Chorowałam ostatnio i to wcale nie troszkę.
Nagromadzenie istotnych wydarzeń i podjęcie kilku ważnych decyzji, okupiłam zapaleniem oskrzeli i wysoką temperaturą.
Sesja egzaminacyjna, koniec rocznego procesu terapeutycznego, złożenie wypowiedzenia w fabryce, negocjacje z przyszłym pracodawcą, czyli z samą sobą, większe i mniejsze postanowienia, wywołały sporo emocji. A do tego w pracy dużo pracy, zatem mój mądry organizm krzyknął: STOP! i po sobotnim przekaszlanym na uczelnianej auli, egzaminie z psychologii ogólnej, wylądowałam z temperaturą w łóżku. W niedzielę moje życie dwukrotnie zostało ocalone. Wczesnym porankiem za sprawą Internetu, wieczorem dzięki panu taksówkarzowi.
Rano bardzo osłabiona zaczęłam szukać pomocy lekarza, oczywiście guglając.
Jako mieszkanka Grochowa, mojego lekarza rodzinnego mam na… HA! Ursynowie! Zatem tylko na tej dzielnicy mogłam zgłosić się do dyżurującej przychodni. Dzięki Bogu, takowe w ogóle istnieją. Wyruszyłam na ul. Romera, na wizytę u pani doktor, która zdiagnozowała początek zapalenia oskrzeli i przypisała antybiotyk. Wróciłam do łóżka i tym samym pożegnałam się z egzaminem z psychologii klinicznej w sesji A, który był właśnie w niedzielę.
Wieczorem mój termometr wskazał 40 stopni gorączki. Miałam się naprawdę kiepsko.
Ciocia nakazała natychmiast przyjąć pyralginę, której oczywiście w domu nie miałam.
Na szczęście istnieją dyżurujące apteki, na szczęście taksówkarze mogą kupić i przywieźć do domu, nie tylko wódę, ale i lekarstwa.
Cudowny lek ta pyralgina – w ciągu 30 minut, temperatura obniżyła się o 1,5 stopnia a ja poczułam się znacznie lepiej.
Cały tydzień, za wyjątkiem wtorku, który spędziłam w biurze, przeleżałam w łóżku.
Psychologię ogólną zaliczyłam jakimś cudem na czwórę, chociaż z egzaminu pamiętam tylko mój kaszel.

W poniedziałek miało miejsce wydarzenie, które na zawsze pozostanie głęboko w moim sercu. Odwiedziło mnie, niespodziewanie, siedem wspaniałych kobiet. Tajemnicą niech pozostanie w jakim celu do mnie przyszły, ale pewne jest, że żadna dotychczasowa wizyta, w moim mieszkanku, tak silnie mnie nie wzruszyła. Wdzięczność i ślad szczerej bliskości w serduchu pozostaną do końca życia.


Comments

Psychosomatycznie — No Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *