Fotografia

W klasie trzeciej szkoły podstawowej zaciągnęłam się do zuchów. Drużyna nazywała się Polne Kwiaty. Cotygodniowe zbiórki sprawiały mi ogromną radość. Pamiętnego wieczoru w witomińskim lesie nad Kaczą Rzeczką złożyłam przyrzeczenie zuchowe i otrzymałam znaczek wraz z książeczką. Boże, jakaż byłam wtedy dumna!
Przez jakiś czas pełniłam funkcję zastępowej. Przyznano mi plakietkę Zuch na 5, ale z braku plakietek nie mogłam się z nią obnosić. Brakowało też sprawności, które zdobywałam, pamiętam, że trzeba je było samemu wyszywać na filcowych trójkątach zastępczych, np. z inną sprawnością na odwrocie… takie czasy były… W czwartej klasie miałam szansę zostać harcerką. Czekałam na te chwile. No i się nie doczekałam, zmieniłam szkołę na taką bez harcerstwa. Żałowałam, może nawet do dzisiaj żałuję… Bardzo chciałam być harcerką.
Na jednej z zuchowych zbiórek wraz z zastępem harcerzy wywoływaliśmy zdjęcia. Tradycyjną metodą, czarnobiałe fotografie, tak, żeby poznać tajniki, sprzęt i żeby móc doświadczyć tej swoistej magii. Otrzymaliśmy negatywy, a druhny i druhowie tłumaczyli co dalej trzeba robić. W wieku 9ciu lat wywołałam swoje (no nie moje, bo nie byłam jego autorką) pierwsze zdjęcie. I ostatnie, bo nigdy potem nie miałam już takiej okazji.
I być może po tych 22ch latach nie pamiętałabym tamtej zbiórki, tamtych chwil, gdyby nie ta jedna, dziwna, jakże niesprawiedliwa z punktu widzenia małej dziewczynki, sytuacja.
Każdy mógł zatrzymać wywołane przez siebie zdjęcie. Oj jak się cieszyłam! Jak o nie zadbałam, jak z namaszczeniem schowałam do książki, żeby tylko się nie zniszczyło.
A pod koniec zbiórki, czy na kolejnym spotkaniu, już sama nie pamiętam, oglądaliśmy te nasze wywołane obrazki. Pośród tych wszystkich pogiętych, naderwanych, z odciskami palców, okazało się, że moje zdjęcie jest w stanie idealnym. I ten oto idealny stan uszanowanej przeze mnie fotografii zadecydował, że trafi ona do harcerskiej kroniki. Druhna podjęła takową decyzję i tym samym odebrano mi mój skarb! Co mnie wtedy obchodziła jakaś tam kronika! Tak bardzo cieszyło mnie posiadanie własnoręcznie wywołanego zdjęcia. Tak bardzo postarałam się by go nie poniszczyć. I co? I ktoś wyróżnił mnie faktem pozbawienia mnie owocu mojej dziecięcej dumy. Dla innych dzieci, zważywszy na fakt, że nie przejmowały się zbytnio kawałkiem papieru fotograficznego, nic tamte zdjęcia nie znaczyły. Być może szybko wylądowały w domowych koszach na śmieci.
Być może ja miałabym to zdjęcie do dziś.

Szanuję przedmioty.
Czasami pożyczam komuś książkę i gdy widzę w jakim stanie ten ów ktoś mi ją oddaje, staram się myśleć: ‘OK to tylko książka, nic się nie stało, nie ważne, że wygląda jakby ją tysiąc osób już czytało.’ Ale z drugiej strony myślę sobie: ‘kurczę, jak tak można coś zniszczyć? Zwłaszcza nie swojego? Żadna z przeczytanych przeze mnie książek nie ma tak pozaginanych rogów, pogniecionej okładki, poplamionych stron.’

Muszę się bardzo napracować, żeby coś zniszczyć. Widocznie niektórym przychodzi to z ogromną łatwością:-)
Jak jest u Ciebie czytelniku?

Strefy czasowe

O jakże byłoby śmiesznie, miło i zawiło gdyby było tak:
Jeśli w San Francisco jest 22:22 to w Warszawie jest 11:11
Gdy w Warszawie jest 21:21 to w San Francisco niech będzie 9:09
I tak dalej i tak dalej. Pojmujecie?:-)

W Polsce jest dzisiaj, tutaj jest wczoraj, w Australii już jutro. A na Pacyfiku jakaś linia, gdzie po obu jej stronach jest ta sama godzina tylko inny dzień. Nieźle to ktoś sobie wymyślił:-)

Idę spać, bo tu już noc się zaczyna, a w domach moich czytalników pewnie dzwonią budziki, bo pora wstawać. Słońce już na niebie.
Dobrego Dnia!

Rok

24 lipa 2007 na lotnisku w San Francisco immigration officer zgodził na mój pobyt w Stanach. Wydawać by się mogło, że dzierży ważniejszą rolę od konsula w warszawskiej ambasadzie. Tamten wydaje promesę na wylot do Stanów, ale tak naprawdę wszystko zależy od człowieka, który tutaj Cię wpuszcza. Może zdarzyć się tak, że nie wyrazi zgody i czeka Cię powrót do Europy najbliższym samolotem. Albo życie na lotnisku na wzór Toma Hanksa z filmu pt. Terminal:-)

Dzisiaj minął mój pierwszy rok życia w USA i mówię Wam, Ameryka nie jest taka zła, jak świat o niej trąbi, jak donoszą polskie media. Żeby się o tym przekonać, warto tu przyjechać i samemu doświadczyć. Jest kilka rzeczy za którymi tęsknię, których mi tu brakuje, ale poza tym, to wspaniały kraj, wspaniali ludzie!

Trzydzieste pierwsze órodziny

W 2004 roku napisałam:
Życzę sobie DOMU – miejsca, w którym będę mogła zamieszkać, pokoju z łóżkiem i półkami na moje książki, kuchni w której będę gotować i naturalnie łazienki.
Żeby to było takie moje mieszkanko, bezpieczne i ciepłe i takie, które będzie czekało na mój przyjazd, bym miała silne poczucie, że wracam do czegoś swojego.
Bym już nie musiała biegać z torbą czy plecakiem, pomiędzy jednym mieszkaniem w którym nocuję dzisiaj a innym, w którym będę nocować jutro.
Bym miała własne schronienie jak ślimak czy żółw.

Mam dom, nawet dwa, mam schronienie.

W 2005 roku napisałam:
Dzisiaj życzę sobie:
– żeby przeszło, to co musi mi przejść
– żebym wyzdrowiała
– żebym walczyła
– żebym mi się udało

Przeszło to co musiało przejść. No i jednak mi się udało!

W 2006 roku napisałam:
Myślałam do niedawna, że nie ma na tym świecie już nikogo, na kogo mogłabym naprawdę liczyć. O jakże się myliłam! Jasne, że jest taka osoba! Ja nią jestem. Na siebie mogę zawsze liczyć. Przez minione 29 lat nigdy siebie nie zawiodłam.

Teraz wiem, że jest nas co najmniej dwoje. Jestem ja i jest mój mąż, na którego też zawsze mogę liczyć.

W 2007 roku napisałam:
To był bardzo dobry rok w moim życiu, myślę sobie, że nawet najszczęśliwszy. Najważniejsze marzenia spełnione, ale to przecież dopiero początek:-)

To był dopiero początek. Każdy dzień z minionych 365ciu przyniósł coś nowego.
I żałuję, że nie mam tyle czasu by każdą tą nowość zawsze tutaj odnotowywać.

W Polsce jest już jutro, tutaj jeszcze kilka godzin potrwa dzisiaj.
Dzisiaj są moje 31sze urodziny. Pierwsze urodziny w Stanach Zjednoczonych.
Zaniosłam do szkoły ciasto i kawę, nauczycielka hiszpańskiego powitała mnie słowami STO LAT, po czym z You Tube’a usłyszałam trzy wersje urodzinowej piosenki po polsku. O tu specjalnie dla mnie je znalazła: http://www.youtube.com/watch?v=jYTK9im4dyc
Do drzwi zapukał posłaniec z dwoma bukietami kwiatów, od męża i od byłego chłopaka.
Kolacja w restauracji, tej samej, która ugościła nas w dniu ślubu. Rewelacyjnie gotują.

Za podarki i wszystkie życzenia urodzinowe, zbiorowo, ogromnie, serdecznie dziękuję.
Podziękuję każdemu z osobna jak tylko uporam się z końcowym egzaminem z hiszpańskiego, który mam w najbliższy czwartek.

Czego sobie dzisiaj życzę?
Chyba niczego nowego. Niech będzie tak jak było w tym roku, to będzie wspaniale!
I Wam wszystkim też życzę takiego szczęścia jakie ogarnia mnie każdego dnia!

Rozumiem, że ktoś może nie celebrować swoich urodzin, bo nie ma na to czasu, ochoty, nastroju. Ale za nic nie rozumiem, tych którzy nie mogą się cieszyć tym ważnym świętem, bo zabrania im tego ich religia. Jezusa narodziny były świętowane, do Betlejem przybyli przecież trzej królowie z prezentami!

Łańcuszek

Nie lubię maili – łańcuszków. Zwłaszcza tych, które na końcu straszą, że jak nie roześlę ich do innych to spotka mnie nieszczęście, bardzo zachoruję albo nawet i umrę. Nie rozsyłam ich nigdy, bo nie lubię zaśmiecać skrzynek moich przyjaciół i znajomych spamerskimi mailami. W ten sposób okazuję im szacunek i sympatię a nie jak to sugerują łańcuszki: ‘wyślij do tych których kochasz, w ten sposób dowiedzą się jak bardzo ich kochasz’ – no co za bzdury!
Odnotowuję, że łańcuszki dochodzą do mnie coraz rzadziej, co mnie oczywiście cieszy.
A jako, że od przeszło dwóch tygodni nic nowego tu nie dodałam, postanowiłam, że wkleję dzisiaj mail – łańcuszek, który o dziwo mnie nie zniesmaczył. Może dlatego, że w swej treści nie zawierał rozkazu jak najszybszego rozesłania go do wszystkich kontaktów pod groźbą uruchomienia na moim kompie groźnego wirusa, który to pożre wszystkie moje dane razem z twardym dyskiem, klawiaturą i monitorem:-) Kto chce niech czyta.

Pewnego dnia, na placu targowym, pośród tłumu ludzi siedział niewidomy z kapeluszem na datki i kartonikiem z napisem: “Jestem ślepy, proszę o pomoc.”
Pewien mężczyzna, który przechodził obok niego, zauważył, że jego kapelusz jest prawie pusty,  zaledwie parę groszy.Wrzucił mu parę monet, po czym bez pytania niewidomego o zgodę wziął jego kartonik, odwrócił na druga stronę i napisał coś.
Tego samego popołudnia, ten sam mężczyzna znowu przechodził obok tego samego niewidomego i zauważył, że tym razem jego kapelusz jest pełen monet.  Niewidomy rozpoznał kroki tego człowieka i zapytał go czy to on odwrócił kartonik i co na nim napisał. Mężczyzna odpowiedział: ” Nic co nie byłoby prawdą. Przepisałem Twoje zdanie tylko troszkę inaczej.” Uśmiechnął się i oddalił.
Niewidomy nigdy się nie dowiedział, że na jego kartoniku było napisane:
“Dziś wszędzie dookoła jest wiosna. A ja nie mogę jej zobaczyć.”

Zmień swoją strategię jeśli cos nie jest tak jak być powinno, a zobaczysz , że będzie lepiej. Jeśli nie prześlesz tego maila dalej nie stanie się absolutnie nic.
Ale mimo wszystko, wyślij to do wszystkich tych osób, które, wg Ciebie, zasługują na to, by dostrzec wiosnę nawet jeśli czasem jest to trudne. I do wszystkich tych, których chcesz widzieć ciągle uśmiechniętymi, bo to właśnie ich uśmiech zmienia świat na lepsze.

Chwalę się!

dyplom.jpg

Honory dziekana otrzymałam za osiągnięcia w ubiegłym semestrze.
Taki fajny college! Nic tylko się uczyć!
Znalazłam się w grupie studentów, którzy jako pierwsi mają prawo zapisać się na zajęcia w przyszłym semestrze. Na jesień wybrałam dwa kursy angielskiego, kontynuację obecnego kursu hiszpańskiego oraz klasę Intercultural Communication. Zajęcia rozpoczynają się w połowie sierpnia. Będę już wtedy rezydentem Kalifornii, nauka nie będzie taka droga jak dotychczas.