Nie ma chyba na całym świecie bardziej skomercjalizowanych świąt niż te w Stanach.
Tu obowiązkowo wszystko musi być NAJWIĘKSZE.
Jak choinka to NAJWYŻSZA, albo taka, która ma NAJWIĘCEJ światełek. Jak prezenty do NAJDROŻSZE. Zużycie energii wzrasta okrutnie, bo przecież WIĘKSZOŚĆ domostw ściga się, kto będzie miał NAJJAŚNIEJSZE dekoracje.

Firmy kurierskie typu UPS czy FEDEX zatrudniają dodatkowych kierowców na czas około świąteczny. Cały kraj przesyła sobie paczki, kartony, pudła, wypełnione prezentami. A po świętach ten sam, może już nie cały, kraj, odsyła je z powrotem. Wymiana towaru jest tu ogólnie dostępna i sprzedawcy nie robią z tego powodu najmniejszych problemów.
Jeśli dostało się ubranie za duże, za małe lub nie w tym kolorze co by się chciało, to można je ze specjalnym paragonem (bez ceny, bo przecież prezentu nie dajemy z ceną!) odesłać do sklepu, poprosić o wymianę, lub o zwrot kasy (wtedy dowiemy się ile kosztował).
Tak samo jest z książkami, ze sprzętem, z tym wszystkim co znaleźliśmy pod choinką, a co raczej nam nie odpowiada. Bez skrępowania możemy te artykuły wymienić na te które chcemy mieć.
Bardzo spopularyzowane jest dawanie pieniędzy w formie plastikowej GIFTCARD. Po co spędzać godziny w księgarni, szukać książek, robić podchody, pytać się co kto lubi czytać, jeśli można pójść bezpośrednio do kasy i naładować plastikową kartę na kwotę choćby 50$. Obdarowany sam potupta do sklepu z książkami i wybierze sobie to co naprawdę chce przeczytać.
Czy mi się to podoba?
Nie napiszę tutaj.

Święta zaczynają się po Thanksgiving Day a kończą zaraz po Nowym Roku. Trwają prawie dwa miesiące. Ale te prawdziwe święta tutaj do zaledwie jeden dzień wolny do pracy, 25 grudnia. I tego dnia po wielu tygodniach słyszenia świątecznych piosenek w sklepach, po wielu tygodniach zakupów wśród świątecznej dekoracji, na świątecznych promocjach, po wielu tygodniach spędzonych w ulicznych korkach lub na walce o miejsce parkingowe, jakże zmęczeni, wyczerpani tym czasem Amerykanie opadając ciężko na fotele, wypuszczając powietrze z płuc, szepczą: „UFFFFF, dobrze, że to już koniec.”

I jak to wszystko się ma do spokojnego, radosnego celebrowania przyjścia na świat Zbawiciela Jezusa Chrystusa?
Czy ktoś tu w ogóle o tym pamięta?
Może ten Mikołaj, który nachyla się nad żłóbkiem z dzieciątkiem? Taką rozświetloną ozdobę mijam każdego dnia w drodze do szkoły – czysta komercja!


Comments

X-mas — No Comments

  1. powodzenia !
    a Pani już pewnie po egzaminie i napewno wszystko dobrze poszło ? :)

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *