Kontynuując łazienkowy temat, jest jeszcze coś czego bardzo nie lubię w tych pomieszczeniach.
Szczególną (obsesyjną wręcz) uwagę zwracam na świeżość ręczników, tych do rąk, tych zawieszonych niedaleko umywalek, tych za którymi rozglądamy się myjąc nasze dłonie.
Tego typu ręczniki to dla mnie jak bielizna: zmieniamy CZĘSTO, pierzemy i dokładnie suszymy. Dbamy by ZAWSZE były czyste i bez wilgoci.

Nieświadomie wyrobiłam sobie odruch: po umyciu pachnącym mydłem dłoni i wytarciu ich w ręcznik od razu przykładam je do nosa, wącham je.
O zgrozo (!) ile razy moje dłonie niby czyste i umyte dobrym mydłem, a po wytarciu w ręczniczek, przybierały zapach na podobieństwo śmierdzących skarpetek. BLEEE! Co zrobić? Trzeba dłonie od nowa umyć, za wszelką cenę pozbyć się tego okropnego zapachu (wilgoci? brudu? stęchlizny?) rozglądając się po łazience za jakimś innym ręcznikiem. Ale co jeśli albo nie ma, albo są tylko ręczniki kąpielowe gospodarzy (aż strach pomyśleć o jakim zapachu)?

I znowu, piękne mieszkania, bogato urządzone toalety i śmierdzące ręcznik.
A przecież to nic trudnego zadbać by ten kawałek materiału był naprawdę higieniczny.

Co gdy organizujemy wielkie przyjęcie i pewnym jest, że łazienka będzie odwiedzana często? Jak pośród wielu obowiązków nad którymi musi zapanować gospodyni/gospodarz pamiętać jeszcze o dopilnowaniu czystości ręczniczka?

Oto moje wyjście z sytuacji:

Najtańsze białe ręczniczki 30×30 cm, poskładane w koszyczku, a na podłodze drugi koszyczek do wrzucania zużytych. A jeśli to dla nas za drogi interes, lub nie mamy miejsca w naszych łazienkach na tego typu iście hotelowe postępowanie, przychodzi rozwiązanie jeszcze prostsze – zwykła rolka papierowych ręczników kuchennych. Pozostawiamy naszym gościom wybór między ręcznikiem frotte lub ręcznikiem papierowym, niech sami zadecydują, niech czują się zadbani, niech nie czują, że ich dłonie nawet po umyciu są brudne.


Comments

Nie Lubię — 2 Comments

  1. a ja tak chciałam tylko pomachać i powiedzieć, że ja czytam:) Nie pamiętam skąd, jak i kiedy trafiłam na Twojego bloga, a potem czytałam i czytam do dziś. Wiernie :) Pozdrawiam z Poznania!

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *