Autorytety w moim życiu legły w gruzach. Gruzach okrutnej prawdy i ludzkiej głupoty.
Na szczęście nie było ich wiele. Kilka zaledwie śmiertelników, którzy wydawało mi się są wielcy. Już nie są i dzięki nim, nie będzie ich i innych nigdy więcej. Ludzie są tylko ludźmi, nawet jeśli trochę więcej w życiu osiągnęli, nawet jeśli osiągnęli swoistą sławę, nawet jeśli w moim przekonaniu i przekonaniu innych uchodzili za ponadprzeciętnych, lepszych, mądrzejszych, to i tak okazało się ‘po wszystkim’, że to tylko/zaledwie żałośni kłamcy, krętacze, oszuści. Doskonali aktorzy ról w których się sami obsadzili.

I tak oto na pierwszym miejscu, dobrych parę lat temu, z piedestału arcy-wielkiego polskiego psychoterapeuty spadł Wojtek Eichelberger. Oj uprawiałam wszech-uwielbienie tego psychologa i autora wielu, swoją drogą, znakomitych książek i artykułów. Moja naiwność i fascynacja Wojtkiem wytworzyły obraz nieskazitelnie czystego, uduchowionego (buddysta), profesjonalnego w każdym calu autorytetu z zakresu psychologii i psychoterapii.
Spadł dwa razy.
I już nie powstał.
Owszem nie wyrzuciłam jego książek i pewnie nie raz do nich powrócę, albo komuś polecę, to jednak zawsze już bez tej specyficznej fascynacji jego osobą.
Ten oto mój ex-autorytet podpadł mi pierwszy raz gdy w chwilę po ujawnieniu skandalu z Samsonowiczem, wstawił się za nim, bardzo go broniąc. Drugi raz gdy z wiarygodnych źródeł dowiedziałam się jak to zdradzał swoją żonę ze swoją pacjentką.
Niby tylko pomoc przyjacielowi po fachu, niby tylko zdrada małżeńska, nic takiego, prawda? No niestety, mój autorytet tak robić nie powinien:-)

Drugie miejsce od niedawna piastuje Ryszard Kapuściński. Pięknie Rysiu, pięknie… nie można było od razu uznać się za pisarza (znakomitego, poczytnego) tylko trzeba się było owijać w to całe reporterstwo? Zawiodłam się jak rzadko.
Reportaże, szkoły reportażu i inne takie, a wszystko to jedna wielka ściema jak się teraz okazuje. Fantazjował Rysiu ile wlezie, fabularyzował swoje reporterskie opowieści, pisał o miejscach w których albo w ogóle nie był, albo był w zupełnie innym czasie – czy to jest reporterstwo?!
Był moim autorytetem, teraz jest tylko autorem dobrych książek – NIE-reportaży

Na trzecim miejscu…
ech i tak to już nie jest ważne…

Czy jest ktoś jeszcze?
Oczywiście, że tak, ale aż szkoda mi o tym pisać. Wciąż jestem w ogromnym szoku. Ogromnym! Tym razem jest to ktoś o wiele bardziej mi bliski. Ech… smutno mi, przykro i bardzo, bardzo współczuję.

Życie toczy się dalej.
Moje życie już bez autorytetów.


Comments

Autorytety — 1 Comment

  1. Tak to właśnie jest z tymi autorytetami, dlatego ja już od dawna nie mam, bo nie warto sobie tym zaprzątać głowy, to tylko ludzie i robią to samo co wszyscy a nawet pozwalają sobie na więcej.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *