Nauka to potęgi klucz.
Nie nauczyła się uczyć.
Nie zdobyła klucza.
Nie ma potęgi.

Mała dziewczynka chodziła do przedszkola, potem do przedszkolnej zerówki (a dlaczego nie do szkolnej?!) potem do podstawówki, a potem jak już nie była taka mała, to chodziła do liceum ogólnokształcącego.
Nauczyła się czytać, pisać i liczyć.
Poza tym mała dziewczynka nie bardzo pamięta by ktoś ją czegoś uczył, a już kompletnie nie pamięta by ktoś uczył ją jak się uczyć.
Ze swojego dzieciństwa pamięta dziadka, który uczył ją w Gdańsku jeździć na rowerze; przyszywaną ciocię, która próbowała ją uczyć pływać nad kaszubskim jeziorem Mausz; wychowawcę z liceum, który kontynuował próby nauki pływania na gdyńskim basenie Arki; panią, która dawała jej lekcje gry na gitarze; babcię, która uczyła ją szydełkować i wyszywać. I chyba nikt więcej w tym dziwnym dzieciństwie jej juz wiecej nie nauczył.

Z pierwszej klasy podstawówki, pamięta lekcje muzyki i naukę o nutkach. Dwa sprawdziany z nutek jako jedyna w klasie napisała na szóstkę, mimo że wtedy szóstek jeszcze nie było. Perfekcyjnie wykonała nutowe dyktando. Nie było nikogo kto by się tym zainteresował – A może ta dziewczynka mogłaby grać na jakimś instrumencie, skoro ma taką pamięć do nut?

Jako dwudziestoparolatka chodziła na kurs angielskiego, sponsorowany przez jej mamę chrzestną. Nie wierzyła, że może się nauczyć tego języka tak by biegle się komunikować.
Przygotowywała się do egzaminu na psychologię i nie wierzyła, że może się dostać na UG.
Dzielnie pobierała nauki niemieckiego w Salzburgu, jednocześnie nie wierząc, że jest w stanie opanować ten język.
Od swoich przyjaciół na osiemnaste urodziny dostała gitarę i chciała spełnić swoje marzenie – nauczyć się na niej grać. Chodziła na lekcje raz w tygodniu, mało ćwiczyła, bo nie wierzyła, że jest możliwe by grała na tym lub jakimkolwiek innym instrumencie.

Dla rodziców innych dzieci ważne było by ich pociechy uprawiały sporty, uczyły się gry na różnych instrumentach, uczyły się języków obcych. Dla rodziców małej dziewczynki chyba było to obojętne. Żadne z nich nie zadbało by potrafiła jeździć na nartach, by zrobiła kartę pływacką, czy stopień żeglarski. Nie ważna była nauka języków, korepetycje do matury, czy egzaminów wstępnych. Nie ważne było nawet odrabianie prac domowych czy nauka do sprawdzianów.
Jakoś tak wyszło, że mała dziewczynka w swoim dzieciństwie nie była uczona i przez to sama nigdy nie nauczyła się uczyć i nie uwierzyła w moc procesu nauki.

Jako dorosła kobieta widzi dzisiaj, że wielu rzeczy można się nauczyć.
Widzi na przykładach innych ale nie na swoim.
Wciąż trudno jej uwierzyć, że mogłaby nauczyć się prowadzić auto, że mogłaby nauczyć się jeździć na nartach, żeglować, czy nawet skakać ze spadochronem.
Wszystko to przygniata jakiś potworny lęk, ogromny strach, obawa, że coś się może stać – sama nie wie co, ale coś ją paraliżuje.
Nie ma w niej tej zwykłej naturalności, tej akceptacji procesu przyswajania nowego, wielu powtórek, porażek i sukcesów. Nie ma w niej takiego na przykład: “OK idę na studia i je skończę, bo wszystko czego tam uczą jestem w stanie przyswoić.”

Dziwią ją i zarazem ogromnie fascynują ci wszyscy, którzy podążają za swoimi pragnieniami i uczą się tego w czym chcą być dobrzy. Oto jej znajomy, w wieku podobnym do niej, odnalazł siebie w jednym z najekstremalniejszych (w jej opinii) sportów – nauczył się kajtingu, tak od początku… tak nie rodząc się z ta umiejętnością, nie nabywając jej we wczesnym dzieciństwie… i jak to jest możliwe?! Jest!

Mała dziewczynka mówi czasem dorosłej kobiecie, ze żałuje iż tylu wspaniałych rzeczy nie nauczyła się ‘za młodu’. Przeminął bezpowrotnie w jej życiu czas gdzie zdecydowanie łatwiej jest się czegoś nauczyć, łatwiej zapamiętać, łatwiej pokonać strach.

Kim dzisiaj byłaby ta mała dziewczynka, gdyby ktoś w jej dzieciństwie poświęcił jej więcej uwagi w szkole? Dlaczego jej nauczyciele z podstawówki nigdy nie wytłumaczyli jej jak należy się uczyć?

W szkole, w której obecnie pobiera nauki, już jako dorosły student, każdy jej instruktor bardzo dba o to by na pierwszych kilku lekcjach nauczyć swoich podopiecznych jak się uczyć danego przedmiotu.


Comments

Z pamięci pewnej małej dziewczynki… — 4 Comments

  1. Kurczę współczuję Ci tego dzieciństwa i jednocześnie życzę Ci abyś swoim dzieciom zafundowała takie dzieciństwo jakie Ty chciałabyś mieć.

  2. A co by było gdyby … taka gdybologia i rozpamietywanie w istocie na nic się zda, może Ci tylko pośłuzyć jako przestroga na przyszłośc. Czas leczy rany, drzewo nie śmigane deszczem i wiatrem rzadko wyrasta na silne i zdrowie i cały tysiąc innych przysłowiowych mądrości skupia się na tym ,że trzeba patrzeć przed siebie ;) A czy nie jest darem od losu od Boga móc patrzeć wspólnie w tym samym kierunku ? :) Ale mimo wszytsko dobrze, że piszesz co Ci na duszy zalega :) Co sądzisz o tym, że to co bywa wielką osobistą tragedią, przelane na papier wygląda zupełnie inaczej ? Uważasz, że możesz na tą spisaną opowieść spojrzeć z boku i popatrzeć jak na historie kogoś zupełnie innego ?

  3. To prawda, ten blog zawiera opisy moich wielkich tragedii (sercowych, mieszkaniowych, finansowych…)
    To prawda, zapisane tragedie wyglądają zupełnie inaczej, a z czasem blakną jak wszystko co przyjmuje promienie słońca.
    Historie małej dziewczynki mogą być wydarzeniami z życia każdego – właśnie dlatego, z premedytacją piszę je w trzeciej osobie.

  4. Poruszyłaś we mnie jakąś zapomnianą strunę tym wpisem. Bardzooo dobrze opisane. I prawdziwe.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *