Mamy sporą kuchnię (bywają większe, ale dla mnie jako nowoczesnej kucharki, ta w zupełności wystarczy) i mamy pokój jadalny. W kuchni – szafki kuchenne, w jadalni dwa – kredensy.
Kredens – lubię to słowo. Lubię ten mebel.

Lubię nasze kredensy, za ten specyficzny dźwięk jaki wydają, za każdym razem gdy sięgam po zastawę stołową, obrus, serwetki, sztućce, czy świeczki. Słyszę dźwięk uderzających o siebie kieliszków, talerzy, salaterek. Kredens to duży silny mebel, a jednak taki delikatny w tym dźwięku. Słyszę skrzypienie drzwiczek i szuflad, które mogłoby świadczyć o wieku mebla, no ale przecież on nie były częścią mojego posagu, nie był przekazywany z pokolenia na pokolenie.

Chciałabym mieć stary kredens, po babci, taki który pamięta się z dzieciństwa, w którym babcie kiedyś trzymały rodzinne srebra, świąteczne obrusy i słodycze dla wnucząt. Nie posiadam takowego, ale te dwie nasze szafy w jadalni poprzez dźwięki jakie towarzyszą otwieraniu drzwiczek, przenoszą mnie do babcinych domów, w których spędzałam miłe chwile mojego dzieciństwa.


Comments

Lubię — 2 Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *