Szanowny Panie Danie Brownie
A możne Szanowny Panie Dan Brownie?
A możne Szanowny Panie Danie Brown?

– jakbym uważała na lekcjach polskiego to potrafiłabym prawidłowo zatytułować list…

Przeczytałam trzy napisane przez Pana książki: Kod Leonarda, Cyfrowa Twierdza, Anioły i Demony. Każda z nich bardzo mi się podobała, każda bardzo wciągnęła, ale oczywiście daleko im do grona najlepszych książek jakie dotąd przeczytałam.
Okrutnie atakuje Pan w swoich powieściach Kościół Katolicki, którego jestem członkiem z dziada pradziada i zamierzam być nim po grób, a jeśli przyjdzie mi kiedyś mieć dzieci to będę je wychowywać w tej właśnie tradycji.

Oto jednak okazując moja wspaniałomyślność pragnę podsunąć Panu pomysł na kolejną powieść, w której po raz kolejny może się Pan do woli wyżyć na wyżej wymienionym kościele.

Z pewnością posiada Pan swój testament. Jeśli spisywał go Pan u prawnika ten zapewne poinformował Pana o możliwości ustalenia klauzuli na wypadek śmierci Pana i wszelkich Pana spadkobierców. Pańską ostatnią wolą spadek może być przekazany na cele charytatywne. Takim celem, może być oczywiście kościół wszelakiej denominacji. Zatem umiera Pan, Pana najbliżsi i ci dalsi wymienieni jako spadkobiercy i wszelkie dobra coby nie przepadły trafiają do tej charytatywnej placówki, która to ma je we właściwy sposób rozdysponować.

I teraz przechodzimy do sedna sprawy, czyli do tematu Pańskiego najnowszego bestselera.
Jest sobie ultra-bogata rodzina. Ogromne pieniądze, ogromne dobra, nieruchomości, ruchomości, drogocenne antyki, nowoczesne technologie. Wszystko w rękach jednego człowieka i jego najbliższych, którzy całym swoim życiem pomagają mu odnosić finansowy sukces, sami czerpiąc z tego sukcesu ogromne korzyści.
Ten ono człowiek jest katolikiem. Wiernym, pobożnym, hojnym katolikiem. Dzieli się, wspiera, sponsoruje. Uczestniczy w niedzielnych mszach, osobiście zna biskupa diecezji do której należny jego parafia. Z racji obfitej hojności jaką okazał kościołowi przekazując środki na budowę kilku kościołów w krajach trzeciego świata, odbył osobistą audiencję z obecnym papieżem. Mało tego, pośród jego potomstwa, najmłodszy syn za głosem powołania wstąpił do seminarium, które ukończył święceniami kapłańskimi.
Miejscowy prawnik dobrze zna wytyczne na wypadek śmierci, według polecenia testamentu spadek w różnych proporcjach (znanych prawnikowi) ma zostać rozdysponowany pomiędzy rodzinę, ale jeśli takowej nie będzie, jeśli wszyscy skrupulatnie wymienieni spadkobiercy nie będą w stanie odebrać spadku (czytaj. nie będą żyli) całość przekazana ma być do parafii, w której życiu powyższy mężczyzna aktywnie bierze/brał udział.

Oto po kolei w dziwnych okolicznościach giną/umierają najbliżsi z otoczenia naszego bohatera. Umiera żona, córka, synowie, ich dzieci. Bohater za wszelką cenę chce wiedzieć czemu tak nagle w tak niezrozumiałych dla niego sytuacjach jego rodzina odchodzi z tego świata. Szuka odpowiedzi na te pytania. Szuka ich na różnych poziomach, szczególnie nie zapomina w tych trudnych dla niego miesiącach o Bogu. Do Boga się modli, Bogu zadaje pytania. Prosi o wsparcie proboszcza. Tak, z proboszczem jest w nieustannym kontakcie. Proboszcz w tym czasie staje się jego najbliższym przyjacielem, powiernikiem wszystkich trosk.

Kto stoi za śmiercią tylu niewinnych osób?
Kto za ostateczny cel postawił sobie zabić naszego bohatera, człowieka bogatego, człowieka wielkiej wiary, człowieka o wielkim sercu?
Kto chce ogromnego spadku?
Kto jest czarnym bohaterem?
Proboszcz, syn-ksiądz, a może sam Watykan?

Tytuł?
Mamy już Old Testament, mamy New Testament, może niech to będzie Big Testament!
Napisał Pan Lost Symbol, to może teraz Last Will?

Podoba się Panu ten pomysł?
Bo mnie bardzo.
Moja nauczycielka angielskiego po wysłuchaniu tego konceptu, powiedziała, że sama powinnam taką książkę napisać i zarobić na niej, a nie dzielić się z Panem. Ale wie Pan, ja jestem za kościołem, a nie przeciw, dlatego myślę, że Panu o wiele lepiej napisze się tą bajkę.
Owocnej pracy życzę, góry pieniędzy i czekam na wydanie z dedykacją dla pomysłodawczyni – czyli mnie!:-)

copywright: Ma®ia


Comments

List do Dana Browna — 2 Comments

  1. No napewno taka ksiazka sprzedawala by mu sie jak cieple buleczki. Ja osobiscie przestalam czytac jego ksiazki. The Da Vinci Code przeczytalam jednym tchem w ktores niedzielne popoludnie (dawno dawno temu) natomiast Anioly i Demony zaczelam kilka miesiecy temu i skonczyc nie moge…a moze powinnam powiedziec ze mi sie nie chce.. Najsmieszniejsze jest to ze chyba pierwszy raz zdazylo mi sie nie doczytac ksiazki…nie mam czasu i chyba juz mnie jego pisanie tak bardzo nie ciagnie.

  2. Ja szczerze Mr. Browna do bibliteczki nie zaprosiłam. Z braku czasu i aktualnej lektury, w drodze wyjątku, po długim vacatio legis kinematograficznym obejrzał w końcu ekranizcję Kodu da Vinci …. Rzeknę tylko, oglądać jakoś się to ogląda, ale na kolana mnie nie powaliło, wszeka cheć na przeczytanie ksiazki gdzieś się, hen, rozwiała. Anioły i Demony… nawet nie ma zbytnio czego komentować. To może mArysiu zaadresuj do kogoś innego, kto z twojej naprawde ciekawej formuły wyskrobie coś lepszego :)
    Co z współczesnych polecam każdemu? Johna Grishama. Czoiwek z wiekiem coraz grubsza ma skóre, inne spojrzenie na świat, a to latach wielu trafiła mi w ręce ksiązka, która zdoła z oczu moich wydusić łzy. The Chamber – najlepiej w oryginale, bo nie wiem czy jest polskie ywdanie tej powieści.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *