Ten do Frankfurtu był o czasie. Udało się szybko otrzymać kartę pokładową, bo to Lufthansa, a nie nasz ukochany LOT. Na Okęciu oczywiście horror. Dwa największe samoloty za ocean, odprawiane o tej samej godzinie. To jakiś bardzo skupiony logistyk musiał wymyślić.
We Frankfurcie na styk, ale się udało. Terminal w lekkiej przebudowie, zatem odprawa na kolejny samolot okupiona oczekiwaniem w długiej kolejce.
Rękawem do samolotu. Do samolociska raczej! Łał, jakaż to była wielka maszyna, oczywiście, że nie wierzyłam iż zdoła się unieść. A nawet jeśli zdoła, to zaraz spadnie.
Moje najczarniejsze scenariusze na temat katastrofy lotniczej w której miałam brać udział, rozproszył szampan, podany przez stewardesę. Upgrade do klasy biznesowej był rewelacyjną niespodzianką. Wygodniejszy fotel, moje ulubione kosmetyczne gadżety, hektolitry darmowego alkoholu…
Oprócz spożywania napojów alkoholowych, jadłam pół plastikowe posiłki (pełnoplastikowe jada się w klasie ekonomicznej, a w pierwszej to pewnie dają prawdziwe organiczne jedzonko).
Na kanale 9tym podsłuchiwałam pilota, pierwszego oficera (kobietę) i tych z wieży lotów. Dużo cyfr w tych rozmowach było, jedni drugim wskazywali drogę.
Potem obejrzałam film, piękny i zarazem tak wzruszający, że przez godzinę leciały mi łzy. Film ten może dotarł już do polskich kin i choć nie jest jakąś super produkcją to serdecznie go polecam. Film o marzeniach, o tym, że jeśli bardzo czegoś pragniemy, to możemy to osiągnąć, ale też nie warto zawsze, za wszelką cenę dążyć do wytyczonych celów, bo można przegapić, zmarnować coś ważnego. Film pt. „The Astronaut Farmer”.
Po filmie odnalazłam kanał z muzyką salsową, tylko fotelowe pasy powstrzymywały mnie od tańczenia w samolocie:-)
A potem zasnęłam. Spałam słodko, nie obudziły mnie turbulencje, a podobno były spore, ani burze, które na kanale 9 kazano pilotowi omijać.
Obudziła mnie stewardesa przynosząc śniadanie tzn. kolację.
Wyruszyliśmy o 17stej z Frankfurtu, San Francisco zobaczyłam o 19stej.
Lot trwał jednak nie dwie godziny, a 11:-)
Co nastąpiło po opuszczeniu boeinga 777 dowiecie się następnym razem.

*long overdue – bardzo spóźniona (notka)


Comments

Long overdue* — No Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *