Dokąd tylko moja pamięć sięga nigdy nie potrafiłam jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie jakiej słucham muzyki. Bodajże w szóstej klasie szkoły podstawowej dotarło do mnie, że wypada czegoś słuchać.
I że jeśli już czegoś się słucha to należy o tym informować świat. Jak? No np. uwidaczniając nazwę zespołu na tornistrze, piórniku, okładce zeszytu, albo ideał (!) posiadać tiszertkę lub bluzę z kalkomanią wokalisty:-)
W moim przypadku padło na szwedzki zespół Roxette i zamiast obwieszczać fakt mojego uwielbienia całemu światu ja uprawiałam bardziej domowy kult – w moim pokoju na ścianie nad biurkiem zawisły trzy plakaty z Per Gessle (gitara, wokal) oraz Marie Fredriksson (wokal).
Tak oto w pewnym sensie wybrnęłam z kłopotu nie-bycia wzorową fanką. Miałam ‘swój ulubiony’ zespół, choć nie miałam pojęcia o czym oni śpiewają, to naprawdę bardzo lubiłam ich piosenki.
Potem już było łatwiej. Dostęp do kaset magnetofonowych, integracja ze znajomymi na szkolnych i domowych imprezach no i wiadomo telewizja kablowa a wraz z nią MTV.
Cudowną miałam klasę w liceum. Cztery lata wielkiej przygody, w tym przygody z muzą typu Dżem. Oj Dżemu słuchałam okropnie dużo i bolało, że nie można więcej bo się Ryśkowi zmarło. Gdzieś po drodze odeszło się też Frediemu Mercuremu z Queenów i szczerze mówiąc dopiero wtedy odkryłam ich utwory, które od razu pokochałam.
Zawsze lubiłam Bitelsów i zawsze uwielbiałam Michaela Jacksona.
Kult z Kazikiem też był ważny w mojej młodości, ale z umiarem – jeden zajebisty koncert w Kwadratowej w Gdańsku i początki muzyki w formacie mp3 – wtedy to otrzymałam na JEDNYM CD wszystkie ważniejsze płyty Kultu. Jakaż to była radość!
I gdzieś tam pod koniec liceum zaprzyjaźniłam się z poezją śpiewaną. I przyjaźń ta trwa do dzisiaj.
Dzisiaj bowiem, nie mam już swojego ulubionego zespołu, Michael nie żyje, a ja po stokroć wolę ciszę niż muzę.

Odpisując na komentarz Ani pod notką o słuchawkach:
Słuchawki w moich uszach są rzadkością. Czasem ktoś mi podeśle linka do youtuba i jako że w pracy nie mam głośników wtedy z pomocą przychodzą mi słuchawki. Czasem w siłowni, której serdecznie nienawidzę, iPod pomaga przeżyć kolejne minuty na precorze. Czego słucham jak już naprawdę mnie najdzie na muzyczne dźwięki? Prawie zawsze poezji śpiewanej, moich czterech płyt z Krainy Łagodności. Tak, zatrzymałam się. Dobrych kilka lat temu. Nie wiem czego się teraz słucha, co jest w modzie, kto jest na topie. Nie wiem i ani trochę mnie to nie ciekawi. Może to dziwnie zabrzmi, ale tak jakby wyrosłam z muzyki, to znaczy nie potrzebuję jej do szczęścia. Łatwo mi bez niej dobrze żyć.
Tak, uwielbiam jak żaby nam rechoczą pod oknem, bo za płotem sadzawka należąca do pola golfowego.
Tak, słucham ptaków.
Tak, miauczę do naszych kotów by one mi się odmiaukiwały.
Tak, podsłuchuję ludzi, lubię słuchać o czym rozmawiają czekając na obiad w restauracji, w kolejce do kasy, w klasie lekcyjnej.
Tak, lubię ciszę, z dźwiękiem kapiącej wody z kranu, z burczeniem lodówki, z szumem mojego komputera.

Poleciła mi Paulina MiastoMuzyki.pl na moim iPodzie. Oj jaki to fajny wynalazek, wszystkie stacje RMFu w jednym miejscu na zawołanie tu w Kalifornii. Czasami słucham Piosenek PRLu, czasami Polskiego Rocka, czasami według ichniejszej nazwy, której nie lubię, Piosenki Literackiej, czyli właśnie mojej ulubionej poezji śpiewanej. Czasami czyli z rzadka:-) Bo jednak wolę ciszę.
Bo w ciszy tylko mogę się skoncentrować na pisaniu. A piszę dużo, nawet jak nie piszę. Piszę w głowie, piszę w myślach.

Zatem ten wynalazek słuchawkowy jeśli powstanie to z pewnością nie będę jego najczęstszym użytkownikiem. Ale wiem, że miliony słuchaczy grajków na coś takiego właśnie czekają.
Słuchawki bezprzewodowe? Owszem. Ale jak wiele tego typu sprzętów jakże szybko się rozładowują.

Może kiedyś przejrzę moją kolekcję kaset i płyt i wypiszę na blogu czego słuchałam jako nastolatka, tak na pamiątkę:-)


Comments

Muzyka ciszy — No Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *