Wierni czytelnicy zapewne pamiętają majową notkę gdzie pisałam o planie sprzątania mojego warszawskiego mieszkania i strychu.
Pytałam się wtedy o możliwość oddania ubrań używanych. Za wszelkie porady serdecznie dziękuje.
Kuzynka-sąsiadka zadbała o to by wszystkie wory z ubraniami trafiły do człowieka, który koordynował pomoc powodzianom. Mam nadzieje, że komuś przydadzą się te wszystkie rzeczy, których ja już nie będę potrzebować.

Nasze (bo mąż mi bardzo wtedy pomagał) zadanie polegało nie tylko na segregacji ubrań do oddania. Chcieliśmy odgruzować strych od wszystkich gratów jakie się tam uzbierały od mojej pamiętnej przeprowadzki do tego małego eM.
Nie chce się tu nazywać śmieciarą, ale w sumie to wszystko co wyrzuciliśmy śmiało można uznać za ‘wtedy przydatne’ teraz ‘śmieci’.

Niezliczoną ilość kursów ze strychu na osiedlowy śmietnik wykonał mój mąż z kartonami, pudłami, opakowaniami od wszystkiego co kiedyś kupiłam. Wszystko gromadziłam na strychu. Tak dla zasady ‘w razie gdybym musiała coś oddać/zareklamować/przewieść/odsprzedać – to niech ma oryginalne opakowanie’.
Kartonowe opakowania zimą zawilgotniały, latem się wysuszyły i oczywiście przykrył je kilkuletni kurz. To była naprawdę brudna robota, ale cel został osiągnięty: strych opustoszał i zostały na nim już tylko naprawdę potrzebne rzeczy.

A czemu w tytule notki pojawia się czajnik?
Z czajnikiem to było tak: zawsze byłam na bakier z czajnikami elektrycznymi. W głowie mi się ułożyło, że prąd jest droższy od gazu, a czajniki bezprzewodowe zużywają dużo energii. W ramach oszczędności mych i tak wtedy skromnych środków płatniczych i chyba też z tradycji, pozostałam wierna czajnikom, w których wodę gotuje się na gazie.
Jakiś tam tani czajnik kupiłam kiedyś i służył mi on przez dobrych kilka lat. Ale się wysłużył i czas było na nowy. Przy okazji zakupów w Złotych Tarasach nabyliśmy czajnik w Saturnie. Ale nie była to łatwa decyzja. Otóż okazało się, że sklep ma na składzie tysiące czajników elektrycznych, a zaledwie kilka tradycyjnych. Mało tego, czajniki elektryczne (nie te z górnej półki) były zdecydowanie tańsze.
W końcu nabyliśmy taki w cenie około 60zł.

Po zagotowaniu wody w naszym nowym czajniku, herbata posiadała biały nalot. Nie mogliśmy zdiagnozować czy to od wody, czy od sprzętu w którym była gotowana.
No nic, nalot po jakimś czasie przestał być widoczny.
Za to naszym oczom ukazała się RDZA.
Tak, w czajniku nierdzewnym pojawiła się rdza, która sama w sobie niczym super niebezpiecznym nie jest, ale po co reklamować rzecz, jako nierdzewną gdy ta w kontakcie z wodą od razu zaczyna rdzewieć?!

Materiał, z którego czajnik został wykonany być może jest nierdzewny.
Ale jakiś pajac postanowił całość zaopatrzyć w śrubki, nie sprawdzając uprzednio czy te aby nie rdzewieją.


No i się zdenerwowałam. Że tak się nabrałam. Że tyle czasu w tym sklepie się zastanawiałam nad wyborem. Że zapłaciłam specjalnie trochę więcej, żeby już mieć taki jaki chcę i co?

I gdybym tylko miała paragon i ten kartonik…
Grrrrr!
Paragon gdzieś przepadł, wszystkie paragony z zakupów zrobionych podczas naszego pobytu w Polsce na jednej kupce, ale tego z Saturna brak.
No i kartonik w śmieciach, pewnie właśnie z paragonem.
Bo kto by pomyślał, że taki czajnik może mieć jakąś wadę i trzeba będzie go oddać…
Tych kilka lat temu pewnie kartonik wylądowałby na strychu, pośród innych podobnych mu opakowań.
Ale my właśnie ten strych sprzątnęliśmy.
Wszystkie pudła trafiły do śmieci z założeniem, że już nam nie będą potrzebne, a skoro sprzęt w nich zakupiony działa bez zarzutu, to pewnie nie będzie potrzeby zwrotów w ‘oryginalnym opakowaniu’.

A jednak.
A jednak ten jeden kartonik powinien był trafić na strych.


Comments

Czajnik — 2 Comments

  1. Też tak mam że wszystko gromadzę i mieszkanie robi się jak z gumy, za tani ten czajnik ja kupiłam za 100 i jest ok a już ponad rok działa

  2. Oby to był wyjątek potwierdzający regułę ;) Ot, złośliwość rzeczy martwych ;)

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *