Książki zawsze stanowią sporą część naszego bagażu w drodze powrotnej z Polski.
Walizki upchane lekturami w języku polskim i francuskim często bywają sprawdzane gdzieś tam na lotniskach, bo podejrzanie małe ale bardzo ciężkie.
Cóż przywiozłam dla siebie z tegorocznych wakacji? Nie dużo tym razem, bo wciąż na półkach są książki z poprzednich podróży, których dotąd nie przeczytałam, bo w szkole każą mi czytać po angielsku:-)

Przywiozłam “Imię Róży” Umberto Eco, książką ta wciąż jest na pierwszym miejscu. Przeczytałam ją w klasie maturalnej i jeśli tylko ktoś mnie pyta o moją ulubioną książkę, zawsze wymieniam ten tytuł. Pomyślałam, że po 15stu latach warto przeczytać ją ponownie, skoro i tak jest NAJ to z pewnością się nie zawiodę:-)

Druga od góry to “Skrzypce z Auschwitz” młodej hiszpańskiej autorki Marii Anglady. Mam słabość do hiszpańskich pisarzy, jeszcze nigdy nie zawiodłam się na literaturze z Półwyspu Iberyjskiego.

O tym co by się stało gdyby Adolf Hitler dostał się na Akademię Sztuk Pięknych i studiował malarstwo spełniając swoje marzenie, opowiada książka Ericka-Emmanuela Schmitta “Przypadek Adolfa H.” Początek tej lektury jest fascynujący, środek trochę nudnawy, a końca jeszcze nie doczytałam. Ale całość napisana dobrym językiem znanego francuskiego autora. Niedawno czytałam “Dziecko Noego” Schmitta, smutna, cudowna opowieść.

“Ostatni czytelnik” Davida Toscana to opowieść prosto z Meksyku. Czy mi się będzie podobać? Dowiem się gdy przeczytam:-)

Tomka Tryznę znam z jego dwóch poprzednich powieści “Idź, kochaj” i “Panna Nikt”, obie bardzo dobrze mi się czytało. Ta najnowsza “Blady Niko” w księgarni została odrzucona przez mojego męża, no ale nie zawsze przecież czytamy te same książki, więc wylądowała w moim koszyku:-)

Następna w kolejności na zdjęciu jest “Wyspa” Sandora Marai. Jeśli nie mieliście dotąd okazji poczytać wspaniałej prozy tego węgierskiego pisarza, polecam ogromnie. Bardzo spokojne, odległe w czasie (końcówka XIX i początek XX wieku), krótkie piękne historie. Zacznijcie od “Żaru”, jeśli się Wam spodoba to inne są w podobnym klimacie.

Obowiązkowo felietony Joanny Szczepkowskiej tym razem w zbiorze “Piasek ze szkła”. Szczepkowską czytywałam w Wysokich Obcasach papierowych i online. Chciałabym się uczyć od niej felietonopisarstwa.

“Twórcze pisanie dla młodych panien” Izabeli Filipiak towarzyszy mi od dawien dawna. Zawsze obiecuje sobie, że zacznę pisać wprawki według jej pomysłów i jak dotąd na obietnicach się kończy. Może jednak pewnego dnia… dlatego chcę by ta książka zawsze była w zasięgu.

Po naszej podróży na Dominikanę zainteresował mnie Krzysiek Kolumb, więc zakupiłam za kilka zaledwie złotych na allegro książkę Jakuba Wassermanna wydaną w roku 1949 pt.”Krzysztof Kolumb”. Wyzwaniem jest język jakim została napisana, niby polski (tłumaczenie), a jednak jakiś taki odległy.

“Stanisław Bareja. Król krzywego zwierciadła”, jak ktoś kto kocha Bareję, jest fanem ogromnej większości jego filmów, odmówiłby sobie takiej lektury? Nie mogłam sobie odmówić.

“Poland” to jeden z wielu anglojęzycznych albumów-przewodników po pewnym:-) kraju w centrum Europy. Nie dla mnie. Dla tych co się Polską interesują, może nawet chcą ją odwiedzić. Niech poczytają zanim się wybiorą.

“W oczekiwaniu na dziecko” – tytuł mówi sam za siebie.

Bardzo dobra książka o ziołach, bo próbuję wszystkiego w walce z moimi migrenowymi bólami głowy, to “Apteka Pana Boga”. Zawiera ogromną widzę z zakresu zielarstwa.

Przyjechała ze mną jeszcze jedna książka, której nie ma na powyższym zdjęciu. Była w moim bagażu podręcznym i skończyłam ją czytać jeszcze w samolocie. Na pytanie ‘co się teraz czyta w Polsce?’ Ewa powiedziała mi o milenijnej trylogii. Nabyłam “Mężczyzn którzy nienawidzą kobiet” Stiega Larssona i moje podróże samolotem wypełniły się tą lekturą. Książkę polecić mogę, ale uwaga na język. Daleko temu do dobrej literatury, dialogi prymitywne, słownictwo na poziomie szkoły podstawowej, wulgaryzmy, którym nie jestem przeciwna, ale tutaj jakieś takie nie na miejscu. Zastanawiam się właśnie czy to wina bardzo ubogiego tłumaczenia, czy pan pisarz się nie bardzo wysilił? Ale fabuła wartka, czyta się błyskawicznie. Właśnie zaczęłam czytać drugą część ale tym razem po angielsku.

Moje ulubione komiksy rysowane przez Szarlote Pawel nie zmieściły się do walizki. Przylecą tutaj następnym razem.


Comments

Książki — No Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *