A może raczej chleb z masłem…

Wolność wyboru obywatel amerykański ma zagwarantowaną chyba w każdej dziedzinie życia.
Do wyboru do koloru – sprawdza się tutaj to polskie porzekadło.
Niby nic złego w tej wolności wyboru, niby nic złego…
A jednak!

Jak dla mnie za dużo.
Za dużo wszystkiego.
Sto rodzajów tego, dwieście rodzajów tamtego.
Rany, nic tylko się zastanawiać i wybierać, wybierać, wybierać.
Kupować, kupować, kupować.

Bo oto mamy przepis na ciasto, w którym potrzebny jest taki właśnie cukier, o określonej nazwie, a my go nie mamy – jedziemy do sklepu, szukamy w alejce z czterdziestoma rodzajami cukrów, tego właściwego. Bo oto w tym samym przepisie proszą nas o takie a nie inne masło. I znowu jeśli w domu mamy inne, trzeba jechać kupić właściwe.

Te wszystkie podziały na: z cukrem, bez cukru, z solą, bez soli, z kaloriami, bez kalorii, bio-eko, albo nie, diet, albo nie-diet, low fat, albo nie-low fat, light albo nie-light, mięso kurczaka, krowy, świni wyhodowanej na antybiotykach, albo nie, jajka od kury co dziobała trawę, albo od takiej takiej co nie dziobała trawy – dosyć tego mam! Chciałabym zrobić proste, szybkie zakupy! Niestety tak się nie da.

Wolność wyboru w dobrobycie czasami okazuje się czystym przekleństwem.

Masło: słodkie niesolone, solone niesłodkie, irlandzkie, w stylu europejskim, w kostce, w kostce z podziałem na łyżki stołowe, w plastikowym pojemniku…

Tego typu chleba to ja jeszcze tutaj nigdy nie kupiłam. Sam zapach tej alejki, tego gąbkowanego, nadmuchanego wyrobu, którego za nic nie powinno nazywać się pieczywem, mnie odrzuca.


Oto jello, odpowiednik naszej polskiej galaretki i budyniu, z jednym ogromnym wyjątkiem – siedem tysięcy razy słodsze! Niby tysiąc smaków a tak naprawę to tylko jeden – smak cukru, extra-słodkiego cukru!:-)


Comments

Bułka z masłem — No Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *