Już jesteśmy spakowani. Jeszcze jakieś drobiazgi do bagażu podręczonego i właściwie już moglibyśmy jechać na lotnisko. Sama nie wiem co nami zawładnęło, że postanowiliśmy zrobić to tak szybko, przecież lecimy dopiero w niedzielę, spokojnie moglibyśmy poświęcić na pakowanie sobotni wieczór.

Trzy duże walizki czekają na wyjazd i rozważamy zabranie czwartej, tylko po to by mieć ją na powrót. O ironio znacznie więcej rzeczy przywozimy niż zawozimy do Polski.

A ja niby bardzo się cieszę na te nasze europejskie wakacje, ale też bardzo boję.
Jak zwykle najbardziej lotów a teraz jeszcze z domieszką wulkanu.
Boję się tych okrutnych powodzi, które nękają nasz kraj.
Obawiam się atmosfery przedwyborczej.
Początkowo myślałam, że nawet dobrze się składa, że będziemy mogli wziąć udział w wyborach prezydenckich, teraz przestaję tak myśleć – nie wiem na kogo oddać głos i nie wiem czy wato, skoro i tak w Polsce jestem bardziej turystą niż mieszkańcem.

Jak zwykle boję się kierowców bez najmniejszej kultury, absolutnie nie szanujących przechodniów…
Na samą myśl o Poczcie Polskiej i tych ogromnych kolejkach po znaczek, po przesyłkę, po cokolwiek, zaczyna boleć mnie brzuch…
A co z pociągami z Warszawy w stronę Gdańska? Pojadą czy nie? A jeśli tak to czemu odległość 350 km pokonają w 5-6 godzin?

A jednak mimo tych i innych niefajnych sytuacji, których się już obawiam, ciągnie mnie do Polski.
Do spotkań z rodziną i znajomymi, do pączków u Bliklego, do zakupów w Empiku, do tatara U Kucharzy, do spacerów brzegiem Bałtyku. I dziwią mnie nadal spotkani tu Polacy, którzy mówią, że 17 lat już nie byli w kraju. Może ja kiedyś też osiągnę taki stan, że mi się nie będzie chciało, że nie będę miała potrzeby, że polska rzeczywistość będzie mnie bardziej przerażać niż cieszyć więc po co się tam pchać…
Póki co pcham się radosna z odrobiną moich lęków.

W naszych podróżach jeden szczególny moment lubię najbardziej i zawsze bardzo go wyczekuję.
To jest ta chwila kiedy po dłuższej nieobecności wchodzimy do domu. Witamy się z kotami, Grzegorz wnosi walizki, ja szybko podlewam kwiaty, a potem toniemy przez jakiś czas w wielgachnym bałaganie. Bałaganie rzeczy przywiezionych: brudnych i czystych ubrań, nowych kreacji, książek, galaretek i kisieli, winiarowych pomysłów na kurczaka, princepoli i ptasichmleczek, kosmetyków i innych różności.
Według naszych planów ten moment wypada na 6 lipca i już dzisiaj go wyglądam:-)

Spokojnych wakacji pełnych wypoczynku życzę wszystkim!


Comments

Przed podróżą — 1 Comment

  1. Mieliśmy się spotkać i się nie dogadałyśmy i się nie spotkamy chyba że tutaj zajrzysz to napisz mi na maila gdzie i jak.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *