Piękne wiosenne słońce zmotywowało mnie do pójścia na mini spacer. Uliczkami naszego osiedla, położonego na polu golfowym zatoczyłam koło, a może pętlę, szybkim marszem trwało to zaledwie 20 minut.

Wielki dzień dzisiaj dla mnie, pierwszy raz usiadłam za kierownicą auta by spróbować jak to jest je prowadzić. Jest okropnie i przerażająco, dokładnie tak jak myślałam. Dokładnie te wszystkie strachy, którym tak bardzo boję stawić się czoła, pojawiły się w momencie gdy zapięłam pasy i dłonie moje dotknęły kierownicy.

Do odważnych świat należy.
Nie jestem odważna.
Nie dla mnie ten świat.

Najbardziej brakuje mi tutaj autobusów, przystanków, rozkładów jazdy, numerów bądź literek przyporządkowanych różnym trasom/liniom.

Gdzie jest moje miejsce i kim jestem, domatorem czy podróżnikiem – często zadaję sobie te pytania.

Jestem domatorem.
Mogłabym nie wychodzić z domu tygodniami.
Jeśli w kuchennych szafach i lodówce miałabym podstawowe jedzenie, jeśli w łazience nie zabrakłoby mi podstawowych środków czystości i higieny, jeśli w pokojach półki uginałyby się pod ciężarem ciekawych książek – naprawdę mogłabym nie wychylać nosa na zewnątrz.

Jestem podróżnikiem, pielgrzymem.
Lubię podróże małe i duże, a życie moje to wędrówka.

Dobrze mi tu gdzie teraz mieszkam, tylko dlaczego żeby (podobno?) było mi jeszcze lepiej muszę mieć prawo jazdy? Dlaczego posiadanie prawda jazdy jest w mojej wyobraźni czymś niemożliwym do uzyskania. Czemu nie potrafię sobie wyobrazić siebie, wsiadająca do autka i jadącej jako kierowca dokąd tylko chcę?

Czytam najnowszą książkę Olgi Tokarczuk, na pierwszych stronach znajduję opisy jakiegoś kompletnego odludzia, na samym końcu Polski, gdzie zasięg telefonów komórkowych jest taki niepewny; niby jeszcze Polska a operator już czeski.
Coś magicznego jest w tych opisach, coś co mnie niezwykle ciągnie.
Czy mogłabym mieszkać na końcu świata? Tam gdzie asfaltowe drogi już nie dochodzą?
Czy potrafiłabym mieszkać w miejscu gdzie czasami autobus dojeżdża a czasami nie?
Czy umiałabym być samowystarczalna, przynajmniej do pewnego stopnia, tylko raz na jakiś czas zakupy produktów, których nie potrafiłabym sama ‘stworzyć’?

Cmentarz.
Czemu cmentarze dla niektórych są tak bardzo ważne?
Ważne bo odwiedzają na nich swoich bliskich, ważne bo sami już za życia muszą być pewni gdzie będą pochowani, gdzie będą ich nagrobki odwiedzać kolejne pokolenia (jeśli?!).
Nie wiem gdzie chcę być pochowana i chyba nie zależy mi by ktoś mój grób kiedyś odwiedzał. Wiem, że dla wielu ludzi to bardzo istny symbol, dla mnie nie…
Mnie nawet odpowiada wersja rozsypania prochów w oceanie czy w ogródku na ulicy, na której mieszkałam (jak u desperatek, hihihi). Nie chcę wymagać, oczekiwać, narzucać jakiegoś obowiązku tym co żyją by chodzili ze względu na mnie na cmentarz. Ja lubię cmentarze, ale nie każdy musi lubić to szczególne miejsce.

Takie mieszkanie na końcu świata może wiązać się z faktem nie udzielenia pomocy w chwili wypadku, z faktem samotnej śmierci. Tego się ludzie boją, tego ludzie chcą uniknąć mieszkając pośród innych: żeby ktoś zapukał, żeby podał szklankę wody, żeby zadzwonił po pogotowie i niech ono przyjedzie na czas z pomocą…
A jeśli nie pomoże na czas, to żeby pochował i potem odwiedzał grób…

Jestem Polką, której bardzo szczęśliwie mieszka się w Stanach.
Ale gdybym miała wybrać taki domek na odludziu, to zupełnie nie wiem czemu, ale chyba wolałabym ten domek mieć w Polsce:-)


Comments

Takie tam… — 6 Comments

  1. Ah, autobusy..pamietam jak przyjechalam do Chicago przez pierwsze 2 lata znich korzystalam..istna tragedia, to nie to samo co w Polsce. Tras jest mniej, autobusy przyjezdzajac rzadziej…przewanie spoznione 30 min czasem godzine…bleee Teraz nie widze sie bez samochodu, ale moze dlatego iz prace mam 13 mill od domu…w niektore dni biore klasy ktore koncza sie o 9tej i nie czulabym sie bezpiecznie w kolejce czy metrze w nocy….powodzenia z nauka jazdy!

  2. Rozumiem co czujesz, bo ja mam prawo jazdy od chyba już 15 lat ale nie jeżdżę i boję się strasznie zacząć jeździć, zwłaszcza że muszę wozić dzieci a to ogromna odpowiedzialność.

  3. Ah unas juz piekna wiosna przyszla! Mam nadzieje, ze wszystko u Ciebie jest w jak najlepszym porzadku.

    Wraz z narzeczonym bierzemy udzial w konursie o Ultimate Wedding from Creat & Barrel. By byc wzietym pod uwage musimy byc jedna z 50 par z najwieksza iloscia glosow. Dopiero zglosilismy swoj udzial i mamy 12 dni na glosowanie. Jesli masz minutke prosze pomoz nam i zaglosuj. Otworz ponizszy link i nacisnij VOTE (nic wiecej nie trzeba). Z gory dziekujemy!
    http://www.ultimateweddingcontest.com/entries?sort=time#39844

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *