Mała dziewczynka okulary nosiła od drugiego roku życia. Była mała wiec okulary też były małe. I brzydkie.
Chodziła dzielnie do niejednego okulisty. Zdiagnozowano: jej lewe oko jest bardzo słabe, dziewczynka prawie go nie używa, no bo jak niby patrzeć przez oko, które wszystko widzi rozmazane? Doktorzy nie potrafili ustalić spójnej teorii czy dziewczynka ma zeza właśnie przez to słabe oko, czy zez to oko jej osłabił. To pytanie towarzyszyło jej przez cale najmłodsze dzieciństwo.
W pamięci dziewczynki wciąż pozostają wspomnienia, gdy spóźniała się czasami do przedszkola bo jeździła z rodzicami (najczęściej z tatą, bo mama w pracy) na tak zwane naświetlania. Naświetlania miały miejsce w gdyńskiej przychodni przy ulicy 22 lipca (zawsze pamiętała, bo to przecież dzień jej urodzin), na którymś tam pietrze, w ciemnym pokoju. Tak, pokój miał zasłonięte okna, ciemne ściany, a na jednej z nich naklejony był obrazek z typowego dla tamtego okresu kalendarza. Obrazek z kotkiem, pieskiem, czasem jakieś kwiaty. Zakrywano dzieciom zdrowe oczka i kazano wysilać te słabsze, te zezujące. W ciemnym pokoju była tylko jedna mała lampka, która sama się zapalała i gasła. Może co minutę, może co pół, mała dziewczynka wtedy nie znała przecież podziału na sekundy, minuty, godziny. Po takim ‘posiedzeniu’ w ciemnościach przychodnianego pokoju, czasami w samotności, czasami w towarzystwie jakiegoś innego nieznanego zezola, przechodziło się do drugiego pomieszczenia już ze światłem i tam spędzało się jakiś czas na zabawie. Z okiem wciąż zasłoniętym. Taka to była metoda wali z zezem.
Czy aby skuteczna?
Zez malej dziewczynki walkę przegrał, wiec może jednak tak:-)

* * *
Po trzydziestu latach chciałoby się zapytać jakiegoś okulistę, czy dzisiaj nadal zamyka się maluchy w ciemnym pokoju i każe wpatrywać w migający obrazek na ścianie.


Comments

Z pamięci pewnej małej dziewczynki… — 1 Comment

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *