Po Kalifornii, Hawajach, Illinois, przyszła kolej na podróż do kolejnego stanu. Polecieli my samolotem do Newady, do Las Vegas. To się odbyło zaraz po świętach Wielkiej Nocy, czyli wtedy gdy miałam wiosenną przerwę w szkole.
Moje zdania na temat tego szczególnego miasta są podzielone. Z jednej strony nie można dokładnie go opisać, trzeba tam po prostu pojechać i samemu zobaczyć. Z drugiej strony można zaoszczędzić dużo pieniędzy i po prostu obejrzeć w domowym ciepełku „Ocean Eleven” z dalszymi jego częściami i wszystko jasne.
Las Vegas to wielki plac zabaw dla dorosłych. I nie rozumiem czemu ci dorośli wpadają na pomysł by spędzać tam czas ze swoją rodziną, szczególnie ze swoimi małymi dziećmi. Absolutnie, moim zdaniem, to nie jest miasto przyjazne dla dzieci.
Las Vegas to miasto, w którym nie ma podziału na dzień i noc. Słońce wschodzi i zachodzi jak wszędzie indziej, ale tutaj nie zwraca się na to uwagi.
Las Vegas to pustynia religijna, przynajmniej w samym centrum nie znajdzie się ani jednego kościoła, jakiegokolwiek wyznania. Tu ludzie przyjeżdżają grzeszyć, a nie się modlić. Chociaż może w duchu modlą się sporo, w jednej jedynej intencji: żeby w końcu, tym razem, WYGRAĆ!
W Las Vegas Młode Pary mówią ‘I DO’. Cieszę się, że nie popełniliśmy tego błędu. Te wszystkie panny młode, przemykające między maszynami do gry, między stołami do ruletki, w hałasie kasyna, nie wyglądały jak to był ich wielki dzień.
W Las Vegas spędziliśmy cztery doby i dokładnie tyle nam było potrzeba, ani dnia dłużej, bo to nie miejsce dla nas. Spotykaliśmy ludzi, którzy mówili, że kochają to miejsce i bardzo chcieliby tu mieszkać na stałe. Szokujące stwierdzenie jak dla mnie:-)
W Las Vegas obejrzeliśmy dwa muzyczne przedstawienia. Jeden z nich to rewelacyjne aranżacje piosenek Abby, drugi to międzynarodowej sławy musical „Fantom w Operze”, którego budżet to z pewnością grube miliony dolarów. Najlepszy musical jak w życiu widziałam! Do dzisiaj jestem pod jego wrażeniem! Dla tych dwóch wieczorów spędzonych w teatrach hotelu Venetian i Mandalay Bay warto było wybrać się do Las Vegas.
Udało nam się wygrać 50$, ale oczywiście dość szybko je na powrót przegraliśmy.
W kasynach nie ma zegarów i okien. Wszystko zaprojektowane tak by za nic nie pokazać, że czas jednak płynie. Na miejscu udzielane są pożyczki, maszyny obsługują karty kredytowe, grać można już w minutę po opuszczeniu samolotu. Elementy kasyna widać już przy każdym gejcie na lotnisku.
Kasyna niby stanowią dla siebie silną konkurencję, ale te wszystkie mieszczące się w centrum, połączone są przejściami podziemnymi, tylko tak by nie wypuścić człowieka na światło dzienne, by przypadkiem nie przejrzał na oczy, by słońce nie przywiodło mu myśli typu: ‘co ja w taką śliczną pogodę robię w tych idiotycznych bunkrach’.
Czekając w restauracji na obiad czy kolację, a może nawet śniadanie, też można grać, choćby w Bingo.
Tam gdzie ściany w telewizorach i na każdym jakiś kanał sportowy, to sekcja gdzie ludzie wygrywają lub przegrywają zakłady choćby na konnych wyścigach.
Hotel Bellagio ma przepiękne fontanny.
My zatrzymaliśmy się w New York New York z okna widziałam Statuę Wolności.

Gdybym teraz miała do wyboru podróż na Hawaje lub do Las Vegas, minuty bym nie poświeciła na podjęcie decyzji. Oczywiście Hawaje! Za nimi tęsknie, do Las Vegas mi się nie spieszy, ale cieszę się ogromnie, że mogłam zobaczyć jak inaczej tam jest.

Kolejna podróż?
Kolejny stan?
Może Alaska, może Nowy Jork, może Waszyngton D.C, może Jamajka?
Kto wie…


Comments

Las Vegas — No Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *