pory dziewczynka nigdy już nie mogła się najeść. Jadła, jadła, jadła i zawsze była głodna. Nie było mowy o jakimś najedzeniu, nasyceniu, o myślach w stylu: ‘ale się obżarłam’. Nie. Dziewczynka była wiecznie głodna. Ile by nie zjadła, zawsze było jej mało. Dziewczynka przytyła, ku zadowoleniu ówczesnego społeczeństwa: ‘grube dziecko – zdrowe dziecko’.

Jak bardzo rodzice mogą świadomie lub nie skrzywdzić swoje dzieci.
Jak bardzo mogą zaszczepić w nich lęk przed głodem. Najedzmy się wszyscy na zapas.
Jak bardzo mogą obrzydzić wszelkie posiłki, ich przygotowywanie, jedzenie, wmuszanie.

* * *

Lubię jeść. Nawet bardzo.
Wciąż jestem ZAWSZE GŁODNA.
Jadam niezwykle szybko, tak jakbym już zawsze przed oczami miała obraz tego paska na stole: ‘pośpiesz się, czekamy, wszyscy już skończyli’. Teraz zawsze kończę pierwsza. Gdy mój mąż jeszcze długo, długo rozkoszuje się smakiem obiadu, ja już kończę deser.

Dumna jestem z tego, że potrafię gotować i gotuję.
Brakuje mi bardzo babcinych/maminych porad w kuchni. Czasami jedna drobna uwaga mogłaby mi pomóc osiągnąć jakiś kulinarny sukces, ale nie mam kogo zapytać. Półki w księgarniach uginają się pod stosem książek kucharskich, ale to nie to samo. W książce nie znajdzie się tych rodzinnych sekretów, porad, z pokolenia na pokolenie przekazywanych przepisów.

Żyjemy po to żeby jeść, czy jemy po to żeby żyć?


Comments

Z pamięci pewnej małej dziewczynki… — No Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *