‘A na co ci ten hiszpański?’ zapytał mnie Pan R na skajpie.
Z całym szacunkiem dla Pana R, bo to naprawdę sympatyczny i miły mężczyzna, jakże charakterystycznie polsko zabrzmiało jego pytanie.
Czemu w nas Polakach wciąż tyle niechęci do samorozwoju, do pogłębiania swoich umiejętność, do powiększania swoich zainteresowań, niezależnie od ich tematu, niezależnie od naszego wieku?
A nawet jeśli sami jesteśmy już na tyle skostniali, że się nam po prostu nic nie chce, to czemu wciąż tyle w nas zdziwienia, jeśli komuś innemu się jednak zachce?

Słyszałam od ojca: ‘na co ci to harcerstwo?’, ‘na o ci te wakacyjne rekolekcje oazowe?’, ‘na co ci basen i nauka pływania?’

Mojemu mężowi nie obce są zdania: ‘na co ci ten francuski?’, ‘na co ci te wszystkie komputery, tylko wzrok się od nich traci.’

Znam mężczyznę po 70tce, który zapisał się na kurs języka włoskiego dla początkujących na najbliższy semestr. Do głowy by mu nigdy nie przyszło, że jest na to za stary. I zapewne nigdy nie usłyszy pytania: ‘a na co ci ten włoski?’

Naukę języka hiszpańskiego w semestrze letnim wybrałam z dwóch powodów.
W klasach ESL* bywa, że jestem jedyną Europejką. Pozostali studenci to głównie Meksykanie i emigranci z krajów Ameryki łacińskiej lub południowej. Wszyscy mówią po hiszpańsku bo to ich ojczysty język. Między sobą rozmawiają po hiszpańsku, a ja nic nie rozumiem. A chcę rozumieć:-) Od teraz potrafię już coś powiedzieć, będę mogła praktykować to czego nauczyłam się przez minione 6 tygodni intensywnej nauki.
Stają się Stany Zjednoczone dwujęzycznym krajem na wzór Kanady. Warto zatem ten drugi język też znać.
W klasie hiszpańskiego byli sami Amerykanie. Po raz pierwszy miałam okazję uczyć się w gronie osób tylko anglojęzycznych. Zatem miałam okazję szlifować mój angielski w rozmowach z rówieśnikami jak i słuchając nauczycielki, która zawiłości gramatyczne kastiliańskiego wyjaśniała oczywiście po angielsku.
Lekko nie było, głowa bolała mnie podwójnie, ale warto było, bo trafiłam na wspaniałą nauczycielkę i przesympatycznych ludzi w klasie.

Hiszpański, piękny język, chyba dla nas Polaków dużo łatwiejszy niż dla Amerykanów, takie odniosłam wrażenie.

Egzamin końcowy składał się z dwóch części. Część ustną zaliczyłam przygotowując i przedstawiając prezentację o Polsce, o najważniejszych informacjach z nią związanych i o sławnych ludziach. Opowiedziałam (po hiszpańsku!) o dokonaniach Mikołaja Kopernika, Marii Curie Skłodowskiej, Fryderyka Chopina, Jana Pawła II i Lecha Wałęsy. Podobało się wszystkim.
Egzamin pisemny składał się z testu gramatycznego, sprawdzenia rozumienia tekstu i napisania krótkiego opowiadania.
Wszystko to razem zaliczyłam na 90% co dało mi tutejszą ocenę A. Lepiej być nie mogło!

Nie wiem jak to możliwe, ale czuję, że podczas tych 6ciu tygodni (24 zajęcia trwające 3 godziny) nauczyłam się więcej hiszpańskiego niż przez trzy lata pobytu w Austrii niemieckiego. Albo ten niemiecki wyjątkowo dla mnie trudny i głupich artikli nigdy nie zapamiętałam, albo tutaj jakieś super metody w nauczaniu języków obcych mają. Naprawdę nie wiem. Żałuję z tym niemieckim okropnie, bo naprawdę chciałabym go dobrze znać. Jest szansa, że wrócę do niego, w moim college’u jest wiele klas niemieckiego. I może kiedyś opowiadanie, które napisałam po español przetłumaczę na deutsch.

I może kiedyś znów usłyszę ojczyste: ‘a na co ci teraz ten niemiecki?’

A jeszcze chciałabym znać czeski, rosyjski, włoski, węgierski i łacinę. Ale nigdy, przenigdy francuski! Francuski według mnie bleeeeee:P

*ESL English as a Second Language


Comments

¡Hola! — No Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *