Siedzę w samolocie linii UNITED, lot z Amsterdamu do Chicago. Jak zawsze opatulona jestem siedmioma kocami, bo mi zimno:-) Stewardesa roznosi napoje, podchodzi do mnie, wręcza mi plastykowy kubeczek i rozpoczyna jego napełnianie. Ups, troszkę się rozlało. Naprawdę ociupinkę, nawet nie na moje ubranie, tylko na jeden z kocyków, który trzymam na kolanach. Stewardesa sto razy wypowiada przepraszające słowa i wyciera mokre miejsce papierowym ręcznikiem. A ja sto razy odpowiadam, że przecież nic się nie stało, nic nie szkodzi, wszystko w porządku.
Stewardesa odchodzi do innych pasażerów, podaje im napoje. Po chwili ponownie podchodzi do mnie. Otrzymuję od niej formularz częściowo przez nią wypełniony. Wpisane jest jej nazwisko, numer lotu i krótki opis zajścia. Mam wpisać swoje dane i wysłać, nie naklejając znaczka, bo opłata jest po stronie adresata, czyli UNITED.
Myślę sobie, że przecież naprawdę nic poważnego się nie stało, żadnych strat ani krzywd nie poniosłam z tytułu tego oblania. Myślę sobie, czy ta stewardesa przypadkiem nie zostanie wyrzucona z pracy, jeśli ja wyślę ten formularz, albo czy jej premii nie odbiorą. Nie chcę, żeby ją coś takiego spotkało, przecież to nawet nie jej wina, tylko tych okropnych turbulencji.

Dwa tygodnie temu wysłałam formularz.

Dzisiaj otrzymałam w ramach przeprosin za tamto zajście (jakie zajście?!) Discount Travel Certificate na 200$. Znaczy to, że w przyszłości, gdy będę korzystać z usług linii UNITED, kupując bilet, zapłacę o 200 dolarów mniej.
Taka Ameryka!

MIŚ
Scena 97: (na pokładzie samolotu)
Pasażerka: Złociutka, złociutka, niech mi pani powie. To ja powinnam wypełnić po angielsku? Może mi pani pomóc?
Stewardesa: Cukierki roznoszę!


Comments

Taka Ameryka! — No Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *