Przychodzą takie chwile kiedy głębiej zastanawiam się nad moim pisaniem. Nad warsztatem, którego przecież nie mam, bo ani ze mnie filolog, ani poetka, ani reporterka, ani wykształcona pisarka.
W moim pisaniu kieruję się zasadą: pisać tak by czytelnik mnie zrozumiał. Pisać językiem prostym, spokojnym, zmuszającym do refleksji, przemyśleń, opozycji lub koniunkcji.
Za nic nie chcę bym mój odbiorca pozostał z pytaniem: ale o co w ogóle jej chodzi? co ona ma na myśli?
Oczywiście wiele na tym blogu, zwłaszcza w odległej przeszłości, notek nie wprost, notek sekretów, notek moich myśli niepoukładanych, pogubienia – ale wiem, że zapisywałam to wszystko bardziej dla siebie, niż dla czytelnika.

Nie uważam się za osobę oczytaną. Czytam, owszem, ale tylko to co lubię i przede wszystkim to co rozumiem.

Miałam do niedawna takie przekonanie, że jeśli czytając cokolwiek w języku polskim, nie jestem w stanie zrozumieć o co autorowi chodzi, to pewnie dlatego, że jestem zbyt głupia. Że brak mi wykształcenia, wiedzy z danego tematu, znajomości słownictwa – za prosta ze mnie kobieta (prostaczka?).
Przekonanie to minęło bezpowrotnie i w to miejsce przyszła pewność siebie oraz osobista duma z posiadanych umiejętności lekkiego pióra.

Oto dotarło do mnie, że padłam ofiarą jakiejś idiotycznej mody na erudycję i oczywiście nie chcę tą ofiarą dłużej być. Zatem otwarcie zgłaszam swój sprzeciw tym wszystkim, którzy wiedzą, lub się im wydaje, że wiedzą i tą wiedzą zalewają świat!
Jak już piszą lub mówią, to jakby wypluwali z siebie całą widzę, nie tylko na dany temat, ale na wszystkie tematy, na które mają coś do powiedzenia. Nie ważne czy te tematy się łączą w jakiś sposób, czy mają coś ze sobą wspólnego. Nie, nie jest to istotne, liczy się tylko by pokazać światu, że SIĘ WIE. Wie wszystko.
Powstaje z takiej wypowiedzi niezrozumiały bełkot, który nie sposób ogarnąć, nie sposób zrozumieć, nie sposób się ustosunkować.

Zatem jeśli teraz coś czytam i nie mogę tego zrozumieć, nie uważam siebie za nieuka, ale krytykuję autora za jego nieudaczne pisanie. Bo nie moja wina w tym, że nie rozumiem, tylko jego, że napisał coś co jest dla odbiorców niezrozumiałe.

Przegadane szkolne wypracowania, artykuły w prasie, blogi. Pełne błędów logicznych, z monopolem na wiedzę przejawiającym się w zdaniach rozpoczynających się od słów typu: “każdy wie…”, “wszystko można…”, “ludzie powinni…”.

Ktoś mi kiedyś powiedział, że mam łatwość, swobodę pisania o codzienności, o zwykłych przedmiotach codziennego użytku. Nasze życia są niekiedy skrajnie pokomplikowane, po co jeszcze bardziej komplikować je niezrozumiałymi wypowiedziami.

Zatem powtórzę moją regułę: pisać tak by czytelnik zrozumiał to co przeczytał, nie musi mieć takiego samego zdania, ale niech dobrze rozumie z czym się zgadza lub nie zgadza. Pisać czytelnie – i nie o charakter pisma mi tu chodzi:-)

Czasami w brudnopisie tworzę jakiś tekst, a po jego przeczytaniu, niby mój, a jednak nie rozumiem – to znak, że muszę coś wygładzić, poszukać nowych słów, przebudować zdanie.

Pisanie jest sztuką i właśnie dociera do mnie, że nie każdy tą sztukę posiadł.
Mnie się ogromnie marzy:-)


Comments

Erudycja czy prostota? — No Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *